Na smyczy emocji

Na pasku serca

Karolina wyszła z gabinetu i zobaczyła, że podjechał winda, a ludzie zaczęli do niej wchodzić.

– Zaczekajcie! – krzyknęła i ruszyła biegiem.

Pod koniec dnia pracy, tak jak rano, złapanie windy graniczyło z cudem. W ostatniej chwili wskoczyła do kabiny, przeciskając się między ludźmi. Musiała przytulić się do klatki piersiowej mężczyzny stojącego przed nią, żeby drzwi za jej plecami mogły się zamknąć.

– Przepraszam – powiedziała i odwróciła głowę w bok, bo inaczej jego podbródek dotykałby jej czoła. Pachniał przyjemnie wodą kolońską.

– Nic się nie stało.

Jechanie na parter w takim ścisku wydało się wiecznością.

W końcu winda stanęła, a drzwi rozsunęły się. Karolina cofnęła się tyłem. Mężczyzna wyszedł za nią, delikatnie trzymając ją za rękę, żeby się nie potknęła i nie została popchnięta przez wychodzących. To wyglądało niemal jak taniec. Zanim zdążyła złapać oddech i podziękować, obok pojawiła się jej przyjaciółka Weronika.

– Wracasz do domu? Mogę cię podwieźć.

Karolina skupiła się na niej, nie zdążywszy nawet dobrze przyjrzeć się mężczyźnie.

– Nie, pójdę pieszo, trochę się przewietrzę.

Wyszły na ulicę. Mżył drobny deszcz, ludzie mijali je z parasolami.

– Pada. Poczekaj tu, podjadę pod samą.

– Wera, dzięki, ale jednak pójdę – Karolina wyjęła z torebki składaną parasolkę.

– Jak chcesz – Weronika pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem.

Karolina pożegnała się, rozłożyła parasol i wmieszała się w tłum współpracowników spieszących do domów. Miała ochotę pobyć sama ze swoimi myślami. Do domu jakoś nie ciągnęło.

Parasol tylko przeszkadzał w rozmyślaniach. Co chwila musiała omijać innych przechodniów i uważać, żeby kogoś nie uderzyć. W końcu go złożyła i schowała. Na drzewach i krzakach pęczniejące pąki zaczynały się już rozwijać w młode liście. Ta ulotna chwila rodzenia się nowego życia zasługiwała na zapamiętanie.

Karolina szła i zastanawiała się, jak to się stało, że znowu popełniła ten sam błąd – była nie tam i nie z tym, kim powinna. Mieszkała w mieszkaniu, które odziedziczyła po babci. Nie musiała spłacać kredytu, a jednak właśnie to mieszkanie przyciągało niewłaściwych mężczyzn. Zbyt późno to zrozumiała.

Dlatego teraz zwlekała, szła powoli, byle tylko nie wracać do domu, w którym czekał na nią Tomek. A właściwie nie na nią, tylko na obiad, który miała mu przygotować. A wszystko zaczęło się tak pięknie…

***

Mieszkały z mamą tylko we dwie. Ojciec odszedł, kiedy Karolina miała dziewięć lat. Gdy była w liceum, mama wyszła powtórnie za mąż. W domu pojawił się obcy mężczyzna, a ona przyzwyczaiła się chodzić po mieszkaniu w krótkich spodenkach i topie. Mama zwróciła jej uwagę, że nie wypada tak się pokazywać przed dorosłym facetem. Karolina i tak czuła się skrępowana, a teraz w ogóle unikała wychodzenia z pokoju. Problem rozwiązała babcia, proponując, by wnuczka zamieszkała z nią, żeby „młodzi” mogli się przyzwyczaić do siebie.

Karolina była na pierwszym roku studiów, kiedy babcia zmarła i została sama. Podobał jej się wtedy Przemek. Dziewczyny uwielbiały tego przystojnego sportowca, więc jej szanse były niewielkie. Ale pewnego dnia na wykładzie usiadł obok niej, a potem odprowadził do domu.

Miesiąc później już u niej mieszkał. Mama próbowała wyjaśnić córce, że to nie skończy się dobrze, ale Karolina nie chciała słuchać. Nie wtrącała się w życie matki, więc dlaczego ona miała ją pouczać? Jest dorosła, kocha go i wszystko będzie dobrze. Pokłóciły się.

Przez prawie dwa lata żyli razem jak para. Studia dobiegały końca, zostały tylko obrony prac dyplomowych. Karolina była pewna, że Przemek się oświadczy. Ale dyplomy zostały odebrane, oblewane, a on milczał. Co więcej, oznajmił, że wyjeżdża.

– Do domu? – zapytała. – Kiedy wrócisz?

– Nie wrócę. Najpierw do rodziców, potem do Warszawy. Mam tam wujka, który zaoferował mi pracę.

– A ja?

– Karo, nie zaczynaj tego. Było nam dobrze, prawda? Jestem ci wdzięczny, że dałaś mi dach nad głową, zamiast gnić w akademiku. Ale muszę iść dalej. Nie chcę się jeszcze żenić. Chcę robić karierę, kupić mieszkanie, podróżować. Nigdy ci nic nie obiecywałem, prawda?

– Moglibyśmy pojechać razem…

– Nie moglibyśmy.

Mówił, a ona patrzyła na niego i nagle zrozumiała, że w zasadzie go nie znała. Płakała, mówiła o miłości, błagała, żeby został.

– Nie kocham cię. Było nam wygodnie. Jesteś dobrą dziewczyną, znajdziesz normalnego faceta, wyjdziesz za mąż, urodzisz dzieci. Ale to nie dla mnie, przynajmniej na razie. Jestem ci wdzięczny, ale nasze drogi się rozchodzą.

Odszedł. Karolina przez trzy dni wypłakiwała się w poduszkę. Przyjechała mama, nie rzucając żadnych „a nie mówiłam”, tylko przytuliła i pocieszyła. Najgorsze było to, że Przemek nigdy jej nie kochał – wykorzystywał ją i jej mieszkanie. Ale przynajmniej pogodziła się z matką.

***

Po tym nieudanym związku Karolina długo dochodziła do siebie. Nie umawiała się z nikim, a w pracy i tak większość zespołu stanowiły kobiety.

Na przystanku często widywała pewnego chłopaka. Wsiadali do tego samego autobusu, jechali razem kilka przystanków. Z czasem zaczęli się do siebie uśmiechać, witać jak starzy znajomi, nawet zamieniać kilka słów. Lubiła to niewiążące niczego spotykanie się. Nic o sobie nie wiedzieli, a jednak nie byli obcy. Rano spieszyła się na autobus, zastanawiając się, czy go dziś spotka. Serce podskakiwało, gdy widziała jego uśmiech.

Aż nagle zniknął. Karolina wypatrywała go każdego ranka. Czekała, opuszczając nawet swój autobus. Ale nie pojawiał się.

Pewnego dnia, gdy wysiadała z autobusu i już miała iść do domu, zobaczyła go. Serce zabiło mocniej.

– Dawno cię nie było. Chorowałeś? – spytała.

– Zwolnili mnie. Teraz nie muszę jeździć do biura. Pracuję zdalnie,Karolina uśmiechnęła się, biorąc głęboki wdech, i pomyślała, że może tym razem szczęście w końcu się do niej uśmiechnie.

Rate article
Fajna Tajna
Na smyczy emocji