Na takie jak ty się nie żeni
No wiesz, Krysia, na takie jak ty się nie żeni powiedział spokojnie Bartosz. Są kobiety do miłości i przyjemności, a są takie, które czekają do ślubu. Niestety, ty do tych drugich nie należysz.
A co jest ze mną nie tak, Bartku? Gotuję, wyglądam świetnie, dom lśni czystością, jako kobieta cię zadowalam Kryśka patrzyła na ukochanego mężczyznę z niedowierzaniem.
Właśnie w tym problem! Jesteś używana, rozumiesz? Na takie się nie żeni. Z takimi się tylko spotyka bez zobowiązań. A żeni się z uczciwą, nieskalaną dziewczyną, dla której jesteś pierwszym! Taką, co by nogi mężowi w wodzie umyła i tę wodę wypiła, jak to w przysłowiu. Bartosz, zadowolony, że postawił na swoim, odwrócił się do ściany i zaczął chrapać.
Tydzień wcześniej Kryśka siedziała z koleżankami w kawiarni i rozprawiała o swoich świetnych perspektywach. Tak, trzydziestka na karku, ale kariera ustabilizowana, mieszkanie w Warszawie, auto pod blokiem, wygląd pierwszorzędny. Czas na ślub i dzieci! Zwłaszcza że miałaby z kim Bartosz był wymarzonym kandydatem. Nigdy nieżonaty, mieszkał wprawdzie osobno, ale kupił mieszkanie obok matki. Czterdziestka, przystojny, zadbany, prawie bez nałogów, na stanowisku z prawdziwego zdarzenia. Sen, nie facet.
Poznali się w jej gabinecie stomatologicznym przyszedł na przegląd, a znalazł miłość życia. Tak bywa. Kryśka pracowała na pełnych obrotach przyjmowała w państwowej przychodni i prywatnie, więc na randki czasu nie starczało.
Bartosz jeszcze tego samego wieczoru czekał na nią po pracy z bukietem nie z banalnymi różami, ale z pysznymi peoniami. W marcu! Potem zaprosił ją do restauracji. Tak się zaczęło.
Z jednej strony Kryśka się martwiła mijają prawie dwa lata, a Bartosz wciąż nie padł na kolana. Koleżanki już szeptały, że najwyższy czas na zmianę statusu i pierścionek. Ale Bartosz się nie spieszył.
Nasłuchawszy się rad dziewczyn, Kryśka postanowiła go przyspieszyć. Sama zaczęła poważną rozmowę przed snem i dostała odpowiedź, której się nie spodziewała: na takie jak ona się nie żeni!
Co on sobie w ogóle wyobraża?! Potrzebowała pilnie przedyskutować sytuację z kimś mądrzejszym, więc następnego dnia po pracy znów spotkała się z zamężnymi przyjaciółkami w kawiarni:
Wyobraźcie sobie, powiedział, że jestem używana! Że na takie się nie żeni!
Jak to, Kryś? huknęła Basia. Przecież jesteś piękna, mądra, świetnie stoisz finansowo.
Stwierdził, że ożeni się tylko z nieskalaną. A ja trzeci sort, nie bran. I co teraz, nie mam pojęcia! Poza tym mi pasuje. Niegłupi, z kasą, w łóżku też się zgrywa.
Rzuć go, póki nie jest za późno zaśmiała się Ola. Bo tak ci mózg wypierze, że będziesz się potem zbierała psychicznie przez dekadę.
A może przyprowadź go do nas! wtrąciła Basia. W końcu u nas z Mietkiem jubileusz 10 lat małżeństwa! Niech zobaczy, jak to wygląda w praktyce.
Tak zadecydowano. Bartosz, który rzadko gdzieś z Kryśką bywał, niespodziewanie zgodził się pojechać na imprezę za miasto. Za kierownicą oczywiście on. Kryśka już się cieszyła, że wróci jako pasażerka i będzie mogła się zrelaksować.
Na działce Basi i Mietka panowała miła atmosfera. Biegały dzieci dwójka ich własnych i stary zastęp siostrzeńców, skwierczał szaszłyk, po podwórku uganiał się piesek mały szpic o imieniu Piekiełko. Kryśka, patrząc na niego, myślała, że ten wiercipięta musi mieć gdzieś ukrytą baterię.
Impreza zaczęła się po południu i ciągnęła do wieczora. Starsze pokolenie rodzice, dziadkowie już poszło do domu, dzieci się uspokoiły. Przy stole zostali najtwardsi: Basia, Mietek, przyjaciółki i Bartosz. Pili herbatę z jagodowym ciastem i rozmawiali. W końcu temat zszedł na małżeństwo. I wtedy Bartosz znów wyciągnął swoją teorię.
Powiedzcie mi, Basia zaczął podstępnie mówicie, że Kryśka powinna już iść do ołtarza. Ale dlaczego nie wyszła wcześniej? Wy macie dekadę związku, a ona sama?
Skąd mam wiedzieć? zdziwiła się Basia. My z Mietkiem byliśmy młodzi i głupi, pobraliśmy się na trzecim roku. A Kryśka się uczyła, nie miała czasu.
A powiedzcie mi jeszcze jedno wyszłaś za mąż jako dziewica?
Co za pytania! prychnęła Basia. A mówią, że to my, le



