Najlepsze kochanki to żony dawno skreślone z listy – historia Fiodora, który uznał żonę za zimną, a …

Najlepsze kochanki to żony, które już dawno zostały uznane za przegrały.

Marek był przekonany, że z żoną po prostu mu nie wyszło. Zimna trafila mu się. Kiedyś była całkiem normalna, nawet iskrząca, a dziś już nie to. Już nie ma tej iskry, która kiedyś sprawiała, że wracał do domu szybciej niż wypadało.

Nie, ogólnie wszystko było w porządku: mieszkanie posprzątane, zupa ugotowana, dziecko dorosło na tyle, że samo dostało się na studia i wyjechało do Warszawy. Ale wszystko to działo się jakby automatycznie, bez tej energii czasów czerwonych koronkowych majtek. Po prostu żona cicho i niezauważalnie przeniosła się z ligi “kobieta fatalna” do ligi “uroczy domowy hipopotam”, a Marek się z tym pogodził.

Już dawno jej nie zazdrościł. A komu niby? Koleżankom z pracy? Kasjerce z Biedronki zazdrościć tych 75 kilogramów stabilności?

To, co kiedyś robił ostrożnie i ukradkiem, teraz działo się prawie otwarcie. Portal randkowy tak tylko pooglądać, rozmowy dla podniesienia samooceny, spotkania ze znajomymi no przecież, facet też musi wypocząć.

Żona kilka razy coś zauważyła, podejrzewała, pokłóciła się, potem ucichła. Marek odebrał to jako kapitulację: uznała swoje miejsce.

I właśnie wtedy pojawiła się idealna okazja, by żyć jak wolny człowiek. Żona dostała delegację. Marek się cieszył: wreszcie można się naprawdę odprężyć.

Już czekał, jak będzie pisał, poznawał nowych ludzi, zapraszał kogoś na kawę, a może i nie tylko na kawę. Życie nabrało nowych kolorów.

Rzeczywistość okazała się o wiele skromniejsza niż oczekiwania. Na portalu randkowym rozesłał ze sto wiadomości, odpisało dziesięć, rozmowa ruszyła z czterema. Jedna od razu zaczęła wciskać kit o kryptowalutach i sukcesach, druga okazała się botem, dwie zniknęły po paru zdaniach. Marek ze zdziwieniem odkrył, że wolny, prawie rozwiedziony facet z własnym mieszkaniem i stałą pensją to wcale nie taki rarytas, jak mu się wydawało.

Któregoś wieczoru, czyszcząc historię przeglądarki z śladów wirtualnych podbojów, przypadkiem natknął się na coś dziwnego w kwestii delegacji żony. Im dalej grzebał, tym gorzej się czuł.

Delegacja faktycznie była. Ale mały szczegół: w tę delegację żona zabrała młodego kolegę, kochanka, lat 27. I nie tylko zabrała wszystko opłaciła z własnej kieszeni: bilety, hotel, restaurację, każda wydana złotówka była od tej cichej, nudnej, zimnej żony.

Marek najpierw nie dowierzał. Potem uwierzył i wpadł w furię. Okazało się, że kiedy leniwie przeglądał profile w poszukiwaniu przygód, jego uroczy domowy hipopotam wiódł życie pełne szaleństw, o których on mógł tylko pomarzyć.

Awantura była, rzecz jasna, spektakularna. Z wzajemnymi oskarżeniami i długimi rozmowami.

Panowie w komentarzach pewnie powiedzą, że takie żony trzeba natychmiast wyrzucić z domu. Ale nikt nikogo nie wyrzucił. Pokrzyczeli, popłakali, pogadali i nagle wyszło, że razem jednak jest wygodniej niż osobno.

Marek, swoją drogą, niespodziewanie spojrzał na żonę zupełnie inaczej. Już nie jak na element wystroju, lecz jak na kobietę, która też ma pragnienia i fantazje. I która, nawiasem mówiąc, potrafi być pożądana choć już nie dla niego.

Nie będę nikomu polecał takich eksperymentów jako recepty na udane małżeństwo. Najczęściej kończą się rozwodem, łzami i porządną dawką stresu. Ale ta historia podoba mi się z jednego powodu: bardzo często tak zwane zimne żony wcale nie są zimne. One po prostu są zmęczone. Codziennością, obojętnością i tym, że od dawna nikt nie patrzy na nie jak na kobiety.

Czasem wystarczy drobny impuls, żeby się okazało, iż w domu mieszka nie hipopotam, a całkiem gorąca kobieta. Po prostu gorąca ale już dla kogoś innego, kto potrafi dostrzec ten żar.

Rate article
Fajna Tajna
Najlepsze kochanki to żony dawno skreślone z listy – historia Fiodora, który uznał żonę za zimną, a …