Natalia wracała ze sklepu z ciężkimi torbami w rękach. Kobieta była już prawie pod domem, gdy nagle dostrzegła obcy samochód przy swojej bramie. – Kto to może być? Przecież nikogo się nie spodziewam – pomyślała. Podeszła bliżej i zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. – Przyjechał! – wykrzyknęła, rzuciła się do syna, by go uściskać. – Mamo, zaczekaj. Muszę ci coś powiedzieć – niespodziewanie odsunął się syn. – Co się stało? – zaniepokoiła się Natalia. – Lepiej, żebyś usiadła – powiedział cicho Wiktor. Natalia opadła na ławkę, gotowa na najgorsze.

Natalia wracała ze sklepu, dźwigając ciężkie torby jak Syzyf swoje kamienie. Już miała wejść na swoją posesję, gdy zauważyła nieznany samochód przed bramą. Ciekawe, kto to może być? Nikogo się przecież nie spodziewam pomyślała. Podeszła bliżej, a na podwórku zobaczyła młodego mężczyznę. O, przyjechał! zawołała, rzucając się, żeby przytulić syna. Mamo, poczekaj. Muszę ci coś powiedzieć odsunął się jednak lekko syn. Co się stało? zaniepokoiła się Natalia. Lepiej usiądź szepnął Wiktor. Natalia usiadła na ławce, gotowa na najgorsze.

Pani Natalia Iwanowska mieszkała sama w malowniczej wsi niedaleko Białegostoku. Dwa lata temu pochowała męża, a jedyny syn Wiktor po studiach w Gdańsku już do matki nie wrócił na stałe. Pracuje teraz jako inżynier w fabryce, początkowo wynajmował mieszkanie, a teraz wszystko się u niego poukładało, choć mamie szczegółów nie zdradzał.

Przyjeżdżał rzadko, do czasu aż kupił auto używaną skodę. W ostatnim roku wpadł częściej, czasem bez zapowiedzi, z koszami zakupów, nową koszulą albo parą butów. Natalia odmawiała, ale Wiktor i tak swoje. Ostatnio wręczył jej wełnianą chustę z bazarku w Zakopanem własnoręcznie robioną, przynajmniej tak twierdził.

O swoim życiu nie mówił nic konkretnego. “Wszystko dobrze, nie martw się” i na tym kończył. Ale wiadomo, sąsiadki czuwają zawsze. Młodsza sąsiadka, Wiola, wybrała się ostatnio do miasta.

Matczyna dusza nie wytrzymała i powierzyła Wioli dary dla syna słoik domowego dżemu i marynowane grzybki. Wiola miała telefon do Wiktora, więc się z nim umówiła.

Oj, pani Natalio, przyjechał swoim samochodem z jakąś damą. Wszystko wziął. Kazał przekazać pozdrowienia i że przyjedzie.

A co to za dama? zdziwiła się Natalia.

Skąd mam wiedzieć? Z auta nie wysiadła, ale zdaje mi się, że starsza od niego, może z pięć lat. Do tego solidniejszej postury, fest umalowana.

Natalia się zamyśliła. Syn nigdy nie dzielił się z nią swoim życiem prywatnym. Może następnym razem warto podpytać? Nie musiała długo czekać.

Idzie sobie z biedronkową reklamówką, a na podwórku czeka już syn, i to nie sam! Obok stał chłopiec, a przy bramie nadal skoda.

No, przyjechał! przyśpieszyła, ale Wiktor lekko się odsunął:

Cześć, mamo. Poznaj to jest Jurek. Teraz coś jakby mój syn.

No to wchodźcie do domu, co będziemy na podwórzu gadać.

Szybko postawiła na stole parującą jeszcze ziemniaczaną zupę. Trochę kiszonej kapusty, ogórki, mięso gotowane lepszego obiadu nikt nie wyczaruje.

Jurek siedział markotny, w talerzu tylko mieszał, nikomu nie patrząc w oczy. Zjedli, herbatę wypili, a chłopaka wypuścili na podwórko. Niech zobaczy świat, a oni pogadają.

Mamo, sprawa jest taka zaczął Wiktor. Ożeniłem się w zeszłym roku. Właściwie, to tylko cywilny ślub z Olą. A to jej syn. Tobie nie mówiłem, nie gniewaj się. Ola nie chce się spotykać z teściową.

A to czemu? Ja taka okropna, czy co? Może zbyt “wiejska”?

To nie to, mamo. W jej pierwszym małżeństwie teściowa była, delikatnie mówiąc, trudna. Ola się z nią mocno kłóciła, a potem przez nią rozstała się z mężem. On zmarł, rok po nim teściowa, Ola odziedziczyła mieszkanie i samochód. Gdy się poznaliśmy, zaprosiła mnie do siebie, potem ślub. A o teściowej do dziś nie chce słyszeć.

A po co wtedy Jurka mi przywiozłaś? spytała skonfundowana Natalia.

Bo lato, Ola w ciąży, w sierpniu rodzi. Ciężko jej z Jurkiem, a ja w pracy. Popilnujesz go do jesieni, a potem zabiorę.

A czy on będzie chciał tu zostać z babcią?

A kto dziecko pyta? Mama powiedziała i już.

Natalia tylko westchnęła co poradzi? O tej Oli nic nie wie, więc i żądać nie ma czego. Chłopak ośmiu lat w domu nie zaszkodzi. Za chwilę i wnuk czy wnuczka się pojawi radość!

Rano syn odjechał, a Jurek do okna się przytulił, naburmuszony.

No to co, Jureczku, urządzamy sobie tutaj życie. Możesz mówić na mnie babcia Natalia. Do której klasy przechodzisz?

Do drugiej mruknął, nie zaszczycając jej spojrzeniem.

No to chodź, pokażę ci kury i ogródek. Truskawki już prawie do zjedzenia, sam zbierzesz, są wczesne.

Nie będę z panią chodził.

A czemu? Nie będę cię bić, a mój Azor też ci nic nie zrobi, jak się boisz psa.

Mama powiedziała, że jesteś zła. I długo tu nie będę. Azora się nie boję.

O, proszę! Skąd twoja mama wie, że jestem zła? Przecież mnie nie zna! No, siedź tu, jak chcesz. Ja idę do roboty w ogródku.

Natalia zniknęła za drzwiami. Żal jej dziecka pewnie tej Oli Ostro dostało się od poprzedniej teściowej, skoro nawet syna zniechęca. Ale myśli dam radę dobrocią.

Zabrała się do grządek i domowych spraw. Trzymała tylko kilka kur i parę kaczek, większe gospodarstwo byłoby za dużo. Jaja od sąsiadek, sery i mleko u matki Wioli, za parę złotych albo w zamian za truskawki. Taki tam wiejski barter.

Minął tydzień. Jurek zaczął czasem wyjść na podwórko, pogłaskał Azora, zajrzał do truskawek. Do pracy się nie rwał, ale Natalia nie goniła. Któregoś dnia szła do sklepu i zaproponowała Jurkowi, żeby poszedł z nią. Zgodził się.

Droga do domu minęła im na rozmowach chłopak trajkotał aż miło. Od tego dnia przemienił się nie do poznania: sprzątał, podlewał grządki, psa karmił sam, z sąsiadami się zaprzyjaźnił i wieczorami ciężko było go zawołać do domu.

Rozpromieniony, zaczął czytać książkę o Robinsonie Crusoe starusieńka, jeszcze po Wikcie została. Strona po stronie, a potem babci opowiadał, z Piętaszka się razem śmiali, gdy ona wieczorami dziergała na drutach. Przypominało jej się dzieciństwo własnego syna też taki był rozgadany urwisek.

W sierpniu wpadł Wiktor dumny jak paw: córeczka się urodziła, Julka! Jutro odbierają Olę ze szpitala, ale on przyjechał dać znać babci i sprawdzić, jak Jurek.

Tato, u babci Natalki jest fajnie, chcę jeszcze zostać! Siostrę zobaczę, jak pójdę do szkoły!

No i został do września. Natalia Iwanowska spakowała prezenty dla wnuczki: malutkie wełniane skarpetki, czapeczka, kołderka puchowa, rękawiczki dla synowej. Syn całował matkę, uścisnął Jurka jak dorosłego i w drogę.

Pod koniec sierpnia Jurek ganiał z chłopakami po ulicy, aż tu nadjeżdża samochód. Wszyscy rozstępują się, patrzą na gości. Z auta wysiada postawna kobieta z niemowlęciem na ręku, za nią Wiktor. Bierze cenny pakunek, do matki pędzi Jurek:

Mama przyjechała! zawołał, ale potknął się o kamień.

Nie zapłakał, tylko przyłożył liść babki do kolana, bo tak uczyli koledzy. Ola przytuliła syna, wzięła za rękę i weszli do domu.

Jak to Jurek u was sam biega po ulicy? spytała na dzień dobry.

Witam cię, córko odpowiedziała Natalia Iwanowska. U nas chłopacy zawsze tak biegają, grają. A Jurek mi pomagał i w domu, i w ogródku. Co mu, dzieciakowi, nie poganiać?

Potem Natalia podeszła do wnuczki śpiąca, słodka jak anioł, Natalce łzy zakręciły się w oczach.

Ugościła rodzinę barszczem ze śmietaną, świeżym chlebem, i wypytywała o wszystko.

Przyjechaliśmy po Jurka stanowczo oświadczyła Ola. Zaraz szkoła. Już na pewno wam się tu znudził, a sam pewnie czeka, żeby do miasta wrócić.

Chłopak zerwał się i krzyknął:

Nie chcę do miasta! Chcę zostać z babcią Natalką! Mamo, oszukałaś mnie, ona jest dobra!

Ola aż poczerwieniała, mina obrażona.

Mamie tak się nie mówi, Jureczku! Przeproś i idź się pobawić, ale z podwórka ani kroku spokojnie powiedziała Natalia.

Chłopiec spuścił głowę, mruknął już nie będę i poszedł.

Ola, nie martw się o niego. To bardzo fajny chłopiec, dobrze wychowany, zasługa twoja. A mi przez całe lato tylko radość! Dzięki, synku, że go przywiozłeś. Niech przyjeżdża, ile chce.

Zapłakała wtedy mała Julka i Ola pobiegła do niej. Dwa dni rodzina została u Natalii. Syn naprawił, co trzeba, Ola nie odrywała się od córki, a teściowa karmiła całą rodzinę i z Jurkiem robili wszystko razem. Chłopak opowiadał o swoim życiu na wsi, że tu mu najlepiej.

Wreszcie wyjechali. Wiktor z dziećmi pożegnał się i wyszedł z podwórka, Ola objęła teściową i ze łzami w oczach powiedziała:

Dziękuję, mamo. Swojej już nie pamiętam, nie myślałam, że teściowe mogą być takie dobre. Przepraszam. A Wiktora bardzo kocham, jest wspaniały i troskliwy.

Teraz już twój, córko. Mnie szczęście, że was mam. Jurka zawsze przywoźcie, pokochałam go jak swojego.

I tak się rozstali. Wszystko się ułożyło na zimę mama pojechała do miasta, by pomóc przy dzieciach i w mieszkaniu. Teściowa z synową tak się dogadały, że aż Wiktor i figlarny Jurek nie mogli się nadziwić ze szczęścia.

Rate article
Fajna Tajna
Natalia wracała ze sklepu z ciężkimi torbami w rękach. Kobieta była już prawie pod domem, gdy nagle dostrzegła obcy samochód przy swojej bramie. – Kto to może być? Przecież nikogo się nie spodziewam – pomyślała. Podeszła bliżej i zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. – Przyjechał! – wykrzyknęła, rzuciła się do syna, by go uściskać. – Mamo, zaczekaj. Muszę ci coś powiedzieć – niespodziewanie odsunął się syn. – Co się stało? – zaniepokoiła się Natalia. – Lepiej, żebyś usiadła – powiedział cicho Wiktor. Natalia opadła na ławkę, gotowa na najgorsze.