Marcin zatrzymał samochód przy dystrybutorze.
“Pb 95, pełny bak,” rzucił obsługującemu i ruszył w stronę stacji benzynowej.
W drzwiach omal nie zderzył się z mężczyzną. Tamten przelotnie spojrzał na Marcina i wbił wzrok w telefon. “Krzysiek?!” – mało nie zawolał Marcin, ale się powstrzymał. Obserwował byłego przyjaciela przez szklane drzwi, widział, jak wsiada do BMW. Rzucił się do kasy, podając dziewczynie kartę. Dłoń mu drżała z emocji.
Gdy wyszedł, BMW już wyjeżdżało na szosę. Bez chwili namysłu Marcin wskoczył do swojego Opla, aby dogonić Krzyśka.
“To dopiero spotkanie. Nieźle się urządził. Ożenił się z kasą? Zaraz się dowiem, skąd mu się to wzięło…” – myślał, nie tracąc BMW z oczu.
Samochód skręcił w osiedle domków jednorodzinnych. Gdy zatrzymał się przed ogrodzeniem jednego z nich, Marcin przejechał kawałek dalej, śledząc sytuację w lusterku. BMW wjechało przez otwartą bramę. Nad nią wisiała kamera, więc Marcin odchylił się na fotelu, by pozostać niewidocznym.
Przez sztachety zobaczył, jak Krzysiek parkuje przed garażem. Na wysokich schodach stanęła młoda kobieta. Marcin poznał ją, choć dzieliła ich spora odległość.
“Nie może być!” – szepnął.
Kobieta zeszła ze schodów i podeszła do Krzyśka. Przytulili się, pocałowali, po czym weszli razem do domu.
“Widocznie są małżeństwem. No proszę. Jak to możliwe? Zemsta? Ależ ta Kinga ma tupet! Cicha woda, a tak się urządziła. A Krzysiek? Tak to się przyjaźnią. A mógłbym być na jego miejscu…”
***
W klubie było głośno i duszno. Muzyka huczała, a kolorowe światła przecinały półmrok, migając po rozgrzanych twarzach tańczących.
Marcin siedział przy barze, sączył drinka i z udawanym znudzeniem przyglądał się wijącym się ciałom. Zauważył wysoką dziewczynę w obcisłej czerwonej sukience. “Ta jest całkiem niezła” – pomyślał, odwracając się do baru.
Nie zdążył wychylić drinka, gdy usłyszał znajomy głos.
“To mój przyjaciel, Marcin.” – Do baru podchodził Krzysiek w towarzystwie tej samej dziewczyny. – “Marcin, poznaj Zosię, moją dziewczynę.”
Marcin obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów. Z bliska wyglądała jeszcze lepiej – podkreślone oczy, piegi na policzkach, lśniące blond włosy. Prawdziwa bogini.
“Podoba ci się?” – zaśmiał się Krzysiek.
“Co zamawiacie?” – Marcin nie odrywał wzroku od Zosi.
“Ja prowadzę. Może pojedziemy do mnie? Tu za głośno na rozmowę, a strasznie mi się pić chce,” – powiedziała.
“Jedziemy?” – zapytał Krzysiek.
Marcin nie odpowiedział, dokończył drinka i zszedł z wysokiego stołka.
Wyszli na zewnątrz. Muzyka tu była cichsza.
“Fajna, co?” – Krzysiek wskazał na czerwoną Audi. – “Tata podarował jej to na urodziny,” – dodał z dumą, jakby sam miał z tym coś wspólnego.
Marcin spojrzał na niego. Krzysiek mrugnął porozumiewawczo: “Dopiero się zaczyna!”
“Jak on ją złapał?” – Marcin nie mógł uwierzyć. W wyglądzie Krzysiek mu nie dorównywał. “I nic nie mówił, cwaniak.”
“A gdzie Kinga? Zapraszałem was oboje,” – spytał nagle Krzysiek, gdy jechali już przez nocne miasto.
“Źle się czuje. Toksykoza.” – Na wspomnienie Kingi humor Marcina natychmiast się popsuł.
“Żartujesz! Czemu nic nie mówisz? Chciałeś ślub ukryć?” – roześmiał się Krzysiek.
Marcin milczał. Nie miał ochoty rozmawiać o Kingi.
Audi zatrzymało się przed wysokim blokiem. Wjechali windą na szesnaste piętro.
“To twoje mieszkanie?” – Marcin rozglądał się po luksusowym wnętrzu. – “I gdzie taką dziewczynę znalazłeś?” – szepnął do ucha przyjacielowi.
“Na ulicy.” – Krzysiek się zaśmiał. – “Nawet mnie prawie nie przejechała.”
Marcin dolewał Krzyśkowi wina, aż ten się porządnie rozluźnił. Zosia zawiodła go do sypialni, a gdy wróciła, Marcin stał przed obrazem.
“Moje dzieło,” – powiedziała, podchodząc od tyłu.
“Twoje?” – Marcin spojrzał na nią z zaciekawieniem. – “Mógłbyś mnie namalować?”
“Artysta maluje, nie rysuje,” – poprawiła go, oceniająco patrząc. – “Masz ładną sylwetkę. Pozowałbyś nago?”
“Teraz?!” – Marcin się zmieszał.
“Nie, oczywiście, że nie tutaj. W pracowni, przy dobrym świetle. Zostaw numer, zadzwonię, gdy będę miała czas.”
Gdy wrócił do domu, zastał zapłakaną Kingę.
“Piłeś?” – spytała, patrząc na niego podejrzliwie.
“Tylko trochę. Byłem z Krzyśkiem w klubie.”
“Zjesz coś?” – Kinga pociągnęła nosem.
“Nie. Zaraz ranek. Jestem zmęczony, wezmę prysznic i spać.” – Zamknął się w łazience.
Jak on się w to wpakował? Nigdy nie planował nic poważnego z Kingą. Nie, była w porządku. Tylko zaszła w ciążę nie w porę. A Zosia… Zosią to zupełnie co innego. Trzeba się jakoś pozbyć Kingi. Ale jak?
Stał pod prysznicem, wspominając Zosię. Byłoby niesprawiedliwe, gdyby została z Krzyśkiem. On na to nie pozwoli. Szkopuł w tym, że jest Kinga. Dobra dziewczyna, ale jemu potrzebna taka jak Zosia. Nawet nie tyle ona sama, co jej zamożny ojciec.
Matka wychowała go sama, napatoczył się biedy po uszy. Dlatego Marcin zawsze marzył o bogactwie. Chciał szybko i bez wysiłku. A to możliwe tylko z odpowiednią żoną. Zosia była idealna – piękna i majętna. Tylko jak pozbyć się Kingi? Im prędzej, tym lepiej.
Położył się spać, odwracając się plecami do Kingi.
Dwa dni czekał na telefon od Zosi. Gdy już tracił nadzieję, w końcu zadzwoniła, podając adres pracowni. “Ma własną pracownię?” – zdziwił się.
Przyjechał na umówioną godzinę, elegancki i pachnący. Zosia zaprowadziła go do sali pełnej obrazów iMarcin spojrzał w lustro, widząc w nim odbicie własnej chciwości, i zrozumiał, że to on sam, a nie Krzysiek ani Kinga, był więźniem swojej zachłanności.



