Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mężczyzna to szczęśliwe życie mawiała zawsze pani Krystyna swojej córce.
Zosia była jedynaczką. Ojciec, pan Marian, pilnował jej jak oka w głowie, a matka rozpieszczała i nieustannie powtarzała:
Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mężczyzna to szczęśliwe życie.
I Zosia się z tym zgadzała. Tylko gdzie znaleźć takiego zamożnego? Na studiach trafiali się fajni chłopacy, oczywiście. Miałaby nawet narzeczonego z dobrego domu, ale ojciec trzymał córkę krótko żadnych nocnych wyjść, studenckich imprez czy wyjazdów na łono natury. Wszystko pod kontrolą.
Wkrótce jej wymarzony narzeczny znalazł sobie inną, bardziej swobodną i ciekawą od Zosi.
Ale przyszła obrona dyplomu, miłosne uniesienia musiały poczekać. Później praca załatwiona dzięki tatusiowym znajomościom i układanie życia osobistego z mamą w roli głównej.
Miała przecież wyjść za mąż jak należy. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawił się kandydat siostrzeniec dobrej znajomej mamy.
Zosieńko, przyjrzyj się temu mężczyźnie uważniej. Jest starszy, ale to zaleta, nie wada. Po co ci jakiś smarkacz? A pan Adam to człowiek solidny. Ma własną firmę. Nie będziesz musiała pracować.
Ale on był żonaty, mamo! Ma córkę, czyli alimenty.
Nie przejmuj się tym. Żona była nieporadna, a do tego dawno wyjechała z córką do innego miasta. To żaden problem.
I tak doszło do spotkania. Ojciec Zosi milczał wymownie. Odkąd córka skończyła studia, nie wtrącał się w kobiece sprawy. Niech same decydują.
Ku zdziwieniu wszystkich, Zosi Adam się spodobał. Dziesięć lat różnicy jej nie przeszkadzało. Z taką urodą i manierami będzie wyglądać świetnie nawet za kolejną dekadę. Elegancki, dobrze ubrany, z klasą.
I Adam również był pod wrażeniem. Wkrótce wzięli ślub.
Mama Zosi odetchnęła z ulgą, spełniwszy swój rodzicielski obowiązek, i zaczęła w pełni żyć dla siebie. Salony, zakupy, podróże z mężem do ciepłych krajów tym razem już bez córki.
A Zosia, mając przed oczami świetny przykład, wcale nie zostawała w tyle. Mąż zachęcał jej zachcianki i potrzeby, więc żyła sobie na luzie. Jej jedynym obowiązkiem domowym było wydawanie poleceń sprzątaczce, która i tak radziła sobie całkiem nieźle bez jej wskazówek.
Aż tu nagle, jak grom z jasnego nieba, spadła wiadomość, która zaskoczyła Zosię zupełnie.
Była żona Adama zmarła. Zosia nie pytała o szczegóły. I teraz Adam musiał zabrać do siebie córkę!
Niesłychane! I co teraz? Ona sama odkładała macierzyństwo na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tu nagle w jej domu miałaby się pojawić jakaś dziewczynka, dla której miała stać się drugą mamą, jak to ujął Adam.
Ale wyboru nie było.
Mąż nie pytał jej o zdanie, po prostu postawił sprawę jasno i poprosił o odrobinę litości.
Dziewczynka jest niewinna!
Wkrótce sam pojechał po córkę i przywiózł ją wraz ze skromną walizką i szkolnym plecakiem.
Marysia była już w trzeciej klasie, wysoka, cicha i jak zauważyła Zosia wyjątkowo małomówna. Żadnych niepotrzebnych słów, wszystko w milczeniu.
Pocieszało ją tylko, że dziewczynka była łudząco podobna do ojca. Na pewno jego córka, a nie przypadkowe dziecko tej nieporadnej eks
Życie w dużym domu z ojcem, macochą i sprzątaczką było dla Marysi trudne. Po prostu nie była do tego przyzwyczajona!
Po kolacji rzucała się do zmywania naczyń, pytała, gdzie jest miotła, by zamieść podłogę, sama prasowała swoje ubrania. A Zosię to wszystko irytowało
Ojciec dziewczynki, pochłonięty pracą, wracał późno i nie miał czasu na okazywanie czułości. Żonie nie żałował uwagi, ale Marysia dostawała najwyżej poklepanie po głowie i pytanie:
Jak w szkole?
Zosia zaczęła czuć się ograniczona nie mogła wychodzić, kiedy chciała, odwiedzać ulubionych miejsc, zadbać o siebie.
Nie o szóstej rano biegać na siłownię! Trzeba się wyspać, posiedzieć przy komputerze, przejrzeć media społecznościowe.
A potem wracała Marysia i też nie dało się od tego uciec mąż prosił, by pilnowała jej nauki i pomagała w lekcjach.
Więc Zosia zaczęła się zastanawiać: może zaproponować mężowi, by oddać dziewczynkę do jakiejś dobrej szkoły z internatem?
Ale nie odważyła się. Za to zaproponowała przedłużoną świetlicę:
Rozumiesz, nie jestem nauczycielką. A tu patrz, już tróje się pojawiają. W szkole lepiej się uczy. To dla jej dobra.
Adam wpadł w taką złość, że Zosia pożałowała swojej propozycji.
I tak toczyło się dalej relacje bez duszy, niezadowolenie, irytacja
A dwa lata później Zosia urodziła chłopca. Pojawił się problem z opiekunką, ale Marysia miała już prawie dwanaście lat i oznajmiła, że pomoże zajmować się braciszkiem.
I rzeczywiście lepszej niani nie dałoby się znaleźć!
Marysia wszystko ogarniała odrabiała lekcje, bawiła się z Darkiem, prasowała ubrania dla niego i siebie. A potem przejęła nawet obowiązki związane z pościelą, bo sprzątaczka, pani Irena, miała już ponad sześćdziesiąt lat i zaczęła się męczyć.
Zosia pogodziła się z tą sytuacją. Przyzwyczaiła się, że Marysia pomaga pani Irenie, a ona sama wciąż miała czas, by dbać o swój image, niezbędny kobiecie z towarzystwa.
Darek rósł, kochał starszą siostrę, a ona jego
Gdy Marysia skończyła szkołę, Darek szykował się do pierwszej klasy. I znów cała odpowiedzialność za jego naukę spadła na siostrę, która dojrzała przedwcześnie.
Poszła na studia, uczyła się angielskiego i pomagała bratu.
Kochanie, nie uważasz, że cały dom i syn spadły na Marysię? zapytał kiedyś Adam żonę, która coraz rzadziej bywała w domu po południu, a czasem nawet wieczorami.
Miała swoje towarzystwo, spotkania, kawiarnie.
A co cię właściwie niepokoi, kochanie? Twoja córka świetnie sobie radzi.



