Mojego syna nie obchodzi, że jeśli oddam mu mieszkanie, nie będę miał z czego żyć.

Mówi się, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w naszym życiu, i to my ponosimy za to winę. Jaką podejmiemy decyzję jednego dnia, takie będzie nasze życie.

W moim własnym życiu podjęłam złą decyzję, kiedy związałam się z mężczyzną, który nie był poważny. Jako młoda dziewczyna byłam szaleńczo zakochana w Krzysztofie i mimo że wiedziałam, iż jest lekkoduchem, miałam nadzieję, że dla mnie się zmieni. Chciałam wierzyć, miałam nadzieję. Ale prawda jest taka, że ludzie pozostają tacy sami. Nawet po urodzeniu mojego syna, Krzysztof nie zmienił swojego zachowania.

Z każdym miesiącem dowiadywałam się coraz więcej o jego romansach. Opowiadali mi sąsiedzi, znajomi, a nawet własna rodzina. Czułam się upokorzona i urażona jednocześnie. Wytrzymałam pięć lat i wtedy się poddałam. Rozwiodłam się. Na szczęście Krzysztof nie był pazerny zostawił mi swoje mieszkanie pod warunkiem, że nie będę żądać alimentów. Ja i mój syn nie chcieliśmy tam mieszkać, więc je wynajęłam, a sama przeprowadziłam się do mojej mamy. Potrzebowała opieki. I tak właśnie żyłam.

Pieniądze z wynajmu mieszkania wydawałam na syna ubrania, szkołę, różne wyjazdy i zabawki. Starałam się zapewnić mu normalne dzieciństwo. Reszta szła na rachunki, jedzenie i leki dla mamy, która przez lata była przykuta do łóżka z powodu ciężkiej choroby. Wierzyłam, że syn docenia wszystko, co dla niego robiłam. Dzisiaj mam 57 lat, choruję na cukrzycę, regularnie robię sobie zastrzyki z insuliny, staram się żyć jak najdłużej.

Przez chorobę nie jestem już w stanie pracować, a kto by teraz mnie zatrudnił? Nie mam też emerytury, bo zmieniałam często pracę i nigdzie nie pracowałam długo. Najczęściej pracowałam na czarno, żeby zarobić jak najwięcej. W skrócie: żyję tylko z pieniędzy, które dostaję za wynajem mieszkania. Mój syn, Michał, ma teraz 31 lat. Niedawno postanowił się ożenić i stwierdził, że razem z żoną zamieszkają w tym mieszkaniu.

Kiedy powiedziałam mu, że nie będę miała za co żyć, odpowiedział, że to nie jego problem. Teraz naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Nie mam żadnych oszczędności, cały czas potrzebuję lekarstw, muszę za coś jeść i opłacać rachunki. Co powinnam zrobić? Jak własny syn mógł postąpić wobec mnie w ten sposób? I dlaczego zrobiłby mi coś takiego?

Rate article
Fajna Tajna
Mojego syna nie obchodzi, że jeśli oddam mu mieszkanie, nie będę miał z czego żyć.