Na brzegu tego lata
Pracując w bibliotece miejskiej w Toruniu, uważałem swoje życie za dość monotonne. Klientów coraz mniej wszyscy siedzą teraz głównie w internecie. Czasem przekładałem książki na półkach, zdmuchując z nich kurz. Jednak jedną wielką zaletą tej pracy był fakt, że przeczytałem niezliczoną ilość książek: romansów, filozoficznych, przygodowych… Trzydziestka już na karku, a nagle zauważyłem, że ten cały romansowy świat przeszedł obok mnie.
Wiek niby odpowiedni, żeby założyć rodzinę, wygląd przeciętny, pensja raczej niewielka ot zwykła biblioteka. Szczerze mówiąc, nigdy się nie zastanawiałem nad zmianą pracy, bo wszystko miałem pod ręką. Do biblioteki zaglądali głównie studenci, czasem jeszcze licealiści albo starsi ludzie.
Niedawno odbył się konkurs zawodowy na szczeblu wojewódzkim. Niespodziewanie dla siebie wygrałem główną nagrodę dwutygodniowy, w pełni opłacony wyjazd nad Bałtyk.
Super, muszę jechać z radością oznajmiłem mamie i przyjacielowi Michałowi. Przy mojej pensji raczej nie wybrałbym się nigdzie, a to jak dar od losu.
Lato zbliżało się do końca. Szliśmy pustą plażą w Kołobrzegu, większość turystów siedziała w kawiarniach, bo dzisiaj morze wyjątkowo szalało. Byłem tam dopiero trzeci dzień, chciałem po prostu przejść się samotnie brzegiem i pomyśleć.
Wtem zauważyłem, jak fala porwała z molo jakiegoś chłopaka. Bez zastanowienia rzuciłem się na pomoc, tym bardziej, że było blisko brzegu. Nie byłem mistrzem pływania, ale w dzieciństwie nauczyłem się utrzymywać na powierzchni.
Fale ciągnęły chłopaka w stronę brzegu, po chwili odpychały z powrotem. Ale jakoś mi się udało stałem już po pas w wodzie, niewiele brakowało, by upaść, ale tylko jedna myśl mi dźwięczała w głowie. Ostatecznie wyciągnąłem chłopaka na piasek.
Patrzę na niego wysoki nastolatek, może czternaście lat, niewiele niższy ode mnie.
Czemu pchasz się do wody przy takiej pogodzie? zapytałem zadyszany.
Chłopak tylko podziękował i, lekko się zataczając, oddalił się szybko. Wzruszyłem ramionami patrząc za nim. Następnego ranka, obudzony promieniami słońca w hotelowym pokoju, uśmiechnąłem się szeroko. Pogoda była przepiękna, morze kusiło błękitem i spokojem, przepraszając za wczorajsze szaleństwa.
Po śniadaniu ruszyłem na plażę, rozkoszując się słońcem. Wieczorem dla odmiany poszedłem na spacer do parku i zobaczyłem strzelnicę. W liceum i na studiach nieźle strzelałem. Tymczasem pierwszy strzał pudło, drugi celny!
No widzisz, synku, tak się strzela! usłyszałem za plecami męski głos. Odwracam się i poznaję w nim wczorajszego chłopaka.
W jego oczach błysnął strach rozpoznał mnie. Szybko zorientowałem się, że jego ojciec nie wie, co wczoraj się wydarzyło. Uśmiechnąłem się lekko.
Może pokażesz nam parę sztuczek? zagadnął przystojny, wysoki mężczyzna. Mój Kuba nie za bardzo umie strzelać, a i mnie, muszę przyznać, daleko do mistrza.
Po wyjściu ze strzelnicy spędziliśmy razem miłe popołudnie lody w kawiarni, przejażdżka na diabelskim młynie. Początkowo sądziłem, że dołączy do nas żona tego pana, ale nie byli z synem we dwóch i zachowywali się bardzo swobodnie.
Ojciec Kuby przedstawił się jako Andrzej okazał się świetnym rozmówcą, fascynującym człowiekiem, z którym rozmowa płynęła lekko.
Od dawna tu pan odpoczywa? zapytał.
To pierwsza połowa mojego pobytu, jeszcze tydzień przede mną.
Skąd pan pochodzi, jeśli wolno spytać?
Jak się okazało, mieszkaliśmy w tym samym mieście! Roześmialiśmy się wszyscy na tę zbieżność.
No proszę, w Toruniu się nie trafiliśmy na siebie ani razu, a tu od razu! śmiał się Andrzej, widać było, że przypadłem mu do gustu.
Kuba też się rozluźnił, zrozumiał najwyraźniej, że nie mam zamiaru mówić ojcu o wczorajszym wypadku. Rozstaliśmy się późnym wieczorem, odprowadzili mnie pod hotel i umówiliśmy spotkanie na następny dzień.
Przyszedłem na plażę pierwszy, oni trochę się spóźnili.
Dzień dobry usłyszałem znajomy głos. Przepraszam z całego serca, panie Piotrze, zaspałem razem z synem, znowu tyle rzeczy na głowie
Tato, idę popływać! oznajmił Kuba i ruszył do wody.
Krzyknąłem za nim niespodziewanie:
Zaczekaj! Przecież nie umiesz pływać!
Ależ skąd zdziwił się Andrzej przecież Kuba trenuje w szkole, brał udział w zawodach.
Osłupiałem i zamilkłem najwyraźniej coś mi się przywidziało.
Okazało się, że ojciec z synem mieszkali hotel obok mojego. Cała nasza trójka niemal codziennie spędzała razem poranki na plaży, a wieczory na długich spacerach i wycieczkach. Czułem, że Kuba chciał ze mną porozmawiać w cztery oczy miał w sobie pewien niepokój. Pewnego dnia zjawił się sam na plaży.
Dzień dobry, tata zachorował, ma gorączkę powiedział. Poprosiłem, żebyś mnie przypilnował, bo nie chcę siedzieć w pokoju.
Daj mi numer ojca, zadzwonię do niego poprosiłem. Podał mi numer.
Dzień dobry odebrał Andrzej. Chyba nie za bardzo dobry, pojawiła się u mnie gorączka. Proszę popilnować mojego młodego, obiecuję, że będzie grzeczny.
Niech się pan nie martwi, wyzdrowieje pan, chłopak jest rozgarnięty. Wpadnę potem z owocami odpowiedziałem.
Po wyjściu z wody Kuba rozciągnął się obok mnie na leżaku i nagle powiedział:
Wie pan, jest pan prawdziwym przyjacielem.
Dlaczego tak mówisz?
Dziękuję, że nie powiedział pan tacie o tamtym zdarzeniu wyszeptał rumieniąc się. To nie była odwaga z mojej strony, po prostu fala mnie zmiotła z molo i się pogubiłem.
Uśmiechnąłem się machnąłem ręką i zmieniłem temat, ale wciąż miałem na końcu języka pytanie:
A mama? Dlaczego jesteś tylko z tatą?
Kuba zamilkł na chwilę. Odetchnął głęboko i zaczął opowiadać, jakby dopiero teraz poczuł się dorosły. Andrzej często wyjeżdżał służbowo. Mama, Ewa, zostawała z Kubą. Cała rodzina wydawała się zwyczajna i zgodna, jednak była tylko pozorem. Prawdziwą przyczyną rozłamu była Ewa.
Pewnego dnia Andrzej powiedział żonie:
Ewa, wysyłają mnie na szkolenie do Warszawy na trzy tygodnie, potem dostanę awans i dużo wyższą pensję…
Ewa chyba nawet się ucieszyła, że mąż wyjeżdża. Po dwóch dniach powiedziała do syna:
Kuba, dziś wieczorem przyjdzie do nas mój kolega Marcin z córką Olą. Muszę z Marcinem popracować, a ty postaraj się zająć Olę, jest trochę starsza od ciebie.
Ola, szybka i wygadana dziewczyna, po krótkiej rozmowie w pokoju zaproponowała wycieczkę do parku. Mama wręczyła synowi dwieście złotych.
Zrób wrażenie na dziewczynie, może zaprosisz ją na lody! zażartowała. Był zdziwiony, bo nigdy nie dostał tylu pieniędzy od mamy.
Po powrocie do domu był pod wrażeniem Oli starsza, pewna siebie, a jednak ciekawa i sympatyczna. Mijały trzy tygodnie. Przed powrotem ojca Ola rzuciła, zbierając się do wychodzenia:
Dobrze, że twój tata wraca, bo trochę mam już dość robienia za twoją niańkę! Starałam się cię wyciągać z domu, jak moje i twoje dziwactwa zajmują się sobą… parsknęła śmiechem.
Kuba poczuł żal za te słowa, nie podobało mu się złośliwe nastawienie dziewczyny wobec własnego ojca czy jego mamy. Nie wszystko rozumiał, ale zaczynał się domyślać prawdy. Po powrocie ojca widział, jak mama coraz bardziej go lekceważy. W końcu usłyszał wieczorem kłótnię rodziców.
Tak, zdradzałam cię, i co zrobisz? wrzasnęła matka, gdy wrócił z treningu.
Nic, Ewa powiedział Andrzej spokojnie. Złożę pozew o rozwód, Kuba zostaje ze mną, skoro ty wybrałaś inne życie.
I bardzo dobrze odpowiedziała matka. Zakładam nową rodzinę!
Szybko pobiegł do swojego pokoju, a z korytarza dobiegły go dalsze słowa. Mama nie kryła się już z niczym.
Od dawna spotykam się z Marcinem. Jutro się wyprowadzam powiedziała tacie.
Następnego dnia była sobota. Żal ściskał mi gardło, kiedy słyszałem stukot zamykanych przez mamę drzwi. Ojciec chciał wyjaśnić sytuację, ale przerwał mu:
Tato, nie musisz wyjaśniać. Już dawno wszystko wiem. Wolę być z tobą.
Synu, widzę, że dorósłeś szybciej, niż myślałem ojciec poklepał go po głowie. Jeśli chcesz, możesz kontaktować się z mamą, ale decyzja należy do ciebie.
Kuba jednak nie chciał spotykać się z mamą nie umiał wybaczyć. Gdy tego dnia odwiedziliśmy Andrzeja z torbą owoców, był już w lepszym humorze, obiecał wrócić jutro na plażę.
Po kilku dniach tata z Kubą musieli wracać do Torunia, a ja zostawałem jeszcze na dwa dni. Lato chyliło się ku końcowi. Rozstawaliśmy się na krańcu tego lata. Andrzej obiecał, że odbierze mnie z dworca, Kuba się szeroko uśmiechał.
Nie snułem żadnych planów, tylko z uśmiechem czytałem ciepłe smsy od Andrzeja, w których wyznawał, jak bardzo już za mną tęskni i jak czeka na mój powrót. Wkrótce potem przeprowadziłem się do mieszkania Andrzeja i Kuby. Z każdym dniem coraz bardziej czułem, że Kuba cieszył się najbardziej z ojca, z siebie i ze mnie.
Na brzegu tego lata nauczyłem się jednego kiedy wszystko wydaje się stałe i przewidywalne, los daje nam niezwykłą szansę. Trzeba tylko otworzyć się na ludzi i nie przechodzić obojętnie obok czyjegoś życia ani własnego szczęścia.



