Mruczek zaginął: Pomóżcie odnaleźć naszego ulubionego rudzielca!

Mruczek zniknął
Grażyno, jesteś w domu? Krzysztof wpadł do mieszkania i zastygł, widząc żonę w przedpokoju. Siedziała skulona i głośno szlochała. Nic nie zrozumiałem przez telefon. Płakałaś tak mocno, że słów nie było widać. A potem, na złość, telefon się rozładował. Co się stało, Grażyno? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha.
Mruczek zniknął ledwie wyszeptała Grażyna. Nie ma go w domu.
Jak to zniknął?! zdumiał się Krzysztof. Gdzie mógł się podziać? Może się gdzieś schował w mieszkaniu?
Nie. Twoja siostra Wika Powiedziała, że przypadkiem wybiegł do klatki schodowej, gdy wychodziła z Michaśkiem na spacer. Ale przecież wiesz, Krzysztofie, nasz Mruczek Sam by nie uciekł. Po co mu ulica, skoro tam niemal zginął? Mam wrażenie, że ona go specjalnie wypuściła
Co?! Krzysztof zaciął pięści. Gdzie ona jest teraz? Gdzie Wika?
Chyba poszła do sklepu Nie wiem. Szukałam Mruczka cały czas, ale nigdzie go nie ma. Nikt go nie widział. Jak to możliwe, Krzysztofie? Czy człowiek może być aż tak podły? Wyrzucić bezbronne stworzenie na ulicę. Zimą. Czy to w ogóle ludzkie?
Człowiek nie. Ale Wika Wika może. Tym bardziej, że już kiedyś coś takiego zrobiła. Nie martw się, dziś jej tu więcej nie będzie. Ech, po co w ogóle ją wpuściliśmy.
***
Miesiąc temu
Krzysztof szedł w stronę przystanku, gdy nagle zauważył coś szarego pod warstwą śniegu.
Najpierw wydało mu się, że to tylko kamień. Ale kamień był dziwny nie tylko leżał, ale i drżał jak stara lodówka z PRL-u.
Może to przykuło jego uwagę. Nigdy wcześniej nie widział, by kamienie trzęsły się z zimna.
Żeby zaspokoić ciekawość, Krzysztof zszedł z chodnika i podszedł bliżej.
Dopiero wtedy zobaczył, że to nie kamień, a mały szary kotek.
O rany mruknął Krzysztof, drapiąc się po głowie. Co ty tu robisz, malutki?
To pytanie było retoryczne. Każdy wiedział, co robią domowe zwierzęta na ulicy. Walczą o przetrwanie I ten mały kotek właśnie próbował przetrwać.
Nie miauczał, nie wzywał pomocy Po prostu leżał i drżał.
Wyglądało na to, że pogodził się z tym, że nikogo nie obchodzi. Więc nawet nie próbował wołać ludzi. Zamiast tego skupił się na tym, by choć trochę się ogrzać.
Krzysztof delikatnie podniósł go, strzepując śnieg z futerka, a potem szybko wsunął pod kurtkę i, przytrzymując jedną ręką, pobiegł na przystanek, gdzie właśnie podjeżdżał tramwaj.
W drodze do domu przypomniał sobie, że Grażyna od dawna marzyła o takim kocie szarym w prążki, ale zawsze brakowało im czasu, by wybrać się do schroniska.
A tu los jakby rzucił mu go prosto pod nogi. A skoro los coś daje trzeba brać.
Grażyno, mam dla ciebie niespodziankę oznajmił radośnie Krzysztof, wchodząc do mieszkania.
Och, ostatnio po prostu mnie rozpieszczasz uśmiechnęła się żona, wychodząc do przedpokoju. To złote kolczyki, to nowy telefon, o którym marzyłam, to bilety do kina. Co tym razem? Wyjazd w góry?
Coś lepszego! rozpromienił się Krzysztof i, rozpinając kurtkę, wyjął kotka. Proszę! Znalazłem go na ulicy. Przecież chciałaś właśnie takiego? Szarego w prążki?
Boże westchnęła Grażyna. Ależ on jest zmarznięty, biedactwo. Dawaj go tu, ogrzeję. A ty się rozbierz, umyj ręce i chodź na obiad. Kolacja już gotowa.
Grażyna spojrzała na kotka i uśmiechnęła się: Jaki on śliczny
Tak w domu Krzysztofa i Grażyny pojawił się Mruczek. Długo zastanawiali się, jak go nazwać, przerobili mnóstwo opcji, ale ostatecznie wybrali klasykę.
Myślę, że Mruczek pasuje mu bardziej niż jakiś Tom czy Lukasz.
Zgadzam się, kochanie.
To radosne wydarzenie miało miejsce pod koniec listopada, gdy spadł pierwszy śnieg. Więc kotek nie zdążył poznać uroków ulicznego życia zimą.
I dzięki Bogu. Bo dla wielu to ostatnia próba
Przez dwa tygodnie, które Mruczek spędził w nowym domu, Grażyna i Krzysztof bardzo się do niego przywiązali.
A właściwie pokochali go od pierwszego dnia, ale z każdym kolejnym coraz bardziej.
Kotkowi także spodobali się Grażyna i Krzysztof dobrzy, ciepli ludzie. Tacy nie skrzywdzą i nie wyrzucą na ulicę, jak jego poprzedni właściciele. Więc był spokojny.
Nawet gdy przypadkiem zrzucał coś ze stołu czy komody, nie krzyczeli na niego, tylko prosili, by następnym razem był ostrożniejszy.
Oczywiście! odpowiadał mrucząc, po raz dziesiąty tego dnia skacząc na komodę i zrzucając pilot.
Wszystko było dobrze, dopóki pewnego dnia ktoś nie zapukał do drzwi.
Kto to może być w niedzielę o świcie? Krzysztof szybko przetarł oczy i spojrzał na zegar była wpół do siódmej.
Za oknem wciąż było ciemno.
Może sąsiedzi? zasugerowała Grażyna. Może coś się stało?
Zaraz zobaczę.
Gdy Krzysztof otworzył drzwi, na progu stała jego siostra Wika. I nie sama z synkiem Michaśkiem. Chłopiec miał wtedy pięć lat.
Cześć, braciszku uśmiechnęła się. Przyjechaliśmy w odwiedziny. Nie masz nic przeciwko?
Właściwie to
Wiem, wiem trzeba było uprzedzić. Zgadłam? Tylko u mnie taka sytuacja, że nie zdążyłam. I o tej porze pewnie byś nie odebrał. Więc postanowiłam przyjechać. Wpuścisz nas? I pomóż z walizką, bo ciągnęłam ją na czwarte piętro i myślałam, że mi nogi odpadną.
Krzysztof oczywiście wpuścił siostrę z siostrzeńcem do mieszkania. Ale obecność walizki trochę go zaniepokoiła. Bo zwykle nie przychodzi się z walizką w odwiedziny.
Co się stało?
A co, nie widać? odparła Wika pytaniem

Rate article
Fajna Tajna
Mruczek zaginął: Pomóżcie odnaleźć naszego ulubionego rudzielca!