Na brzegu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece w Toruniu, Danuta uważała swoje życie za monotonne – mało czytelników, wszyscy w internecie. Przekładała książki na półkach, zdmuchiwała kurz. Czytała setki powieści: romantycznych, filozoficznych… i mając trzydziestkę na karku, zrozumiała, że jej własna romantyka jakoś ją ominęła. Wieku odpowiedniego, pora pomyśleć o rodzinie, uroda przeciętna, praca – raczej symboliczna pensja. Nigdy nie przyszło jej do głowy, by to zmieniać – wszystko jej odpowiadało. Bibliotekę odwiedzali głównie studenci z UMK, sporadycznie licealiści i seniorzy. Niedawno odbył się konkurs bibliotekarski na poziomie województwa kujawsko-pomorskiego. Danka, zupełnie nie licząc na wygraną, zgarnęła główną nagrodę: opłacony dwutygodniowy urlop nad Bałtykiem. – Ale fajnie! Na pewno pojadę, – powiedziała ucieszona przyjaciółce i mamie. – Na moją pensję nie pozwiedzałabym Polski, a tu samo szczęście wpadło w ręce! Lato chyliło się już ku końcowi. Danuta spacerowała po pustej plaży w Jastarni. Wczasowicze skryli się w kawiarniach, bo Bałtyk tego dnia burzył się wyjątkowo. Było to jej trzecie morze w życiu – jej marzyło się pokrążyć samotnie po plaży, pomyśleć, pomarzyć… Nagle zobaczyła, jak fala zmywa z mola chłopaka. Bez chwili zawahania ruszyła na ratunek – szczęśliwie do brzegu było niedaleko, od dzieciństwa dobrze trzymała się na wodzie, choć pływaczką wybitną nie była. Fale pomagały holować chłopaka za kołnierz do brzegu, ale czasem odciągały z powrotem. Wreszcie się udało. W swoim ulubionym letnim sukience, przylepionej do ciała, spojrzała na chłopaka i zdziwiła się. – Przecież to dzieciak, góra czternaście lat, tylko rosły i nawet nieco wyższy ode mnie, – pomyślała. – Co ci się, chłopcze, zebrało na kąpiel w taką pogodę? Chłopak powiedział tylko dziękuję i chwiejąc się, poszedł w swoją stronę. Danka wzruszyła ramionami i odprowadziła go wzrokiem. Następnego ranka, budząc się w pensjonacie, uśmiechnęła się. Pogoda dopisała, słońce świeciło jak szalone, morze kusiło błękitem – już nie burzliwe jak wczoraj. Jakby się wczorajszych fal tłumaczyło. Po śniadaniu Danuta powędrowała na plażę. Wygrzała się na słońcu, a potem, bliżej wieczora, postanowiła przespacerować się po parku. W starym wesołym miasteczku weszła do strzelnicy – w liceum i na studiach na UMK miała dobrą rękę. Pierwszy strzał: pudło, następny – środek tarczy. – Patrz, synku, tak się strzela! – usłyszała za plecami męski głos. Odwróciła się i rozpoznała swojego wczorajszego rozbitka. W oczach chłopca przebiegł strach – też rozpoznał Danutę. Ta domyśliła się, że ojciec nic nie wie o morskiej przygodzie syna. Zaśmiała się, udając, że nic się nie stało. – Może poprowadzi pani małą lekcję? – zaproponował wysoki, sympatyczny mężczyzna. – Mój Żeniuś w ogóle nie umie strzelać, ja zresztą też nie, aż wstyd – mówił z uśmiechem. Potem razem spacerowali, zjedli lody w kawiarni, ruszyli na diabelski młyn. Danuta spodziewała się, że dołączy matka chłopca, lecz obaj byli spokojni i nie wyglądało, by na kogoś czekali. Ojciec chłopca, przedstawił się jako Antoni – wspaniały rozmówca, z każdą minutą coraz bardziej jej się podobał. – Danuto, długo tu pani wypoczywa? – Tydzień za mną, jeszcze drugi w zapasie. – A skąd pani przyjechała? Okazało się, że mężczyzna z synem mieszkają w Toruniu, jak ona. Wszyscy troje roześmiali się. – No proszę, w Toruniu się nie spotkaliśmy, a nad morzem proszę bardzo! – śmiał się Antoni. Żeniuś też się rozgadał, czuł się swobodniej – najwyraźniej zorientował się, że Danuta nie zamierza ojcu zdradzać wczorajszego incydentu. Pożegnali się późnym wieczorem, panowie odprowadzili ją do pensjonatu i umówili się na spotkanie następnego dnia na plaży. Danuta przyszła pierwsza, panowie się spóźniali. – Dzień dobry, przepraszam, Danusiu, – spóźniony Antoni sypał przeprosinami. – Nie uwierzy pani, zapomnieliśmy zupełnie budzik nastawić, zaspaliśmy. – Tato, idę popływać, – rzucił Żeniuś i popędził do wody. Ale Danka krzyknęła niespodziewanie: – Stój! Przecież ty nie umiesz pływać! – Kto? – zdziwił się ojciec. – On świetnie pływa, nawet wygrywał szkolne zawody. Danka zdziwiła się, lecz przemilczała – przecież wtedy wydawało się jej, że chłopak topił się, nie umiał pływać… Albo tylko jej się zdawało. Mieszkali w sąsiednim pensjonacie. Kolejne dni były jak ze snu – codziennie widywali się na plaży, wieczorami wracali razem, jeździli na wycieczki, do fokarium i do Helu. Danuta bardzo chciała pogadać z Żenią na osobności – przeczucie mówiło jej, że coś go gnębi. W końcu nadarzyła się okazja. Pewnego dnia na plaży zjawił się tylko chłopak. – Dzień dobry, tata trochę przeziębiony, ma gorączkę, – oznajmił. – Zgodził się, żebym poszedł na plażę z panią. Przepraszam, że tak wyszło, ale nie chciało mi się siedzieć w pokoju. – Żeniu, podaj numer do taty, zadzwonię do niego. – Podyktował. – Dzień dobry – odebrał Antoni. – Może niezbyt taki dobry, trochę mnie rozłożyło. Ma pani oko na mojego chłopaka? Obiecał, że posłucha się we wszystkim… – Proszę się nie martwić, wyzdrowieje pan, ja oczywiście przypilnuję chłopaka. Zresztą, prawie dorosły, zaradny. Odwiedzę pana później. Po kąpieli Żeniuś wygrzewał się na leżaku obok Danuty i niespodziewanie powiedział: – Jest pani prawdziwym przyjacielem, wie pani? – Spojrzała na niego. Uśmiechał się. – Dlaczego tak uważasz? – Dzięki, że nie powiedziała pani tacie o tym, co się stało. Naprawdę fala mnie wtedy zmyła z mola i trochę się przestraszyłem. – Nie ma sprawy, – uśmiechnęła się Danka. Po chwili spytała: – Żeniu, a gdzie twoja mama? Dlaczego jesteście sami? Chłopak zawahał się, ale zdecydował się opowiedzieć – najwyraźniej chciał się czuć dorosły. Antoni bywał zawodowo w delegacjach. Gdy wyjeżdżał, syn zostawał z żoną, Marzeną. Rodzina uchodziła za zgodną, ale to była tylko pozorna sielanka. Pewnego dnia Antoni oznajmił: – Wysyłają mnie służbowo na szkolenie do Warszawy na trzy tygodnie; po nim awansuję, pensja wzrośnie… Wydawało się, jakby Marzena ucieszyła się na wieść o wyjeździe męża. Dwa dni później mama oznajmiła: – Dziś odwiedzi nas kolega z pracy, pan Artur, z córką Kamilą. Musimy popracować nad projektami, a ty zajmij się Kamilą, jest dwa lata starsza, ale miła. Kamila okazała się rezolutną dziewczyną, zaproponowała przechadzkę po Rynku Staromiejskim. Mama wręczyła mu stówę na wydatki. – Może zaprosisz koleżankę na lody, trzeba się godnie zachować! Wracali po kilku godzinach. Z Kamilą było nawet ciekawie, choć był już od niej wyższy o głowę. I tak minęły trzy tygodnie. Tuż przed powrotem ojca Kamila rzuciła: – No dobra, mały, dobrze, że tata wraca, bo już mam dość zabawiania cię. Z ojcem się dogadałam, że będę cię „wyciągać”, kiedy twoja mama i mój ojciec „pracują” nad projektami! Moich rodziców od dawna nie ma razem… Chłopak był rozżalony, wierzył i nie wierzył, ale fakty nie dawały złudzeń. Gdy ojciec wrócił, było mu źle, nie wiedział, czy wyznać wszystko tacie, czy przemilczeć. Wkrótce stał się przypadkowym świadkiem rodzinnej awantury. – Tak, zdradzam cię. I co zrobisz? – usłyszał wieczorem głos matki. – Nic, po prostu złożę pozew o rozwód, syn zostaje ze mną. Tobie nie jest potrzebny. – Bardzo dobrze – odpowiedziała matka. – Ja sobie ułożę nowe życie. Ciężko mu było, ale już wiedział, że postanowił zostać z ojcem. Gdy matka wyprowadziła się w sobotę rano, ojciec chciał tłumaczyć mu sytuację, ale Żeniuś uciszył go: – Tatusiu, nie musisz nic wyjaśniać. Wszystko wiem i rozumiem. Kocham cię i we dwoje damy radę. Ojciec objął chłopaka. – I jeśli będziesz chciał widywać mamę… to twój wybór, ona odeszła ode mnie, nie od ciebie. Ale Żeniu długo nie chciał się spotkać z matką, nie potrafił wybaczyć. Po plaży Danuta poszła z Żeniem do Antoniego, kupując wcześniej owoce. Wyglądał już dużo lepiej i zapowiedział, że następnego dnia wraca na plażę. Za trzy dni ojciec z synem musieli wracać do Torunia, a Danuta zostawała jeszcze na dwa dni. Lato się kończyło. Na brzegu tego lata żegnali się. Antoni przyrzekł odebrać ją z pociągu, Żeniuś się uśmiechał. Danuta nie miała planów, tylko szczęśliwie uśmiechała się, czytając czułe SMS-y od Antoniego, w których przyznawał, że już tęskni i czeka na nią z niecierpliwością. Nie minęło dużo czasu, a Danuta przeniosła się do mieszkania Antoniego i Żeni – syn cieszył się chyba najbardziej: zyskał ojca, siebie i Danutę.

Na skraju tego lata

Pracując w bibliotece, Dorota uważała swoje życie za szalenie nudne. Gości było jak na lekarstwo wszyscy przenieśli się z książkami do internetu, zostawiając jej do towarzystwa kurz i puste regały. Jedyną zaletą tej pracy było to, że przeczytała już chyba cały księgozbiór romansidła, filozofię, kryminały I nagle, tuż przed trzydziestką, dotarło do niej, że ta cała wielka romantyka z książek zupełnie ją ominęła.

Wiek już taki, że wypadałoby pomyśleć o rodzinie, ale uroda przeciętna, a wypłata cóż, tak niska, że nawet żabka by się nie poślizgnęła. Jednak do głowy jej nie przyszło, żeby zmienić tę robotę: komfort pracy pierwsza klasa, wymagający klienci (czyli głównie studenci, czasem uczniowie lub emeryci), można się zdrzemnąć między półkami i nikt nie zauważy.

Ostatnio na szczeblu województwa odbył się konkurs bibliotekarek Dorota, sama nie wierząc w swoje siły, zgarnęła główną nagrodę: opłacony dwutygodniowy urlop nad Bałtykiem!

Ale super! Jadę! zakomunikowała przyjaciółce i mamie na Messengerze. Na moją pensję dojadę najwyżej do Radomia A tu proszę: szczęście z nieba!

Lato chyliło się ku końcowi. Dorota stąpała boso po pustej plaży w Dębkach, bo wszyscy wylegiwali się w kawiarenkach morze tego dnia huczało wyjątkowo. Była tu dopiero trzeci dzień, a już ją ciągnęło na samotny spacer, żeby zebrać myśli i może trochę pomarzyć.

Nagle zobaczyła, jak fala zmywa z pomostu jakiegoś chłopaka. Długo się nie zastanawiając, Dorota rzuciła się na ratunek na szczęście nie targało go daleko, a sama od dziecka umiała utrzymać się na wodzie, chociaż medalistką w pływaniu nie była.

Fale trochę pomagały, trochę przeszkadzały, raz sunęli do brzegu, raz wracali w głąb. W końcu, już stojąc po pas w wodzie, Dorota jąkając się w myślach z wysiłku, doczłapała do suchszego lądu. Jej sukienka, którą ubrała z zamiarem wyglądać jak dziewczę z okładki powieści, przykleiła się do niej jak tapeta po powodzi. Spojrzała na uratowanego i aż się zdziwiła.

Przecież to dzieciak, góra czternaście lat, tylko wysoki jak brzoza! pomyślała, po czym odezwała się: A ty co, myślałeś, że to Hawaje, żeby w taki sztorm się kąpać?

Ale chłopak podziękował, uśmiechnął się i zataczając się, oddalił. Dorota wzruszyła ramionami no cóż, taki wiek. Następnego ranka wstała rześka i uśmiechnięta. Słońce waliło po oknie, morze błyszczało jakby przepraszało za wczorajsze wybryki. Po śniadaniu rozłożyła się na plaży, potem poszła do parku, a tu niespodzianka strzelnica! W liceum i na studiach była niezła w strzelaniu, ale pierwszy strzał poszedł jej zupełnie po polsku czyli kompletnie gdzieś. Drugi już prosto w środek!

No synku, popatrz jak powinni strzelać profesjonaliści! usłyszała za plecami znajomo brzmiący, męski głos. Odwróciła się i zobaczyła tego samego nastolatka! Przy nim stał wysoki brunet, z uśmiechem szerokim jak Wisła w Krakowie.

Chłopak zerknął na nią ze strachem najwyraźniej rozpoznali się wzajemnie. Dorota mrugnęła, szybko kalkulując (bo przecież łebska z niej dziewczyna), że ojciec nic nie wie o wczorajszej kąpieli życia.

Może pokaże pani, jak to się robi? zaproponował przystojny tata, przedstawiając się jako Artur. Ja i Jurek (bo syn miał na imię Jurek imię jak najbardziej polskie, takie, co się dobrze krzyczy na boisku) to zupełne beztalencia w strzelaniu, proszę nas nie oceniać!

Postrzelali razem, potem była kawa i lody w kawiarni, wspólna jazda na diabelskim młynie. Dorota myślała, że zaraz pojawi się matka Jurka, ale obaj panowie zachowywali się, jakby nikogo nie wyczekiwali. Rozmowa z Arturem była cudowna facet okazał się interesujący jak najlepszy przewodnik po Tajlandii i co chwila rozbawiał ją anegdotami.

Okazało się, że cała trójka mieszka w tym samym mieście w Gdańsku! Wszyscy się roześmiali.

No patrzcie, w mieście człowiek się mija, za to nad morzem od razu tworzy się komitet powitalny! zażartował Artur, wyraźnie oczarowany spokojną bibliotekarką.

Jurek też już się rozkręcił i widząc, że Dorota nie zamierza donosić ojcu o jego przygodzie, zaczął się czuć jak u siebie.

Wieczorem chłopaki odprowadzili Dorotę do hotelu i umówili się na kolejne spotkanie na plaży.

Dorota przyszła pierwsza, chłopaki się spóźniali jak to chłopaki, prawie godzinę.

Dzień dobry! rozległo się obok, wybacz nam Danusiu, ale zapomnieliśmy o budziku! Artur rozsiadł się obok niej z uśmiechem, jakby spał całą noc w czystym sumieniu.

Tato, idę popływać! ogłosił Jurek i już szedł do wody.

Dorota krzyknęła odruchowo:

Stój! Przecież nie umiesz pływać!

Słucham? zdziwił się ojciec, chłopak świetnie pływa, zdobywa medale na zawodach!

Dorota zrobiła duże oczy, ale nie komentowała. Może jej się tylko wydawało

Okazało się, że Dorota i nowi znajomi mieszkają w sąsiednich hotelach. Następne dni były jak z bajki: plaża, wieczorne spacery, wycieczki, a nawet smażone dorsze na molo. Dorota miała ochotę pogadać z Jurkiem na osobności coś ją w nim niepokoiło, ale może przesadzała? W końcu wpadła na okazję Jurek przyszedł, a Artur rozchorował się i został w łóżku.

Dzień dobry, tata dziś w łóżku z termometrem, a ja się wyrwałem powiedziałem, że będziesz na mnie zerkać. Mam nadzieję, że się nie gniewasz, ale nie chce mi się nudzić samemu w pokoju!

Jurek, podaj mi numer taty, zadzwonię, powiem, że wszystko gra rzuciła, a chłopak podyktował numer.

Dzień dobry usłyszała głos Artura po drugiej stronie. Przepraszam, ale dorwała mnie gorączka… Proszę mieć Jurka na oku, będzie grzeczny, obiecuję.

Nic się nie martw, wyzdrowiej szybciutko, a syn jest prawie dorosły! zapewniła go Dorota.

Po wyjściu z wody Jurek padł na leżak obok Doroty i nagle wypalił:

Pani Doroto, pani to prawdziwy ziomek!

Skąd taki wniosek? zaśmiała się.

Że nie wygadała się pani ojcu o tamtym przygodzie Byłem w szoku, fale mnie zgarnęły z pomostu, trochę spanikowałem.

Dorota mrugnęła z uśmiechem. Spojrzała na Jurka i zapytała odważniej:

A gdzie twoja mama? Dlaczego jesteście tu tylko we dwóch?

Jurek milczał przez chwilę, zbierając się na odwagę. W końcu uznał, że skoro jest już niemal dorosły, to opowie wszystko.

Okazało się, że Artur czasem wyjeżdżał w delegacje. Wtedy chłopak zostawał z mamą, Martą. Rodzina uchodziła za superzgraną, ale niestety była to tylko pozorna sielanka, głównie przez Martę.

Raz Artur oznajmił żonie:

Słuchaj, szef wysyła mnie na szkolenie do Warszawy, potem awans, pensja na poziomie prezesa Orlenu Trzy tygodnie i wracam.

Marta ku własnemu zaskoczeniu chyba nawet się ucieszyła. Dwa dni po wyjeździe do Jurka wpada mama:

Synku, dziś wieczorem odwiedzi nas mój kolega z pracy, Arek, z córką Kingą. Musimy popracować nad projektem, a ty zajmij się Kingą jest trochę starsza.

Kinga szybko okazała się pełnoprawną nastolatką wygadana i niezależna. Po kwadransie w pokoju Jurka rzuciła:

Idziemy się przewietrzyć do parku! Na spacer czy coś…

Marta wsunęła synowi stówkę (czyli sto złotych! szok i niedowierzanie):

Zabierz Kingę na lody, zasłużyłaś!

Kinga gadała jak najęta, a Jurek milczał. Trzy tygodnie minęły jak z bicza trzasł. Przed powrotem taty Kinga wyjawiła:

Słuchaj, nie obraź się, ale dobrze, że twój tata wraca, bo mam dość odciągania cię z domu. Ustaliliśmy z rodzicami, że będę cię wyciągać na spacery, żeby mama i mój tata mogli sobie popracować nad czymś innym…

Jurkowi zrobiło się przykro Kinga tak bezceremonialnie wyśmiała sytuację.

Kiedy wrócił tata, syn nie wiedział, co począć przemilczeć, wygadać się mamie, czy pogadać z tatą? Szybko sam był świadkiem awantury:

Tak, zdradzam cię! I co mi zrobisz? krzyczała Marta.

Nic. Złożę pozew o rozwód. Jurek zostaje ze mną. Ty chyba i tak nie jesteś nim zainteresowana odparł Artur.

Proszę bardzo. Ja i tak będę miała nową rodzinę!

Jurek ukrył się w swoim pokoju jak polski jeż w ściółce i słuchał pozostawiając komentarze dla siebie. Nazajutrz była sobota specjalnie przeczekiwał godzinę, aż matka się wyniesie. Ojciec próbował coś tłumaczyć, ale chłopak przerwał mu:

Tata, nie tłumacz. Wszystko wiem, zamierzałem powiedzieć ci sam. Kocham cię, będzie nam lepiej bez niej.

Synu, ty już prawie dorosły! Artur rozczochrał synowi włosy. Jeśli będziesz chciał utrzymywać kontakt z mamą, twoja sprawa.

Ale Jurek chwilowo nie chciał.

Po plaży Dorota z Jurkiem poszli odwiedzić Artura, zanieśli mu owoce. Był już w świetnej formie i obiecał pojawić się na plaży następnego dnia.

Za trzy dni Artur i Jurek musieli wracać do Gdańska, a Dorota zostawała jeszcze dwa dni. Lato się kończyło. Żegnali się nad brzegiem Bałtyku Artur obiecał odebrać Dorotę z lotniska, Jurek się uśmiechał.

Dorota nie snuła żadnych planów, tylko z błogą miną czytała czułe wiadomości od Artura, w których zwierzał się, że strasznie za nią tęskni. Wkrótce Dorota zamieszkała razem z Arturem i Jurkiem wydawało się, że bardziej od wszystkich, cieszy się z tego właśnie Jurek: zadowolony z losu ojca, swojego i swojego nowego życia.

Rate article
Fajna Tajna
Na brzegu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece w Toruniu, Danuta uważała swoje życie za monotonne – mało czytelników, wszyscy w internecie. Przekładała książki na półkach, zdmuchiwała kurz. Czytała setki powieści: romantycznych, filozoficznych… i mając trzydziestkę na karku, zrozumiała, że jej własna romantyka jakoś ją ominęła. Wieku odpowiedniego, pora pomyśleć o rodzinie, uroda przeciętna, praca – raczej symboliczna pensja. Nigdy nie przyszło jej do głowy, by to zmieniać – wszystko jej odpowiadało. Bibliotekę odwiedzali głównie studenci z UMK, sporadycznie licealiści i seniorzy. Niedawno odbył się konkurs bibliotekarski na poziomie województwa kujawsko-pomorskiego. Danka, zupełnie nie licząc na wygraną, zgarnęła główną nagrodę: opłacony dwutygodniowy urlop nad Bałtykiem. – Ale fajnie! Na pewno pojadę, – powiedziała ucieszona przyjaciółce i mamie. – Na moją pensję nie pozwiedzałabym Polski, a tu samo szczęście wpadło w ręce! Lato chyliło się już ku końcowi. Danuta spacerowała po pustej plaży w Jastarni. Wczasowicze skryli się w kawiarniach, bo Bałtyk tego dnia burzył się wyjątkowo. Było to jej trzecie morze w życiu – jej marzyło się pokrążyć samotnie po plaży, pomyśleć, pomarzyć… Nagle zobaczyła, jak fala zmywa z mola chłopaka. Bez chwili zawahania ruszyła na ratunek – szczęśliwie do brzegu było niedaleko, od dzieciństwa dobrze trzymała się na wodzie, choć pływaczką wybitną nie była. Fale pomagały holować chłopaka za kołnierz do brzegu, ale czasem odciągały z powrotem. Wreszcie się udało. W swoim ulubionym letnim sukience, przylepionej do ciała, spojrzała na chłopaka i zdziwiła się. – Przecież to dzieciak, góra czternaście lat, tylko rosły i nawet nieco wyższy ode mnie, – pomyślała. – Co ci się, chłopcze, zebrało na kąpiel w taką pogodę? Chłopak powiedział tylko dziękuję i chwiejąc się, poszedł w swoją stronę. Danka wzruszyła ramionami i odprowadziła go wzrokiem. Następnego ranka, budząc się w pensjonacie, uśmiechnęła się. Pogoda dopisała, słońce świeciło jak szalone, morze kusiło błękitem – już nie burzliwe jak wczoraj. Jakby się wczorajszych fal tłumaczyło. Po śniadaniu Danuta powędrowała na plażę. Wygrzała się na słońcu, a potem, bliżej wieczora, postanowiła przespacerować się po parku. W starym wesołym miasteczku weszła do strzelnicy – w liceum i na studiach na UMK miała dobrą rękę. Pierwszy strzał: pudło, następny – środek tarczy. – Patrz, synku, tak się strzela! – usłyszała za plecami męski głos. Odwróciła się i rozpoznała swojego wczorajszego rozbitka. W oczach chłopca przebiegł strach – też rozpoznał Danutę. Ta domyśliła się, że ojciec nic nie wie o morskiej przygodzie syna. Zaśmiała się, udając, że nic się nie stało. – Może poprowadzi pani małą lekcję? – zaproponował wysoki, sympatyczny mężczyzna. – Mój Żeniuś w ogóle nie umie strzelać, ja zresztą też nie, aż wstyd – mówił z uśmiechem. Potem razem spacerowali, zjedli lody w kawiarni, ruszyli na diabelski młyn. Danuta spodziewała się, że dołączy matka chłopca, lecz obaj byli spokojni i nie wyglądało, by na kogoś czekali. Ojciec chłopca, przedstawił się jako Antoni – wspaniały rozmówca, z każdą minutą coraz bardziej jej się podobał. – Danuto, długo tu pani wypoczywa? – Tydzień za mną, jeszcze drugi w zapasie. – A skąd pani przyjechała? Okazało się, że mężczyzna z synem mieszkają w Toruniu, jak ona. Wszyscy troje roześmiali się. – No proszę, w Toruniu się nie spotkaliśmy, a nad morzem proszę bardzo! – śmiał się Antoni. Żeniuś też się rozgadał, czuł się swobodniej – najwyraźniej zorientował się, że Danuta nie zamierza ojcu zdradzać wczorajszego incydentu. Pożegnali się późnym wieczorem, panowie odprowadzili ją do pensjonatu i umówili się na spotkanie następnego dnia na plaży. Danuta przyszła pierwsza, panowie się spóźniali. – Dzień dobry, przepraszam, Danusiu, – spóźniony Antoni sypał przeprosinami. – Nie uwierzy pani, zapomnieliśmy zupełnie budzik nastawić, zaspaliśmy. – Tato, idę popływać, – rzucił Żeniuś i popędził do wody. Ale Danka krzyknęła niespodziewanie: – Stój! Przecież ty nie umiesz pływać! – Kto? – zdziwił się ojciec. – On świetnie pływa, nawet wygrywał szkolne zawody. Danka zdziwiła się, lecz przemilczała – przecież wtedy wydawało się jej, że chłopak topił się, nie umiał pływać… Albo tylko jej się zdawało. Mieszkali w sąsiednim pensjonacie. Kolejne dni były jak ze snu – codziennie widywali się na plaży, wieczorami wracali razem, jeździli na wycieczki, do fokarium i do Helu. Danuta bardzo chciała pogadać z Żenią na osobności – przeczucie mówiło jej, że coś go gnębi. W końcu nadarzyła się okazja. Pewnego dnia na plaży zjawił się tylko chłopak. – Dzień dobry, tata trochę przeziębiony, ma gorączkę, – oznajmił. – Zgodził się, żebym poszedł na plażę z panią. Przepraszam, że tak wyszło, ale nie chciało mi się siedzieć w pokoju. – Żeniu, podaj numer do taty, zadzwonię do niego. – Podyktował. – Dzień dobry – odebrał Antoni. – Może niezbyt taki dobry, trochę mnie rozłożyło. Ma pani oko na mojego chłopaka? Obiecał, że posłucha się we wszystkim… – Proszę się nie martwić, wyzdrowieje pan, ja oczywiście przypilnuję chłopaka. Zresztą, prawie dorosły, zaradny. Odwiedzę pana później. Po kąpieli Żeniuś wygrzewał się na leżaku obok Danuty i niespodziewanie powiedział: – Jest pani prawdziwym przyjacielem, wie pani? – Spojrzała na niego. Uśmiechał się. – Dlaczego tak uważasz? – Dzięki, że nie powiedziała pani tacie o tym, co się stało. Naprawdę fala mnie wtedy zmyła z mola i trochę się przestraszyłem. – Nie ma sprawy, – uśmiechnęła się Danka. Po chwili spytała: – Żeniu, a gdzie twoja mama? Dlaczego jesteście sami? Chłopak zawahał się, ale zdecydował się opowiedzieć – najwyraźniej chciał się czuć dorosły. Antoni bywał zawodowo w delegacjach. Gdy wyjeżdżał, syn zostawał z żoną, Marzeną. Rodzina uchodziła za zgodną, ale to była tylko pozorna sielanka. Pewnego dnia Antoni oznajmił: – Wysyłają mnie służbowo na szkolenie do Warszawy na trzy tygodnie; po nim awansuję, pensja wzrośnie… Wydawało się, jakby Marzena ucieszyła się na wieść o wyjeździe męża. Dwa dni później mama oznajmiła: – Dziś odwiedzi nas kolega z pracy, pan Artur, z córką Kamilą. Musimy popracować nad projektami, a ty zajmij się Kamilą, jest dwa lata starsza, ale miła. Kamila okazała się rezolutną dziewczyną, zaproponowała przechadzkę po Rynku Staromiejskim. Mama wręczyła mu stówę na wydatki. – Może zaprosisz koleżankę na lody, trzeba się godnie zachować! Wracali po kilku godzinach. Z Kamilą było nawet ciekawie, choć był już od niej wyższy o głowę. I tak minęły trzy tygodnie. Tuż przed powrotem ojca Kamila rzuciła: – No dobra, mały, dobrze, że tata wraca, bo już mam dość zabawiania cię. Z ojcem się dogadałam, że będę cię „wyciągać”, kiedy twoja mama i mój ojciec „pracują” nad projektami! Moich rodziców od dawna nie ma razem… Chłopak był rozżalony, wierzył i nie wierzył, ale fakty nie dawały złudzeń. Gdy ojciec wrócił, było mu źle, nie wiedział, czy wyznać wszystko tacie, czy przemilczeć. Wkrótce stał się przypadkowym świadkiem rodzinnej awantury. – Tak, zdradzam cię. I co zrobisz? – usłyszał wieczorem głos matki. – Nic, po prostu złożę pozew o rozwód, syn zostaje ze mną. Tobie nie jest potrzebny. – Bardzo dobrze – odpowiedziała matka. – Ja sobie ułożę nowe życie. Ciężko mu było, ale już wiedział, że postanowił zostać z ojcem. Gdy matka wyprowadziła się w sobotę rano, ojciec chciał tłumaczyć mu sytuację, ale Żeniuś uciszył go: – Tatusiu, nie musisz nic wyjaśniać. Wszystko wiem i rozumiem. Kocham cię i we dwoje damy radę. Ojciec objął chłopaka. – I jeśli będziesz chciał widywać mamę… to twój wybór, ona odeszła ode mnie, nie od ciebie. Ale Żeniu długo nie chciał się spotkać z matką, nie potrafił wybaczyć. Po plaży Danuta poszła z Żeniem do Antoniego, kupując wcześniej owoce. Wyglądał już dużo lepiej i zapowiedział, że następnego dnia wraca na plażę. Za trzy dni ojciec z synem musieli wracać do Torunia, a Danuta zostawała jeszcze na dwa dni. Lato się kończyło. Na brzegu tego lata żegnali się. Antoni przyrzekł odebrać ją z pociągu, Żeniuś się uśmiechał. Danuta nie miała planów, tylko szczęśliwie uśmiechała się, czytając czułe SMS-y od Antoniego, w których przyznawał, że już tęskni i czeka na nią z niecierpliwością. Nie minęło dużo czasu, a Danuta przeniosła się do mieszkania Antoniego i Żeni – syn cieszył się chyba najbardziej: zyskał ojca, siebie i Danutę.