Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami powiedzieli obcy ludzie stojący w progu.
Mamo, czy mogę jutro nie iść do szkoły? Znowu boli mnie głowa! Staś stał w drzwiach kuchni, trzymając się futryny.
Weronika odwróciła się od kuchenki, gdzie mieszała zupę. Syn faktycznie wyglądał blado, pod oczami miał ciemne cienie.
Znowu? Stasiu, to już trzeci raz w tym tygodniu. Może pójdziemy do lekarza?
Nie trzeba lekarza. Po prostu jestem zmęczony. Mogę zostać w domu?
Zobaczymy rano. Idź teraz odrobić lekcje.
Już je zrobiłem.
Wszystkie? Nawet matematykę?
Nawet matematykę.
Weronika podeszła do syna, przyłożyła dłoń do jego czoła. Wydawało się, że nie ma gorączki. Ale ostatnio chłopiec był jakiś apatyczny, zamyślony. Dawniej nie mógł usiedzieć w miejscu, a teraz godzinami przesiadywał w pokoju, wpatrując się w okno.
Stasiu, wszystko w porządku w szkole? Nikt cię nie dręczy?
Wszystko gra, mamo. Po prostu boli mnie głowa.
Chłopiec wrócił do swojego pokoju. Weronika znów stanęła przy kuchence, ale niepokój nie mijał. Osiem lat wychowujesz dziecko, myślisz, że znasz je na wylot, a nagle okazuje się, że coś się dzieje, ale nie wiesz co.
Wieczorem wrócił mąż, Krzysztof. Był zmęczony po pracy, ale widząc zatroskaną minę żony, od razu się zaniepokoił.
Co się stało?
Stasiu znowu narzeka na ból głowy. Trzeci raz w tym tygodniu.
No to trzeba iść do lekarza.
Mówię mu, ale nie chce. Może naprawdę jest przemęczony? Końcówka semestru, klasówki.
Krzysztof poszedł do syna. Weronika słyszała, jak rozmawiają półgłosem. Po chwili mąż wrócił, usiadł przy stole.
Mówi, że wszystko w porządku. Ale zgodził się jutro pójść do lekarza.
No i dobrze. Rano umówię wizytę.
Przy kolacji Staś prawie nic nie zjadł. Pokroił ziemniaki widelcem, wypił herbatę i poprosił, by mógł iść spać. Weronika i Krzysztof wymienili spojrzenia.
Może się zakochał? zasugerował Krzysztof. W jego wieku to się zdarza.
Jeszcze za wcześnie na miłość. Ma tylko osiem lat.
Ale dzieci teraz szybciej dorastają.
Weronika sprzątnęła ze stołu, umyła naczynia. W głowie kotłowały się różne myśli. Może w szkole coś się wydarzyło? A może jest poważnie chory?
W nocy kilkakrotnie zaglądała do pokoju syna. Staś spał niespokojnie, przewracał się, coś mamrotał przez sen. Weronika poprawiła kołdrę, pogłaskała go po głowie. Chłopiec otworzył oczy.
Mamo?
Śpij, kochanie. Wszystko w porządku.
Mamo, ty mnie kochasz?
Oczywiście, że tak. Najbardziej na świecie.
A jeśli jeśli nie jestem twój?
Weronika zdrętwiała.
Co za głupoty, Stasiu? Oczywiście, że jesteś mój. Śpij już.
Chłopiec zamknął oczy i odwrócił się do ściany. Weronika wyszła z pokoju, ale sen nie przychodził. Skąd ośmiolatek ma takie myśli?
Rano Staś wstał sam, bez przypominania. Zjadł śniadanie, spakował tornister.
Mamo, idę do szkoły. Głowa mnie już nie boli.
Na pewno? Może jednak do lekarza?
Nie trzeba. Jestem zdrowy.
I wybiegł, zanim Weronika zdążyła zareagować. Wyjrzała przez okno syn szedł przez podwórko szybkim krokiem, jakby się gdzieś spieszył.
Dzień minął jak zwykle praca, zakupy, gotowanie. Ale niepokój nie ustępował. Kilka razy chciała zadzwonić do wychowawczyni, zapytać o Stasia, ale się rozmyśliła. Nie chciała wyjść na panikarę.
O trzeciej po południu zadzwonił dzwonek do drzwi. Weronika otworzyła. Na progu stali mężczyzna i kobieta. Nieznajomi. Mężczyzna miał około czterdziestki, był wysoki, ciemnowłosy. Kobieta trochę młodsza, sympatyczna, ale z napiętą twarzą.
Dzień dobry powiedział mężczyzna. Czy to pani Weronika Nowak?
Tak, to ja. A panowie to?
Nazywam się Tomasz Kowalski. To moja żona, Anna. Musimy z panią porozmawiać.
O co chodzi?
Mężczyzna wymienił spojrzenie z żoną. Ta skinęła głową, jakby dodawała mu otuchy.
O pani syna. O Stanisława.
Weronika spięła się.
Co się stało? Coś się wydarzyło w szkole?
Nie, w szkole wszystko w porządku. Możemy wejść? Rozmowa będzie długa.
Nie znam państwa. O czym mamy rozmawiać?
Kobieta postąpiła krok naprzód. W oczach miała łzy.
Proszę. To bardzo ważne. Chodzi o Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami.
Weronika cofnęła się. W uszach zaszumiało.
Co? Jaka bzdura? Staś jest moim synem!
Proszę posłuchać mężczyzna wyciągnął z teczki jakieś papiery. Mamy dowody. Osiem lat temu w szpitalu doszło do pomyłki. Dzieci zostały zamienione.
Wynoście się! Natychmiast! Albo wezwę policję!
Weroniko, proszę, wysłuchaj nas kobieta łkała. My też wychowywaliśmy dziecko osiem lat. Kochaliśmy je. A potem okazało się
Co się okazało?
Nasz syn to znaczy chłopiec, którego wychowywaliśmy zachorował. Potrzebna była transfuzja krwi. Wtedy odkryliśmy, że grupa krwi się nie zgadza. Ani z moją, ani z męża. Zrobiliśmy test DNA.
Weronika trzymała się framugi. Nogi miała jak z waty.
I co?
On nie jest naszym biologicznym synem. Zaczęliśmy dociekać, szukać. Zwróciliśmy się do szpitala. Sprawdzili archiwa. Tej nocy, gdy ja rodziłam, urodziło się tylko dwóch chłopców. Nasz i wasz.
To jakaś pomyłka.
Zrobiliśmy test DNA z chłopcem, którego wychowywaliśmy. Potem potem pobraliśmy próbkę DNA waszego syna.
Jak pobraliście? Kiedy?
Mężczyzna spuścił wzrok.
Wybaczcie. Śledziliśmy go przez kilka dni. Wzięliśmy



