NARZECZONA DO WYPOŻYCZENIA
Ślubu nie będzie! podczas kolacji zaskoczyłem rodziców oświadczeniem córki, Marceliny.
Moja żona aż się zachłysnęła, słysząc tę wieść.
Marcelinko! Ty oszalałaś? Suknia ślubna kupiona, obrączki zamówione, sala opłacona Twój Darek czeka na ten ślub jak na zbawienie! Powiedz, że żartujesz zaczęła denerwować się matka.
Mamo, mówię poważnie. Za parę dni razem z Edgarem wyjeżdżam do Londynu. Nic już tego nie zmieni zakończyła temat Marcelina.
Ale jak to, do Anglii? Tam wszystko obce, nieznane! Inni ludzie, obcy kraj! Zginiesz za złotówkę! Opamiętaj się, córko! Ten cały Edgar zupełnie cię omotał! Pewnie żonaty, dzieci ma! W dodatku to już człowiek niemłody! A Darek tak cię kocha! Jesteś mu jak rodzina! Nie odtrącaj takiej miłości. Za wszystko w życiu trzeba kiedyś odpowiedzieć matka próbowała przemówić do rozsądku.
Nie martw się, mamo. Poradzę sobie Marcelina była nieugięta.
Kilka tygodni później Marcelina i Edgar wyjechali do Anglii.
Już od dziecka Marcelina marzyła, by zobaczyć, jak wygląda życie w innych państwach. Dlatego opanowała perfekcyjnie francuski i angielski, a ostatnio zaczęła się uczyć hiszpańskiego. Po studiach zatrudniła się w biurze podróży jako tłumaczka. Poznała tam Edgara, który pojawił się jako zagraniczny turysta. Marcelina została wyznaczona do opieki nad gościem podczas kilku imprez. Edgar od razu zwrócił na nią uwagę.
Marcelina była pogodną, miłą dziewczyną o dużym uroku osobistym. I co najważniejsze była bardzo młoda! Miała dwadzieścia trzy lata, Edgar czterdzieści sześć. Początkowo traktowała jego zaloty z pobłażliwością, nie sądząc, że tak szybko oświadczy jej się po tygodniu znajomości! Nie powiedziała Edgarowi, że lada moment ma wyjść za mąż za ukochanego.
Sama nie wiedziała, co robić wyjść za mąż za cudzoziemca to szansa, która zdarza się raz w życiu! Może i nie kochała Edgara, ale nowy świat, nowe przygody, życie pełne radości i wrażeń kusiło. Była pewna, że będzie mu wdzięczna. A Darek? Poradzi sobie, jest młody, jeszcze znajdzie szczęście.
Tak myśląc, pakowała się w nieznane.
Zadzwoniła do Darka. Opowiedziała wszystko. Chłopak nie bardzo rozumiał, ale życzył jej szczęścia. Sam z żalu pogrążył się w długim alkoholowym ciągu.
Edgar i Marcelina wysiedli na lotnisku w Londynie.
Czuła się jak w bajce. Naprawdę spełniają się marzenia? Chciała objąć cały świat. Bała się tylko jednego by to szczęście nie uciekło.
Edgar przywiózł ją do potężnej posiadłości. W drzwiach przywitała ich jego rodzina dwaj dorośli synowie: Hanusz i Eryk. (Co ciekawe, Marcelina później zostanie żoną Eryka i w tym związku zazna prawdziwego szczęścia.) Po chwili z pokoju wyszła była żona Edgara Leonia. Elegancka i piękna kobieta.
Nie spodobało jej się to.
Oszalałeś, Edku?! (Tak go domownicy nazywali.) Kim jest ta dziewucha? Skąd ją wytrzasnąłeś? Ona ma tu z nami mieszkać?! wrzasnęła.
Tak, Marcelina będzie tu mieszkać. Chcę ci przypomnieć, Leoniu, że to mój dom. Niedługo zostanie moją żoną. Nie dokuczaj jej Edgar próbował ją uspokoić.
Dziwna atmosfera nie uszła uwadze Marceliny. Szybko zorientowała się, że choć oficjalnie byli po rozwodzie, cała rodzina mieszkała razem. Szybko zauważyła też, że to Leonia trzymała wszystkich krótko. Ale już wtedy zaczęło jej zależeć na Eryku. On nie przypominał Darka z jego problemami z alkoholem, płaczem i przeprosinami. To była zupełnie inna historia miłość prawdziwa, czysta i bezgraniczna.
Eryk miał dwadzieścia cztery lata i był podobny do matki przystojny i szarmancki. Od razu zwrócił uwagę na młodą Polkę, którą ojciec przywiózł nie wiadomo skąd. Między nim a Marceliną natychmiast pojawiło się coś trudnego do opisania. Ich dusze poruszyły się w jednym rytmie.
Edgar po kilku tygodniach oznajmił Marcelinie, że ze ślubem trzeba poczekać nie podał powodu. Ona zgodziła się bez słowa sprzeciwu. Nie planowała wracać do Polski.
Dostała przytulny pokoik (dom był ogromny). Z Edgarem miała poprawne, niewinne relacje. Leonia unikała jej, traktując jak powietrze.
Minęły trzy miesiące. Przez ten czas Marcelina bardzo zbliżyła się do Eryka. To on otworzył jej oczy na rodzinną sytuację. Ojciec bardzo kochał matkę, a ona jego. Ale po wielkiej kłótni rozstali się. Czas mijał, ale godzić się nie chcieli. Edgar wymyślił więc, że sprowadzi młodą dziewczynę i ogłosi, że się z nią żeni. Uważał, że to pobudzi Leonię do działania. Marcelina idealnie nadawała się do tej roli.
Gdyby Leonia i Edgar się pogodzą, Marcelinę z podarunkami odwiozą na lotnisko i kupią jej bilet powrotny do Polski.
Kiedy Eryk opowiedział jej tę szczerą historię, Marcelina wybuchnęła nerwowym śmiechem.
Wyszło na to, że jestem narzeczoną do wynajęcia! Sama przecież uciekłam od narzeczonego! Eryk, co teraz mam zrobić?
Nie oddam cię! Eryk był zdecydowany.
A ja czułam to od pierwszego dnia! W końcu się przyznałeś z ulgą wyznała Marcelina.
Jak mogłem wyznać, skoro byłaś narzeczoną mojego ojca? Nie miałem pojęcia o wybrykach rodziców Hanuś mi powiedział. Teraz, kiedy wiem, że jesteś wolna, nie pozwolę ci odejść! A tak szczerze, Marcelino, czy wyszłabyś za mojego ojca? zapytał nieśmiało Eryk.
Eryku! Odkąd cię zobaczyłam, wszystko się zmieniło. Odmówiłabym Edgarowi odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Objęli się serdecznie, jakby znali się całe życie.
Marcelina przebolała całą tę farsę Edgara z Leonią. Dla miłości warto czasem się potknąć Kochani się sprzeczają, ale to dla zabawy. W tej pogmatwanej historii było jednak coś dobrego spotkała Eryka! Los posłał jej prawdziwą miłość na drugim krańcu świata.
Człowiek goni za szczęściem, podczas gdy ono leży u jego stóp. Marcelina i Eryk wkrótce się pobrali.
Eryk wciąż miał strach, że żona wróci do Polski, więc natychmiast postarał się o potomstwo. Marcelina urodziła mu synka, po dwóch latach urodziła córkę.
Eryk otaczał ją czułą troską. Byli bardzo szczęśliwi. Dom Marceliny wypełniała miłość.
W międzyczasie Edgar i Leonia przejrzeli na oczy, uporządkowali swoje sprawy i od tej pory traktowali siebie z większym szacunkiem oraz delikatnością, żeby już nigdy nie uciekać się do takich forteli. Teraz bez reszty oddawali się opiece nad wnukami.
Pewnego dnia Marcelina dostała z Polski zatroskany list od matki. Prosiła, żeby choć raz przyjechała w odwiedziny.
Marcelina postanowiła wrócić na chwilę do domu. Dzieci zostawiła pod opieką babci Leoni były jeszcze za małe na takie podróże.
Już po drodze czuła niepokój.
Gdy tylko przekroczyła próg, matka rzuciła się jej w ramiona, zalana łzami.
O, Marcelinko! Darek zginął! Zginął razem z żoną! Rozbili się na motocyklu. Ich mała córka została sierotą. Trzy latka ma. Wielka tragedia! Wiesz, on o tobie nigdy nie zapomniał, ciągle cię kochał. Gdy tylko wyjechałaś, szybko znalazł sobie kogoś innego. Chyba nie chciał cierpieć. Przyprowadził jakąś dziewczynę z prowincji, biedną jak mysz kościelna aż żal było patrzeć. Ale słuchała się go, chyba go kochała. Od razu mu urodziła dziecko, córeczkę. Nazwali ją Marceliną! Mądra dziewczynka. Ciekawe po kim. Teraz, biedaczka, albo do domu dziecka Gdzież indziej? I wiesz co? Darek na dzień przed śmiercią przyszedł i powiedział: Chcę zrobić prezent twojej Marcelinie, żeby mnie wspominała! Kto by pomyślał, że już go nie będzie Pomagał nam czasem w gospodarstwie, choć stale był na rauszu. Wydawało się, że całe życie przed nim Ale nie zdołał wręczyć prezentu… szlochała matka, ocierając łzy rąbkiem fartucha.
Marcelina wysłuchała mamy i po chwili powiedziała stanowczo:
Zdążył, mamo. Razem z Erykiem zaadoptujemy jego Marcelinkę. Takiego prezentu bym się nie spodziewała po Darku
Wiem, że Eryk mnie zrozumie i poprze. Za wszystko w życiu odpowiadamy, mamo. Ty najlepiej wiesz…
A teraz, proszę, daj mi coś do jedzenia. Zmęczyła mnie ta podróż, jestem głodna. Najchętniej zjadłabym kwaśne jabłko albo ogóreczka małosolnego. Przyszłe mamy powinny jeść za dwoje! mrugnęła porozumiewawczo do swojej matki…
Tego dnia zrozumiałem, że los często prowadzi nas niespodziewanymi drogami. Trzeba jednak umieć odnaleźć szczęście nawet wśród życiowych zawirowań i nie bać się podejmować odważnych decyzji. Czasami to, co wydaje się końcem, jest początkiem prawdziwego szczęścia.



