NA WSZELKI WYPADEK
Weronika spojrzała z obojętnością na płaczącą koleżankę, odwróciła się do komputera i zaczęła szybko coś pisać na klawiaturze.
Ty to jesteś bezduszna, Werka usłyszała głos Olgi, szefowej działu.
Ja? Skąd taki pomysł?
Bo jak tobie się układa w życiu, to nie znaczy, że innym też się tak poukłada. Widzisz przecież, jak Basia się załamuje, mogłabyś trochę ją pocieszyć, może doradzić, podzielić się doświadczeniem. Przecież u ciebie wszystko gra.
Ja? Podzielić się doświadczeniem z nią? Lepiej nie, Basi by się to nie spodobało. Kiedyś próbowałam, parę lat temu, jak przychodziła do pracy z “pamiątkami” pod okiem. Was wtedy jeszcze tu nie było.
I nie, to nie facet ją bił. Ona sama, niefortunnie upadała. Ale jak już tamten od niej odszedł, siniaki zniknęły. To był trzeci, który ją zostawił. Wtedy postanowiłam ją wesprzeć, pogadać po koleżeńsku.
Ostatecznie, ja byłam jeszcze winna. Później mi dziewczyny wyjaśniły, że z Basią to nie ma sensu, ona i tak wie najlepiej. A ja wyszłam na wredną jędzę, co tylko przeszkodziła w szczęściu.
Wtedy biegała do wróżek, robiła jakieś uroki, teraz niby nowoczesna do psychologa chodzi. Przepracowuje traumy. Nie widzi, że wciąż żyje według tego samego scenariusza, tylko nazwiska się zmieniają.
Więc wybaczcie, ale pocieszać jej nie będę, i chusteczki pod nos podawać też nie zamierzam.
I tak nie powinnaś, Weronika pokręciła głową Olga.
Na obiedzie, przy jednym stole, dziewczyny roztrząsały byłego Basi; winny i drań, jak to się mogło stać Weronika jadła w milczeniu, nalała sobie potem kawy i schowała się w kącie kuchni, żeby w spokoju poprzeglądać Facebooka.
Werka, zbliżyła się do niej uśmiechnięta Terenia, zawsze pogodna, ale dziś z ponurą miną naprawdę ci nie żal Basi ani trochę?
Tereska, no co wy ode mnie chcecie?
Daj spokój, zostaw ją rzuciła przechodząca obok Iga ona zawsze tak, bo ma swojego ukochanego Jakuba, wiedzie cudowne życie, nie zrozumie, jak to jest być samą z dzieckiem, bez żadnej pomocy od faceta. Teraz jeszcze spróbuj wydusić alimenty od tego “tatusia”.
Nie trzeba było rodzić, nie dość, że nie wiadomo z kim, to jeszcze, przepraszam dziewczyny, nie w tym wieku wtrąciła się pani Teresa, najstarsza z nas, przez wszystkich nazywana Babcia Terenia. Werka ma rację, ile razy już Basia płakała, ten jej mamrotał do brzucha, a wcześniej ech.
Dziewczyny, zebrały się w kółeczku wokół rozpłakanej Basi i dawały różne rady.
A co? Silna i niezależna Basia, musiała się jakoś wykazać. Skończyła z łzami, ściągnęła matkę z Podlasia, żeby pomogła przy synku i tym niewdzięczniku, a sama Basia zaczęła odżywać.
Zafarbowała grzywkę, zrobiła makijaż permanentny brwi, dokleiła rzęsy; chciała sobie kolczyk w nosie wstawić, ale odradziłyśmy w komplecie.
I pojechało.
Nic się nie martw, Basieńko, on jeszcze zatęskni, jeszcze łzy wyleje pocieszały ją dziewczyny.
Nie będzie powiedziała cicho Weronika pod nosem, a podchmielone koleżanki to usłyszały i poprosiły o wyjaśnienie.
Po prostu nie będzie. I żałować też nie będzie. A Basia No cóż, nie dziś, to jutro znajdzie sobie kolejnego takiego
Tobie to łatwo mówić, bo Jakub na pewno nie taki jak jej facet
Mój Jakub to złoto, żadnych awantur, nie pije, nie lata za spódniczkami, kocha mnie jak wariat.
Ta, wszystkie tak mówią, a potem się okazuje, że każdy pies na baby.
Gwarantuję, nie odciągniecie mi Jakuba.
Nie byłabym taka pewna.
A ty bądź.
Wino uderzyło im do głów, aż zaczęły się przekrzykiwać.
To co, może pojedziemy do ciebie, Werka, zobaczymy czy Jakub się oprze takiemu towarzystwu? Pewnie nas nie zaprosisz Boisz się, że ci Jakuba odbijemy!
Jedziemy, proszę bardzo.
Dziewczyny, lecimy do Werki! Babcia Terenia, jedziesz z nami?
Nie, dziewczyny, u mnie Marian czeka A wy się bawcie uśmiechnęła się Teresa.
Rozbawiona grupa wpakowała się Weronice do mieszkania, śmiechy, harmider w kuchni.
Dobra, dziewczyny, coś szykujemy, Jakuba jeszcze nie ma, a jak wróci, to zastanie zastawiony stół.
Darujcie sobie, dużo nie zje, jeszcze do jedzenia wybredny, ale tak, już wraca.
Towarzystwo się trochę wyciszyło, przypomniało sobie o własnych obowiązkach i powoli zaczęły się rozchodzić, zostając tylko Basia, Olga i Terenia.
Piłyśmy herbatę w przytulnej kuchni, gadały o byle czym, trochę spięte w oczekiwaniu na tego mitycznego Jakuba.
Już miały się zbierać, gdy ktoś wszedł do mieszkania.
Jakub, Jakubeczku kochany, syneczku mój słodki rozczuliła się Weronika w przedpokoju.
Kobiety zbladły, poczuły się nieswojo, kiedy do pokoju wszedł wysoki, przystojny chłopak.
Aha, no tak od razu jasne mąż młodszy od Weroniki o dobre kilkanaście lat!
Dziewczyny, poznajcie, to mój Damian.
Jak to Damian, jaki Damian, co znaczy Damian miały wypisane na twarzy.
Syn mój, Damianek. No jak tam Jakub, Damianku? Grzeczny był?
Tak, mamo, teraz potrzebuje spokoju, za dwa dni znowu będzie biegał. Tylko uważaj, nie pozwól lizać rany
Dziewczynom aż wstyd było patrzeć
My już pójdziemy?
Moment. Nie przedstawiłam wam Jakuba tylko cicho, po operacji jest. Damian z Magdą go zanieśli do weterynarza, bo ja byłam w pracy. Kastrować musieli, bo zasikiwał zasłonki Właźcie.
A tu mój Jakub, śpi kocurek.
Dziewczyny ledwo powstrzymały śmiech i wybiegły z pokoju.
Werka, to przecież kot.
No jasne, że kot. A co myślałyście?
A mąż?
Aaa, nie mam. Z tym Jakubem to wy sobie same dorobiłyście opowieści. Powiedziałam raz, że mam super faceta Jakuba, a dodać nie zdążyłam i już sobie same resztę dopowiedziałyście.
Wyszłam wcześnie za mąż, pierwsza miłość, wiadomo jak jest; studiów nie dokończyłam, Damianka urodziłam. Trzy lata się męczyliśmy, rozstaliśmy.
Rodzice mi bardzo pomagali. Drugi raz wyszłam mając już prawie trzydzieści lat. Porządny facet, planował dzieci, syn, córka, a mojego Damianka to by chętnie umieścił w wojskowej szkole, tam ubiorą, nakarmią, a najwyżej u mojej mamy zostawić.
To ja mu podziękowałam, spakowałam i odesłałam do mamusi.
Długo się oburzał, nie rozumiał mojej decyzji, teściowa wyzwała mnie od głupich, mówiąc, że cudze dzieci nikomu niepotrzebne. Co zabawne, sama była drugi raz zamężna i jej syn dorastał z ojczymem.
Długo z Damianem żyliśmy we dwójkę. Trzeci raz odważyłam się na nowy związek, już świadoma, że na rynku matrymonialnym nie jestem łakomym kąskiem. No i Bóg ponoć miłuje trójcę.
W trakcie randkowania zaliczył mi podbite oko z miłości oczywiście Och, wyjaśnił, że z zazdrości. Ale Damian od szóstego roku trenował sztuki walki, często ćwiczyliśmy razem w domu, coś tam się więc nauczyłam i. odpowiedziałam. Tak poleciał przez przedpokój, że więcej nie wrócił.
Damian się ożenił, ja się nudziłam to kota sobie sprawiłam. Dobrze nam we dwoje. Do kina jest z kim pójść, na wyjazdy także. Nikt nikogo nie uszczęśliwia na siłę, nikt nikomu nie robi wyrzutów.
Czasem ugotuję coś dobrego, zaproszę w gości miło spędzi czas i z głową spokojną idzie do domu, a ja też mam ciszę.
Damian na początku nie mógł pojąć, czemu nie żyję z nikim. A po co? Końcu jesteśmy dorośli, każdy ze swoimi zwyczajami. Co innego, gdybyśmy od młodości byli razem, jak mój brat z żoną te trzydzieści lat, zrośnięci, w jednej tonacji, jak moi rodzice. U mnie się nie ułożyło, i co, mam się łamać, żeby móc dumnie mówić, że jestem mężatką?
Nie, ja z Jakubkiem dobrze się żyje.
Tak, mój kochany, obudziłeś się. A ostrzegałam, rozrabiałeś, to i skończyło się jak się skończyło.
Dziewczyny wyszły zamyślone, zwłaszcza Basia.
Tyle że ona nie dała rady jak Weronika.
Już miesiąc później ochoczo chwaliła się nowym amantem, dostawała bukiety do pracy.
Weronika z babcią Teresą uśmiechały się dyskretnie pod nosem.
Jak twój Marian, jak łapa?
Dobrze, Werka, trochę się skaleczył na spacerze, już prawie zagoiło się wszystko, za przeproszeniem, jak na psie. Wnuki mówią, żebym na wystawę go zapisała, ale co tam, bez wystawy też nam dobrze. Widzę, u Basi już się poprawiło.
Tak, babciu, każdy kogoś sobie znajduje: jeden psa, druga kota, trzecia męża
Tak już jest, każdy jak umie. Może tym razem jej się uda?
Może
O czym tam szepczecie?
O tobie, Basia, żeby ci się udało tym razem.
Dziewczyny, ja wiem, jak to wygląda, ale ja nie potrafię być sama, serio.
Każdy po swojemu, Basia, wystarczy już
Weronika usłyszała, jak Basia zawołała ją na parkingu. Ty, a jakby co, podpowiesz jak z kotami postępować? Lepiej wziąć kota czy kotkę?
Idź już, czekają na ciebie jak coś, zobaczymy! zaśmiała się Weronika.
Tak tylko pytam na wszelki wypadek.



