Najpierw kawa, potem myśli

Najpierw kawa, potem ty

Basia, kurczę, wymyśliłem! Krzysiek wpadł do kuchni z oczami świecącymi jak u fanatyka. Startup. Mega pomysł. Rewelacja! Platforma do dostawy wszystkiego od skarpet po zapiekanki!

To już jest leniwie odparła Basia, mieszając owsiankę.

Ale u nas będzie inaczej! dramatycznie wskazał na sufit. Inteligentna dostawa z AI! Rozumiesz? Algorytm będzie zgadywał, czego chcesz, i przywoził, zanim jeszcze zamówisz!

Czyli czytanie w myślach?

Właśnie! To rewolucja.

I gdzie to chcesz robić?

No… w domu. Na początek. Coworking na kuchni, tak powiem.

Krzysiu. Ja też mam “coworking”. Nazywa się praca. I mam deadline.

Kochanie, nie będziemy sobie przeszkadzać. Już zwołałem ekipę są w temacie. Będzie zajebiście!

Ekipa okazała się piątką.

Następnego dnia o 9:00 Basia wyszła do kuchni i zastygła.

Przy stole siedziało trzech facetów i jedna dziewczyna w bluzie z napisem Freelancer bo jestem wolna. Pachniało kawą jak na targach specialty, laptopy zajęły cały stół, a na lodówce wisiała tabelka Wzrost pomysłów od zera do miliona.

Dzień dobry! powiedział jeden z brodaczy.

Ja tu mieszkam odparła Basia.

Super! My też. No, prawie mrugnął Krzysiek. Poznajcie: Maciek, Kasia, Tomek i Ola. To podstawa zespołu!

Na długo?

Dopóki nie wystrzelimy.

A jeśli nie wystrzelicie?

Nie ma jeśli. Jest tylko kiedy.

Basia nalała sobie kawy, ale okazało się, że ktoś wsypał do ekspresu matchę. W czajniku pływała czyjaś kulka do kąpieli sądząc po zapachu: pomarańcza i panika. Mleka nie było. Za to stało mleko kokosowe.

Wróciła do sypialni i zamknęła drzwi.

Rozpoczynam dzień pracy… mruknęła. W piekle.

Następnego dnia Basia otworzyła laptop i założyła słuchawki. Po minucie pukanie do drzwi.

Basiu, nie widziałaś ładowarki do Maca?

Nie.

A możesz trochę ciszej klikać w klawiaturę? Mamy burzę mózgów.

To klawiatura. Służy do klikania.

No ale teraz wymyślamy, jak zarobić na dostawie racuchów przed śniadaniem.

Przed śniadaniem? A teraz co?

Etap przygotowawczy!

Po tygodniu Basia zrozumiała, że jej dom stał się coworkingiem, a ona nieproszonym gościem.

Ola suszyła bieliznę w salonie. Maciek grzebał w ustawieniach routera bez pytania. Tomek prowadził wideokonferencje z klientami prosto w kuchni. A Krzysiek był zachwycony:

Jesteśmy o krok od przełomu! Potrzebujemy tylko caseów i trochę reklamy!

I odrobiny prywatności. Malutkiej. Naprawdę odrobinki powiedziała Basia, nalewając kawę z kubka, do którego ktoś wsypał chia.

Po prostu nie przywykłaś do twórczej energii!

Przywykłam do ciszy. I do tego, żeby mój dom był mój. A nie… biurem z miętowym odświeżaczem i jedną ładowarką dla wszystkich.

Kiedy w piątek Ola weszła pod prysznic z telefonem i streamowała Zoom na tle kafelków, Basia postanowiła działać.

Najpierw niewinnie.

Przypadkiem wyłączyła router. Po pięciu minutach zapukał Maciek:

U ciebie działa internet?

Nie, chyba awaria u dostawcy.

Akurat teraz? Mamy prezentację!

Bywa. Może wszechświat ma inne plany.

Następnego dnia Basia zmieniła hasło do Wi-Fi. Nazwa sieci brzmiała Cisza_i_spokój. Krzysiek biegał z laptopem:

Kto to zmienił? To sabotaż!

A może znak?

Basiu, mieliśmy spotkanie z inwestorem! Nie dołączył na Zoom!

Może dlatego, że siedzicie w salonie, a nie w biurze?

To dom marzeń, nie biuro!

To dlaczego ja jestem w nim jak sublokator?

W poniedziałek stało się coś wielkiego Krzyśkowi przepadł kontrakt. Inwestor nie poczuł profesjonalizmu, zwłaszcza gdy z tła wyszła Ola w ręczniku, krzycząc: Kto ukradł mój szampon?!

Krzysiek wszedł do sypialni w milczeniu. Usiadł na łóżku. Zdjął kapcie.

Spieprzyliśmy.

Ach, zauważyłeś? Basia zamknęła laptop. Już myślałam, że na zawsze zostaniesz w tym czacie.

Chciałem zbudować biznes…

A zbudowałeś akademik. Z klimatem kolonii i dietą z batoników.

To był zły plan?

To nadal był twój dom. Ale ja w nim się rozpłynęłam.

Czemu nie powiedziałaś wcześniej?

A ty byś usłyszał?

Milczał.

Pomyślałem cicho powiedział może wynajmiemy biuro?

Pomyślałeś?

Tak. I zaczniemy jak dorośli. Z zespołem, ale bez burz mózgu przy moim tosterze.

A czajnik?

Kupię nowy. Prywatny. Z ochroną.

A ekspres?

Z hasłem.

A router?

Słowo honoru.

Po tygodniu salon znów był salonem. Ola przeniosła się do coworkingu. Maciek znalazł pracę w normalnej firmie. Tomek wyjechał do Gdańska. Kasia zniknęła.

Krzysiek wynajął biurko w Pszczeli i dumnie wysłał Basi zdjęcie: Miejsce z Wi-Fi. Bez skarpet na żyrandolu.

Basia otworzyła okno. Cisza. Kawa w ulubionym kubku. A czajnik już nie pachniał mandarynkami i rozpaczą.

Jestem w domu powiedziała głośno.

I się uśmiechnęła.

I zmieniła hasło do routera: Najpierw_zapytaj_mnie.

Minął tydzień.

W mieszkaniu znów było słychać kapiący kran. To był luksus. Po dźwiękach młynka, burz mózgu, negocjacji w łazience i matchy w czajniku kran był niemal medytacją.

Basia siedziała z laptopem przy oknie, popijając kawę. Obok drzemał pies. Na ścianie wisiał nowy router z napisem: Nie dotykać bez pytania. Krzysiek go podpisał i przysiągł, że nie będzie więcej open spaceu w sypialni.

Dotrzymał słowa. Prawie.

Basiu, cześć! rozległ się głos z przedpok Zostań na chwilę! Krzysiek wyciągnął zza pleców paczkę pączków. Przepraszam. Tylko jedno pytanie: jak myślisz, czy AI może przewidzieć, że dziś będzie deszcz, zanim jeszcze spojrzę w niebo?

Rate article
Fajna Tajna
Najpierw kawa, potem myśli