Pewnego dnia odwiedziła nas nasza rodzina z daleka przyjechali niespodziewanie, jak wędrowne bociany, choć wcześniej zapowiedzieli się przez telefon. Uprzedziłam ich, że żyjemy skromnie, ledwo wiążemy koniec z końcem; emerytura to nie fortunę, a syn też zarabia tyle, co kot napłakał. Słyszeli to, a mimo tego przywędrowali, taszcząc torby wypchane po brzegi jakby ktoś układał puzzle z kiełbasy, pomarańczy, i kolorowych cukierków.
Gdy stanęli na naszym progu, wręczyli mi podarki. Syn spojrzał na mnie uważnie: co z nimi zrobić? Odłożyliśmy więc wszystko na bok, przecież od razu uprzedzałam, że nie będzie u nas wystawnych biesiad. Na obiad postawiłam na stół chleb z masłem, kilka herbatników i gorącą herbatę malinową. Goście patrzyli niepewnie, niby uśmiech, a w oczach smutek, ale nikt nie narzekał. Dla mnie było w porządku przecież wyraźnie mówiłam, że nie mamy pieniędzy na rarytasy. Jest jak jest gospodynię i tak obowiązuje gościnność, więc podzieliłam się tym, co mieliśmy.
Wieczorem ugotowałam lekką zupę koperkową, kromki chleba, trochę serka topionego, kanapki z szynką i ponownie herbata, tym razem z sokiem porzeczkowym. Rodzina wyraźnie się speszyła, jakby się spodziewali królewskich dań. Rozmowa wygasła, cisza pełzała między kubkami herbaty.
Aż wreszcie kuzynka Zdzisława nie wytrzymała i zapytała, czemu nie wyłożyłyśmy na stół tych wszystkich pyszności, które przywieźli. Słuchałam jak zza mgły, bo w snach wszystko ma swoje dziwne odbicie czy to prezent, czy może zaopatrzenie na ich własny stół? Jeżeli to dla nich, mogliby przecież poprosić, żeby włożyć smakołyki do lodówki…
Wieczorne sprzeczki wyglądały jak tańce sennych cieni na ścianach: najpierw cicho, potem coraz głośniej, aż w końcu goście spakowali tobołki i znikli jak we mgle. Prawdę mówiąc, było mi wszystko jedno, gdzie się podzieją tej nocy. Po co mi pod dachem ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć prostych słów? Najważniejsze, że kilka łakoci jednak zostało sernik, wątróbka, bezy, jabłka. I przynajmniej wieczorem, ja i mój syn, usiedliśmy w kuchni z herbatą, jedząc pyszny kawałek sernika. W końcu, w śnie zawsze można znaleźć coś słodkiego na pocieszenie.



