Ty myślisz tylko o sobie! A Kasia nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! wyrzuciła z siebie Magda, desperacko próbując zmusić męża, by zrozumiał jej uczucia przed wyjazdem.
Jutro wyjeżdżam do mamy na działkę. Na tydzień, a może i dłużej. A kto będzie prał i prasował twoje koszule nie mój problem.
Co znaczy wyjeżdżasz? Myślałem, że zostaniesz w domu. Może w końcu sprzątnie się porządnie.
Nie, postanowiłam, że lepiej odpocznę u mamy.
Tomek siedział przy kuchennym stole z filiżanką kawy i udawał, że czyta wiadomości w telefonie. W rzeczywistości śledził każdy ruch żony, wyczuwając napięcie w każdym jej geście.
Ty myślisz tylko o sobie! A Kasia nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! znów powiedziała Magda, a w jej głosie czuć było żal.
Magda milczała już trzeci dzień, a to było gorsze niż jakiekolwiek kłótnie. Wszystko zaczęło się od ich kolejnej dyskusji o wakacjach. A właściwie od odmowy Tomka, by jechać nad morze.
W tym roku mieli po raz pierwszy od dawna i czas, i oszczędności. Magda od dawna marzyła o wyjeździe nad Bałtyk. Ostatni raz byli w Sopocie dziesięć lat temu, jeszcze we dwoje. Od tamtej pory urodziła się ich córka Kasia, która nigdy nie widziała morskich fal z białą pianą.
Magda też marzyła o słońcu i ciepłym piasku. Nie przeszkadzał jej zapach kremu do opalania, skrzypiące leżaki ani nawet te wszystkie krzyki dzieci na plaży.
Ale Tomek znowu się uparł:
Mówiłem ci, że nie znoszę takiego odpoczynku! Te tłumy, upał, piasek w butach Wolę wyjechać na wieś. Tam jest spokojnie, chłodno pod wentylatorem i zero zamętu.
Ty myślisz tylko o sobie! A Kasia nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! powiedziała Magda, mając nadzieję, że chociaż to poruszy duszę jej męża.
A po co jej morze? Przecież kupiliśmy jej super basen w zeszłym roku! machnął ręką, dalej przewijając newsy.
Magda nerwowo poprawiła koszulkę córce, zapięła suwak w jej plecaku i odsunęła na bok worek z zabawkami. Na stole leżała lista: strój kąpielowy, klapki, czapka z daszkiem, książka z bajkami, piłka Wszystko miało być gotowe, ale w jej sercu nie było spokoju.
Tomek wciąż siedział przy stole, leniwie przewijając newsy. Przez ostatnie pół godziny ani razu nie zapytał, czy potrzebuje pomocy. Ani z pakowaniem, ani z drogą, ani z Kasią. I właśnie to sprawiało, że Magdzie chciało się zarówno krzyczeć, jak i płakać.
Mamo, zabrałyśmy moje okularki do pływania? dziewczynka szarpnęła matkę za rękę.
Tak, schowałam je, słoneczko. Wszystko jest w twoim plecaku Magda wymusiła uśmiech, ale w środku czuła niepokój.
Słuchaj, może jednak was podwiozę? nie odrywając wzroku od telefonu, mruknął Tomek.
Magda spojrzała na niego ze zdziwieniem, w którym mieszało się zmęczenie, złość i odrobina żalu.
Nie trzeba. Damy sobie radę rzuciła krótko.
Z tymi słowami złapała kluczyki do samochodu i wyszła z córką na podwórko.
Halina Stanisławowa stała przy furtce w kolorowym fartuchu, z pęczkiem koperku w dłoni. Zauważyła auto z daleka i pośpieszyła na spotkanie.
Moje kochane przyjechały! zawołała radośnie, pomagając wyciągnąć z bagażnika torbę z zakupami.
Kasia od razu pobiegła do domu, wiedząc, że babcia, jak zawsze, przygotowała jej ulubione naleśniki. A Magda zaniosła rzeczy do środka, po czym powoli usiadła na ławeczce przed domem.
Halina Stanisławowa postawiła przed wnuczką talerz z naleśnikami i truskawkowym dżemem, a sama wyszła na ganek.
Coś się stało? delikatnie zapytała córkę.
Magda długo milczała. W końcu odgarnęła włosy za uszy, westchnęła i opowiedziała wszystko. O odmowie męża, o jego obojętności, o tym cholernym basenie, który według Tomka miał zastąpić wszystko na świecie. O tym, jak wciąż ustępuje, by zachować pozory szczęśliwej rodziny.
Halina Stanisławowa słuchała uważnie, nie przerywając. Potem mocno ścisnęła dłoń córki i cicho powiedziała:
Córeczko, masz prawo do szczęścia, odpoczynku i wsparcia. Chcesz, zostańcie na noc. Spędzicie ze mną ten weekend?
Wiesz co, nawet nie wzięłam ze sobą rzeczy na zmianę
Nic nie szkodzi. Znajdziemy coś z moich starych ubrań. Przez te dziesięć lat nawet grama nie przytyłaś, więc wszystko będzie pasować.
Tak postanowili. Magda z przyjemnością zajęła się ogródkiem podlewała grządki, spulchniła ulubione kwiaty mamy i najadła się malin do syta. Wieczorem pluskały się z Kasią w basenie, a potem piły kompot z letnich owoców i słuchały świerszczy.
Tomek dopiero wieczorem przypomniał sobie, że żona miała wrócić. A właściwie przypomniał sobie, gdy potrzebował samochodu, ale kluczyków nie było na zwykłym miejscu.
Kiedy wracasz? w słuchawce zabrzmiał jego niezadowolony głos.
Dziś nie wrócę. Jutro krótko odpowiedziała Magda.
Co znaczy jutro? Potrzebuję auta. Chciałem pojechać do Darka.
Weź taksówkę. Coś wymyślisz. Już późno, nie pojadę teraz Magda wiedziała, że mąż zaraz zacznie krzyczeć, więc po prostu rozłączyła się.
Wyciszyła telefon i położyła go ekranem do dołu na parapecie. I tak już zepsuła sobie dzisiejszy dzień. Tomek teraz wściekał się w mieszkaniu wśród brudnych kubków i swoich ważnych spraw.
Gdy Kasia, zmęczona zabawą w wodzie, w końcu zasnęła w pokoju z otwartym oknem, Magda i Halina Stanisławowa usiadły na werandzie. Powietrze było miękkie, ciepłe, pachnące kwiatami i świeżo skoszoną trawą. Wokół panowała cisza, przerywana tylko cykaniem świerszczy.
Wiesz, mamo zaczęła Magda, ściskając w dłoniach kubek z ciepłym mlekiem ja nie oczekuję od Tomka wiele. Tylko odrobiny uwagi i troski. Żeby powiedział: Jeste


