Natalia, minęło pięć lat, odkąd zniknęłaś z mojego życia – nie obchodziło cię, jak sobie radzę, a te…

Aneto, nie widziałem cię od pięciu lat, nie interesowało cię kompletnie, jak sobie radzę i co się ze mną dzieje.

Aneta i Zbyszek mieszkali razem ponad pięć lat. Zbyszek nie zarabiał kokosów ot, typowy robotnik ze Śląska, któremu na wypłatę zawsze za szybko kończył się miesiąc. Aneta natomiast od zawsze marzyła o życiu jak z krainy mlekiem i miodem płynącej, najlepiej z opcją wczasy all inclusive nawet zimą w Zakopanem. Nic więc dziwnego, że za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawił się ktoś z lepszym portfelem niż jej mąż, oczy Anety robiły się okrągłe jak pięciozłotówki.

Aż pewnego dnia los jej sprzyjał zauważył ją pan Roman, przedsiębiorca z Warszawy, szeroko znany z tego, że groszem nie śmierdzi. Obiecał jej złote góry, może nawet nowy samochód made in Polska. Aneta dała się nabrać na te bajdurzenia i porzuciła Zbyszka, gotowa rozpocząć nowe życie na wysokim C.

Zbyszek był w szoku. Przez chwilę udawał hardego faceta, ale potem cały się pokrajał płaszczył się, błagał Anetę, żeby została. Obiecywał, że zacznie zarabiać więcej, rzuci robotę na budowie i pójdzie gdzie trzeba, nawet jak będzie musiał nosić worki z węglem dzień i noc. Byle tylko Aneta była szczęśliwa.

Ale Aneta była już myślami na jachcie na Mazurach, w głowie miała już szaleństwa po galeriach handlowych w całej Europie (no, przynajmniej Warszawie). Przysięgi miłości, obietnice przenoszenia gór? Pff! Zbyszek nie miał żadnych szans.

Mija pięć lat. Aneta, teraz trzydziestodwuletnia, stała się dla Romana jak wczorajsza kanapka przestała go interesować, bo wokół niego kręciły się młodsze, bardziej głodne życia dziewczyny. Roman powiedział jej prosto z mostu, że jest zbyt wymagająca i zbyt konfliktowa. Skończyły się czasy grubej kasy, a Aneta nawet paragonu nie była w stanie ogarnąć, bo pracować nie musiała ani dnia przez te pięć lat.

Zbierając resztki dumy, postanowiła wrócić do Zbyszka. Przecież przysięgał jej wieczną miłość, mówił, że jego serce należy do niej na zawsze pewnie dalej czeka jak na zbawienie.

Podchodzi do starego mieszkania, a tam… jakiś szum przy drzwiach, potem drzwi otwiera nieznana kobieta ze śliczną dziewczynką na rękach.

Oleńka, ile razy ci mówiłam, nie otwieraj sama drzwi! upomniała córkę kobieta, po czym spojrzała na Anetę. W czym mogę pomóc?

Szok na twarzy Anety, opadająca szczęka.
Szukam Zbyszka… Czy jest w domu?

W tym momencie kobieta krzyknęła do środka:
Zbyszek! Jakaś pani do ciebie. Jak się pani nazywa?

Chłop wyskakuje z kuchni, ścierka w ręku, patrzy:
Aneta?! wytrzeszczył oczy, po czym dodał do kobiety: Kochanie, weź Marysię do pokoju, porozmawiam chwilę.

To kto to? szepnęła osłupiała Aneta, wskazując na kobietę z dzieckiem.
To moja żona Ola. A to moja córeczka Marysia wyjaśnił Zbyszek ze spokojem.

Kiedy to się stało? Masz dziecko? Przecież przysięgałeś, że będziesz mnie kochał do końca życia!

Zbyszek westchnął.
To było dawno temu. Najpierw byłem załamany, ale życie nie kończy się na jednym rozdziale. Potem poznałem Olę, zakochałem się i to ona dała mi szczęście oraz Marysię.

A ja?
Aneto, przez pięć lat nie było cię, nie interesowało cię, czy jeszcze oddycham. Wybrałaś cudze pieniądze, a nie mnie. Może nie byliśmy bogaci, ale nie o to chodziło. A teraz wracasz? Myślałaś, że będę tu siedział z zupą na gazie i czekał, aż po ciebie wpadniesz?

Byłam głupia! Kocham cię!

Zbyszek tylko się zaśmiał pod nosem.
Daj spokój, scenariusz na kiepski serial. Idź już. Ja mam rodzinę. Twój biznesmen cię rzucił, to przypomniałaś sobie o starej miłości? Słabo, naprawdę. Lepiej już pójdź.

Aneta popłakała się jak mało kto. Bolała ją własna głupota i poczucie porażki, ale Zbyszek poczuł się trochę jak triumfator teleturnieju nie dość, że nie tęsknił, to teraz miał na kogo liczyć. I, mimo całej ironii losu, jakoś tak wyszedł na swoje.

Rate article
Fajna Tajna
Natalia, minęło pięć lat, odkąd zniknęłaś z mojego życia – nie obchodziło cię, jak sobie radzę, a te…