Kto by pomyślał, że dwie przyjaciółki od dzieciństwa, Zosia i Kasia, mogłyby się pokłócić. Sąsiedzi szeptali między sobą:
– Co takiego się stało? Przyjaciółki się pokłóciły i to tak, że teraz się nie odwiedzają. A jeśli któraś zobaczy drugą na drodze, to przechodzi obok, jakby się nie widziały. A przecież mieszkają tak blisko.
Obie milczały, więc sąsiedzi tylko zgadywali, a kobiety przy studni wymyślały coraz bardziej absurdalne wersje wydarzeń. Wiadomo było tylko jedno: że Ania córka Zosi, i syn Kasi Antoś, spotykali się. Przyjaźnili się od szkoły, ale po maturze ich drogi się rozeszły. Antek poszedł do wojska, a Ania wyjechała do miasta na studia.
Od dzieciństwa zawsze widywano ich razem w szkole i po szkole, do wieczora biegali z innymi dziećmi, latem pluskali się w rzece, a gdy dorośli, spotykali się, siedząc na brzegu.
– Aniuuu, wychodź! słyszała głos chłopaka pod oknem i jak strzała wylatywała z domu. Wszystko było ustalone od wieczora.
Byli zupełnie różni. Żywa i przebojowa Ania oraz spokojny, małomówny Antek, który zanim coś zrobił, najpierw długo się zastanawiał i drapał się po głowie. Oczywiście, to Ania rządziła. To ona zawsze wymyślała, co będą robić.
– Antek, jutro idziemy do lasu na grzyby on drapał się po głowie i kiwał. Antek, jutro jedziemy nad jezioro opalać się znów się zgadzał, nigdy nie protestował.
Zosia i Kasia od dzieciństwa bawiły się w dom, w chowanego, biegały do siebie, bo ich rodzice mieszkali obok, tylko płot dzielił ich podwórka. Ta przyjaźń ciągnęła się od pokoleń. Ich rodzice, dziadkowie wszyscy żyli w zgodzie. Chodziły też do tej samej klasy. Nawet za mąż wyszły prawie w tym samym czasie, za kolegów.
Pierwsza rozwiodła się Zosia, gdy Ania miała trzy lata. Jej mąż był awanturnikiem i złośliwcem, pił i nie raz podniósł na nią rękę. A ona nie umiała mu wybaczać.
– Ojej, Zosiu, jaki siniak, cały policzek! przeraziła się Kasia, widząc koleżankę. Nawet nie pytała, skąd to się wzięło wiedziała, że to mąż.
– Wyrzuciłam tego łobuza, spakowałam jego rzeczy. Nie wiem, gdzie poszedł pewnie do matki.
– Dobrze zrobiłaś. A mój wczoraj też się popisał leżał na kanapie, Antek się koło niego kręcił. Przeszkadzał mu odpoczywać, więc popchnął chłopaka tak mocno, że ten odleciał. Na szczęście nie uderzył głową. Wstawiłam się za synem, a on mi powiedział, że następnym razem dostanę, jeśli go nie uspokoję. I mówi swojego syna, nie naszego. Jakby Antek nie był jego dzieckiem.
Porozmawiały i poszły w swoją stronę. A pół roku później po wsi rozniosła się wieść:
– Kasia wyrzuciła swojego męża Podobnie dręczył ją podejrzeniami, że Antek nie jest jego synem. A przecież jest do niego podobny. A Kasia zawsze była skromną dziewczyną, nie zadawała się z chłopakami. Wyszła za mąż i tyle.
Tak właśnie było. Mąż zatruł Kasi życie zazdrością i podejrzeniami, raz nawet przyłożył jej nóż do gardła. Przestraszyła się i się rozwiodła. Obie zostały bez mężów, z dziećmi, ale nie narzekały. O mężczyznach nawet nie myślały. Obaj byliI tak, trzymając się za ręce, rodzina wróciła do domu, gdzie czekały na nich Zosia i Kasia, gotowe rozpocząć nowy rozdział pełen miłości i zrozumienia.



