Najlepsze kochanki to żony, które dawno zostały odstawione na boczny tor Fedor był przekonany, że …

Najlepsze kochanki to żony, które dawno zostały odstawione na boczny tor

Zawsze sądziłem, że po prostu nie miałem szczęścia z żoną. Trafiła mi się zimna. A raczej kiedyś była normalna, a teraz już nie. Brak tej iskry, której dawniej sprawiała, że pędziłem do domu wcześniej.

Nie mogę powiedzieć, żeby było źle: mieszkanie czyste, zupa ugotowana, dziecko wychowało się do etapu samo zdało maturę, poszło na studia i wyjechało do Warszawy. Ale wszystko to przychodziło jakby z automatu, bez dawnego szaleństwa z okresu czerwonych tiulowych majtek. Po prostu żona cicho i niewidocznie przeniosła się z kategorii kobieta fatalna do uroczy domowy hipopotam, z czym ostatecznie się pogodziłem.

Już dawno przestałem ją zazdrościć. A komu? Koleżankom z pracy? Kasjerce w Biedronce mam zazdrościć te stabilne 75 kg spokoju?

Dlatego to, co kiedyś robiłem ostrożnie, z ukrycia, teraz stało się niemal publiczne. Przelotna obecność na portalu randkowym tylko zobaczyć co jest w ofercie”, rozmowy dla poprawy samooceny, spotkania z kolegami no wiesz, facet też musi odpocząć.

Żona kilka razy złapała coś, coś podejrzewała, pokłóciliśmy się, potem wszystko się wyciszyło. Uznałem to za jej kapitulację zrozumiała, gdzie jest jej miejsce.

I wtedy nadarzyła się idealna okazja, by poczuć się wolnym człowiekiem. Żona dostała wyjazd służbowy. Cieszyłem się jak dziecko: wreszcie mogę się naprawdę odprężyć.

Założyłem z góry, że będę pisał do nowych osób, poznawał, zapraszał na kawę a może nawet nie tylko na kawę. Życie miało nabrać nowych barw.

Rzeczywistość okazała się o wiele skromniejsza niż moje nadzieje. Na portalu wysłałem ponad setkę wiadomości, odpowiedziało dziesięć, udało się zagadać z czterema. Jedna od razu zaczęła nawijać o kryptowalutach i sukcesie w sukcesie, druga okazała się botem, jeszcze dwie rozpłynęły się po kilku zdaniach w powietrzu. Nagle ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że wolny, prawie rozwiedziony facet z własnym mieszkaniem i stałą pensją, to nie jest taki kąsek, jak mi się wydawało.

Któregoś wieczoru, czyszcząc historię przeglądarki z dowodów swojej burzliwej przygody online, przypadkiem natknąłem się na coś dziwnego związanego z wyjazdem żony. Głębiej szukałem, tym gorzej się czułem.

Wyjazd faktycznie miał miejsce. Tylko szczegół: razem z żoną jechał młody współpracownik, obecny kochanek 27 lat. I nie tylko jechał wszystko było przez nią opłacone. Bilety, hotel, kolacje wszystko z pieniędzy mojej cichej, nudnej i zimnej żony.

Najpierw nie dowierzałem. Później uwierzyłem i wpadłem w szał. Wyszło na jaw, że kiedy leniwie przeglądałem profile w poszukiwaniu przygód, mój uroczy domowy hipopotam prowadził pełne emocji życie, o którym sam mogłem tylko marzyć.

Oczywiście wybuchła wielka awantura. Wzajemne wyrzuty, płacze, długie rozmowy.

Panowie pewnie krzykną, że takie żony trzeba wyrzucać za drzwi. Ale nikt nikogo nie wyrzucił. Pokłóciliśmy się, wypłakaliśmy, porozmawialiśmy i okazało się, że we dwójkę jest nam jednak wygodniej niż osobno.

Nawiasem mówiąc, po tym wszystkim zacząłem patrzeć na żonę zupełnie inaczej. Nie jak na element wystroju, lecz jak na kobietę, która ma swoje pragnienia i fantazje. I która potrafi być pożądana tyle że niekoniecznie przez mnie.

Nie polecam takich eksperymentów jako recepty na rodzinne szczęście. Najczęściej kończą się rozwodami, łzami i zszarganymi nerwami. Ale lubię w tej historii jedno: tak zwane zimne żony wcale nie są zimne. One są po prostu zmęczone. Codziennością, obojętnością, tym, że dawno nikt nie patrzy na nie jak na kobietę.

Czasem wystarczy naprawdę niewielki impuls by nagle odkryć, że w domu mieszka nie hipopotam, a bardzo gorąca kobieta. Po prostu gorąca dla kogoś innego, kto potrafi dostrzec ten ogień.

Rate article
Fajna Tajna
Najlepsze kochanki to żony, które dawno zostały odstawione na boczny tor Fedor był przekonany, że …