Napełnię Twoją duszę miłością

**Dziennik osobisty**

Kto by pomyślał, że dwie przyjaciółki od dzieciństwa, Elżbieta i Weronika, mogłyby się pokłócić. Sąsiedzi szeptali:

Co się stało? Takie bliskie, a teraz mijają się na drodze, nie odzywają się do siebie. A przecież mieszkają obok siebie!

Obie milczały, więc plotki tylko się mnożyły. Babcie przy studni snuły coraz dziwniejsze teorie. Wiedzieli tylko tyle, że Justyna córka Elżbiety i syn Weroniki, Kuba, spotykali się. Od szkoły trzymali się razem, ale po maturze ich drogi się rozeszły. Kuba poszedł do wojska, a Justyna wyjechała do miasta na studia.

Od małego widywano ich zawsze razem w drodze do szkoły, nad rzeką, gdzie latem pluskali się z innymi dziećmi. Gdy podrośli, spędzali wieczory na brzegu.

Justyna! Wychodź! wołał spod okna, a ona jak strzelała z domu, choć umawiali się dopiero na wieczór.

Byli zupełnie różni. Żywa, energiczna Justyna i spokojny, zamyślony Kuba, który zawsze najpierw się zastanowił, zanim coś zrobił. To ona zawsze dyrygowała:

Kubo, jutro idziemy na grzyby. On drapał się po głowie i kiwał. Kubo, jutro na plażę. I znów się zgadzał, nigdy nie protestował.

Elżbieta i Weronika bawiły się razem od małego w chowanego, lalki, biegały do siebie, bo ich domy stały tuż obok. Nawet ich rodzice i dziadkowie żyli w przyjaźni. W jednej klasie się uczyły, za mąż wyszły w podobnym czasie.

Pierwsza rozwiodła się Elżbieta, gdy Justyna miała trzy lata. Jej mąż był porywczy, pił i raz uderzył żonę. Ona nie wybaczyła.

Boże, Ela, jaki siniak! przestraszyła się Weronika, widząc przyjaciółkę. Nie pytała, skąd to się wzięło wiedziała.

Wyrzuciłam go. Nie wiem, gdzie poszedł. Pewnie do matki.

Słusznie. A mój wczoraj też się “wsławił”. Leżał na kanapie, Kuba się kręcił. Zasłonił mu telewizor, a ten z całej siły go odepchnął. Ledwo głową nie uderzył. Stanęłam w obronie syna, a on groził, że następnym razem dostanę, jeśli go nie uspokoję. Mówił: “swojego syna”, nie “naszego”. Jakby Kuba nie był jego dzieckiem.

Porozmawiały i rozeszły się. Pół roku później po wsi poszła wieść:

Weronika wyrzuciła swojego! Zaczęło się od podejrzeń, że Kuba nie jest jego synem. A przecież jest do niego podobny! Weronika zawsze była skromna. Wyszła za mąż i tyle.

Tak właśnie było. Mąż zatruł jej życie zazdrością, a raz nawet przyłożył nóż do gardła. Bała się i uciekła. Obie zostały same z dziećmi, ale się nie załamywały. Byli mężowie wyjechali. Jedyną radością Elżbiety i Weroniki były Justyna i Kuba.

Po szkole Kuba zrobił prawo jazdy, a Justyna poszła na studia. On czekał na powołanie, ona wyjechała. Wezwanie przyszło w listopadzie. Justyna wróciła, by go odprowadzić. Przez trzy dni nie rozstawali się. Potem pożegnała go na dworcu.

Całą zimę przyjeżdżała w weekendy, zaglądała do Weroniki, która czytała listy od Kuby. Ale z czasem Weronika zauważyła, że Justyna przestała przyjeżdżać. Ostatni raz była po Nowym Roku. W marcu już w ogóle nie pokazała się.

Ela, czemu Justyna nie przyjeżdża? pytała Weronika, wpadając do przyjaciółki po pracy.

Studia, nauka, ma dużo zajęć.

Minął marzec, kwiecień, a Justyny wciąż nie było. Za to Elżbieta wybrała się do miasta. Weronika zauważyła, że przyjaciółka stała się jakaś inna mało mówiła, unikała ludzi.

Po powrocie Elżbieta milczała, a Weronika pękała z ciekawości. W końcu nie wytrzymała.

No gadaj! Co ukrywasz?

Elżbieta machnęła ręka.

Po co już ukrywać? I tak wszyscy się dowiedzą. Justyna wyszła za mąż. Czeka dziecko.

Weronika zamarła. W pierwszej chwili myślała, że przesłyszała się. Potem wyleciała z domu jak oparzona.

Za mąż! Dziecko! wściekała się. A co z Kubą?

Sięgnęła po papier i napisała do syna, żaląc się, ale też go uspokajając. Kuba po dwóch latach w wojsku nie wrócił. Wyjechał ze znajomym na północ. Zamieszkał w internacie i ciągle pracował.

Praca na platformie wiertniczej była ciężka, ale nie narzekał. Tylko praca zagłuszała ból po liście matki.

Elżbieta i Weronika przestały się odzywać. Przez trzy lata Kuba tylko raz przyjechał, na kilka dni. Pomógł matce, posiedział nad rzeką i wyjechał. Justyna też nie pokazywała się w rodzinnej wsi.

Justyna zadziera nosa. Nawet dziecka matce nie pokaże plotkowały kobiety.

Pewnego dnia listonoszka Iwona przyniosła wiadomość od Elżbiety.

Weronika, Ela prosi, żebyś do niej wpadła.

My już od lat nie gadamy.

Wiem, ale ona chora. Felczer był, leki przepisał. Prosiła, żebyś przyszła.

Weronika poszła. Zastała Elżbietę na kanapie, bladą i słabą.

Wera, wybacz mi szepnęła.

Za co? Za Justynę? To nie twoja wina.

Nie. Słuchaj

Gdy Elżbieta skończyła, Weronika siedziała w szoku. W końcu poderwała się i pobiegła do domu.

Jeszcze wpadnę! rzuciła radośnie.

Miała telefon, który kupił jej Kuba. Zadzwoniła.

Kubo, przyjedź. Źle się czuję udawała słabszy głos.

Co się stało?! krzyczał, ale się rozłączyła.

Od tego dnia Weronika codziennie odwiedzała Elżbietę. Wkrótce przyjechała Justyna z synem, Markiem. Weronika rozpowiadała w sklepie:

Justyna z synkiem przyjechała! Ela aż promienieje.

Tymczasem Kuba wrócił na urlop. Weszła do domu, a on patrzył na nią podejrzliwie.

Mamo, dobrze się czujesz? Mówiłaś, że jesteś chora

Już dobrze! Wszystko w porządku. A ty jak?

Pracuję.

Weronika nakryła do stołu, nie mogła się uspokoić. W końcu usiadła iKuba podszedł do Justyny, wziął małego Marka na ręce i uśmiechnął się szeroko, a ich dłonie splotły się razem, jakby czas nigdy nie rozdzielił ich serc.

Rate article
Fajna Tajna
Napełnię Twoją duszę miłością