Izabela, najbliższa przyjaciółka mojej żony, regularnie wpada w nieprzyjemne sytuacje, mimo że niczego szczególnego nie robi, by je przyciągnąć. Po prostu ma wyjątkowego pecha. Pierwszy dziwny przypadek zdarzył się jej około trzech lat temu.
Iza wracała z pracy o północy, zaparkowała samochód i jak zwykle szybkim krokiem ruszyła na ekscytujący, choć krótki maraton do drzwi wejściowych bloku. Zabrakło jej zaledwie trzech metrów. Z ciemności wyłonili się dwaj mężczyźni w kapturach i zasugerowali, że lepiej, by się nie ruszała, po czym poprosili o pieniądze, biżuterię i inne cenne rzeczy. Aby uniknąć niepotrzebnej dyskusji, jeden z napastników uderzył Izę kijem w głowę.
Skutek był taki, że Iza doznała wstrząsu mózgu i nabawiła się dużego krwiaka. Zabrano jej torebkę z ważnymi dokumentami, pieniędzmi, kluczami i paszportem. Po odzyskaniu przytomności złożyła zeznania w policji, która jednak z niechęcią wszczęła dochodzenie, a następnie szybko je zamknęła z uwagi na “niemożność ustalenia sprawcy”. Izie było bardzo przykro, ale nie zamierzała się poddawać. Przeszła po mieszkaniach i wypytała sąsiadów, czy ktoś widział lub słyszał coś podejrzanego.
Na szczęście odnalazła świadka, który tej nocy miał pod blokiem samochód z włączonym rejestratorem. Mężczyzna ten, po oglądnięciu nagrania, samodzielnie zaniósł je na policję (mniej więcej w tym samym czasie, gdy Iza składała zeznania z głową w bandażach). Został mu podziękowany za zaangażowanie, lecz stwierdzono, że nagranie jest niewyraźne, a słowa niezrozumiałe. Twarze napastników były widoczne tylko na chwilę, gdy przebiegali obok auta z damską torebką. Gdyby mieli na koszulkach napisany numer PESEL i adres, byłoby łatwiej. W przeciwnym razie podziękowano mu za wskazówkę i poproszono, by nie przeszkadzał.
Iza zmuszona była zapomnieć o sprawie, zachowując nagranie na pamiątkę. Od tej pory mąż starał się odbierać ją z parkingu, a dzieci obserwowały z okna. Mąż również był zajęty i czasem przyjeżdżał z pracy później. Iza musiała więc czasami sama chodzić od samochodu do klatki, co w końcu doprowadziło do powtórki wydarzenia. Różnice były nieznaczne – po ciosie w głowę nie padła, jak poprzednio. Tym razem spryskała napastników gazem pieprzowym, więc otrzymała tylko dwa ciosy (drugi dużo silniejszy).
Tymczasem policja nie zmieniła swego podejścia i tym razem zamknęła sprawę jeszcze szybciej, bo Iza nie widziała twarzy sprawców. Od tego wydarzenia minął rok pełen nerwów. Mąż w końcu wyjechał za granicę, a Iza zdążyła zmienić kilka miejsc pracy, zmienić fryzurę i urządzić mieszkanie.
Pewnego dnia zawitała na myjnię samochodową i rozpoznała jednego z napastników. Widać było, że dobrze znał się z pracownikami myjni, ale policja stwierdziła krótko: – Nawet jeśli to on, nie mamy do czynienia z dowodami. Nagranie jest niewyraźne, a nie wiadomo, czy to on uderzył panią w głowę. Nikt nie pozwoli na całodobowy nadzór na myjni, by złapać nieznajomego. Proszę raczej nosić kask, jeśli spaceruje pani nocą.
Minął jeszcze rok, a bóle głowy ustąpiły. Iza zakochała się i szczęśliwie wyszła za mąż. Wkrótce stare śledztwo o napadzie jakimś cudem wznowiono i w mgnieniu oka złapano obu napastników. Skazano ich na dwanaście lat więzienia. Mimo że życie się ustabilizowało, drobne kryminalne wpadki nadal prześladowały Izę – pech przecież wciąż istniał.
Pewnego wieczoru, gdy bardzo się spieszyła na ważne spotkanie, zostawiła samochód i wskoczyła do metra. Po wyjściu na powierzchnię zauważyła długie, brutalne rozcięcie w swojej ulubionej torebce, a w środku brakowało portfela z dokumentami, kartami kredytowymi i pieniędzmi na wakacje. Zadzwoniła do męża, który na szczęście miał telefon przy sobie.
– Kochanie, będziesz się śmiał, ale znów mnie okradli, prawdopodobnie w metrze.
Mąż zareagował błyskawicznie: – Iza, nie martw się, wszystko będzie dobrze. Gdzie jesteś?
– Przy stacji Warszawa Centralna.
– Nie rozłączaj się, idź z powrotem do metra, znajdź jakiegoś policjanta i przekaż mu telefon.
Po półtorej minuty Iza siedziała już na komisariacie metropolitalnym, otoczona krzątającymi się funkcjonariuszami, którzy oferowali jej herbatę – zieloną, czarną lub czarną z bergamotką. Po dwóch burzliwych godzinach do pomieszczenia wpadł spocony, lecz szczęśliwy kapitan z damskim portfelem w dłoni. W środku było wszystko, co utracone, łącznie z pieniędzmi. Dobrze jest być żoną generała policji.



