Mówią, że z wiekiem człowiek staje się niewidzialny
Że nie jest już ważny. Że przeszkadza.
Mówią to z takim chłodem, że aż boli
jakby bycie niezauważonym było częścią umowy na starość.
Jakby należało zaakceptować swój kąt
być kolejnym meblem w pokoju
cichym, nieruchomym, na uboczu.
Ale ja nie urodziłem się, by grzać kąty.
Nie będę prosił o pozwolenie, żeby istnieć.
Nie będę ściszał głosu, żeby nie przeszkadzać.
Nie przyszedłem na świat, żeby stać się własnym cieniem
ani się kurczyć, by innym było wygodniej.
Nie, proszę państwa.
W tym wieku gdy wielu czeka, aż zgaśnie mój płomień
ja wybieram, by rozbłysnąć jeszcze mocniej.
Nie wstydzę się swoich zmarszczek.
Jestem z nich dumny.
Każda to podpis życia
że kochałem, że się śmiałem, że płakałem, że przeżywałem.
Nie zamierzam przestać być mężczyzną
tylko dlatego, że nie pasuję już do współczesnych szablonów,
albo że kolana nie znoszą już górskich wypraw.
Wciąż mam pragnienia.
Pozostaję twórczy.
Pozostaję wolny.
A jeśli to komuś przeszkadza
tym lepiej.
Nie wstydzę się swoich siwych włosów.
Wstydziłbym się, gdybym nie żył wystarczająco długo, by je zdobyć.
Nie gaśnie we mnie życie.
Nie poddaję się.
Nie schodzę ze sceny.
Wciąż mam marzenia.
Wciąż śmieję się na głos.
Wciąż tańczę najlepiej jak potrafię.
Wciąż wołam do nieba, że mam jeszcze wiele do powiedzenia.
Nie jestem wspomnieniem.
Jestem obecnością.
Jestem żarem, który tli się powoli.
Jestem żywą duszą.
Mężczyzna z bliznami
który już nie potrzebuje emocjonalnych kul.
Mężczyzna, który nie czeka na czyjeś spojrzenie, by wiedzieć, że jest silny.
Więc nie mówcie o mnie “biedak”.
Nie lekceważcie mnie tylko dlatego, że mam swoje lata.
Nazwijcie mnie odważnym.
Nazwijcie mnie siłą.
Nazwijcie mnie moim imieniem
dumnie i z podniesioną szklanką.
Nazwijcie mnie Stanisław.
I niech wszyscy wiedzą:
wciąż tu jestem
Wyprostowany, z duszą, która płonie.
Dziś, patrząc na swoje odbicie w oknie, zrozumiałem jedno człowiek nigdy nie przestaje być ważny, dopóki sam o tym pamięta.



