Moje zasady

Moje zasady

Naprawdę, Krzysiek, jak dobrze, że przyjechałeś! powiedziała pani Irena, siadając naprzeciwko syna z czułym uśmiechem i podparła głowę drobnymi pięściami. Strasznie się za tobą stęskniłam. Jedz, jedz, synku. Dołożyć ci jeszcze schabowego?

Krzysztof pokręcił głową.

Niesmaczne? zapytała spłoszona mama, wyprostowała się. Jej twarz, wcześniej rozpromieniona i pogoda, nagle się zmieniła napięcie w kącikach ust, zdziwione brwi. Chyba wszystko przygotowałam jak zwykle Ale przecież mówiłam tacie, że nie jadasz wieprzowiny Przysięgam, mówiłam! Co, dziwny smak?

Irena zaczęła się denerwować tak wyczekiwała syna, nakupiła, nagotowała jakby miała przyjechać cała drużyna piłkarska, a ona Irena Zawadzka była ich kucharką, co musi ich wszystkich wykarmić i przytulić. I teraz taka wtopa syn nie chce kotletów

Mamo, daj spokój! Wszystko było pyszne, tylko już nie dam rady więcej odparł Krzysztof.

Odłożył delikatnie na talerz maleńki widelczyk, śmiesznie mały przy jego ogromnej, niedźwiedziej łapie, poprawił serwetkę znowu małą, jak chusteczka do nosa. Aż dziw, że przy tak drobnej Irence urodził się taki byczek. Ale miał to po tacie, Michale. Ten też kawał chłopa. A Irenka przy nim zawsze wyglądała jak uczennica.

Naprawdę było super, mamusiu, jak zawsze! uśmiechnął się, podszedł do Ireny, pogładził ją po ramionach, otulił jak ciepłym płaszczem. Od razu zrobiło jej się błogo i pewnie. To co chciałaś obgadać? Mów, bo zaraz muszę jechać. Z Jagodą mamy iść do galerii, Maćkowi trzeba ciuchów.

Jagoda jak nazywał ją żartobliwie Krzysiek, tacy byli ze sobą bliscy była jego żoną, porządną, ostrożną i śliczną kobietą.

Krzysztof, kiedyś jak ją pierwszy raz zobaczył na ulicy, tak się zapatrzył, że wleciał na latarnię i rozciął sobie łuk brwiowy krew się lała, a Jagoda cała zszokowana patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Krzysiek stał speszony, głaskał słupek, bo myślał, że go złamał

Potem poszli razem do przychodni. Jagoda była wtedy taka śmieszna, młodziutka, ciągle pytała, czy mu się nie kręci w głowie, chwytała go pod ramię. No a co miał odpowiedzieć? Oczywiście, że się kręci jak przy takiej dziewczynie może się nie kręcić?

Pobrali się. Mają teraz syna Maćka. Jagoda pracuje jako logopeda, przyjmuje uczniów w domu, co bardzo wygodne, bo nie musi biegać po cudzych mieszkaniach, a i na dom czas się znajdzie. Krzysztof codziennie rano jedzie do pracy, zrzuca Maćka do świetnej szkoły, bo Jagoda załatwiła mu miejsce w renomowanym liceum dla przyszłych biologów. Żyją spokojnie, kochają się, mają swoje sprawy i troski.

A czemu Jagoda nie przyjechała? zapytała Irena, zbierając ze stołu naczynia. Wiedziała, że Jagoda przyjmuje dziś dzieciaki, że nawet w weekendy pracuje, ale tak przeciągała rozmowę, bo nie bardzo śmiała prosić o przysługę.

Przecież tłumaczyłem: dziś ma dwóch uczniów. A Maciej, tu Krzysiek lubił udawać wielkiego pana, mówił Maciej Krzysztofowicz, bo tak brzmiało bardziej dostojnie, Maciek odrabia lekcje. No, o co chodzi?

Mężczyzna delikatnie zabrał mamie filiżanki, jakby to był porcelanowy skarb, odłożył do zlewu i odwrócił Irenę do siebie.

Mamo, czym ty mnie nastraszyłaś? Z tatą coś nie tak? Siedzi zamknięty w pokoju, nie wychodzi Wzięliście kredyt, daliście się oszukać? Zastawiliście mieszkanie, nerkę i pozostałe organy? Szantażują was? Albo odnalazł się mój brat bliźniak, którego ukradli ze szpitala?

Krzysztof się uśmiechał, lubił żartować z mamą. Świat wokół wydawał się wtedy taki pogodny.

Pod wpływem gestu mamy, usiadł, pogładził się po wystającym brzuszku, przeciągnął się, walnął ręką o kuchenne szafki. No tak Mieszkanie małe, co tu mówić Nie to co ich własne z Jagodą trzy przestronne pokoje, loggia, duża kuchnia. Wszystkim wygodnie, jeszcze sporo miejsca zostaje. Kupili je dzięki rodzinie Jagody spadło z nieba po jej cioci, ta dostała mieszkanie za zasługi naukowe, potem wyjechał do mniejszego miasta, bliżej ludzi i świeżego powietrza, a swoje lokum oddała Jagodzie i co roku przysyłała worki ziemniaków, buraki, topinambur i asterki. O matko, co to były za astery! Jak z innego świata, kolory niesamowite. Wszystko przyjeżdżało z okazją na pace dostawczaka wujka Stefana, byłego właściciela mieszkania. Czemu tak kochał Jagodę, czym sobie zasłużyła, Krzysiek nie wiedział, ale Stefana cenił, zawsze naprawiał mu samochód, jeśli była potrzeba, i chodził po jego mieszkaniu w szortach z palmami, zachwycony życiem.

Bo wiesz co, chciałam cię o coś poprosić Irena nabrała tchu, zawahała się, przesunęła do syna talerzyk z pierniczkami. Pamiętasz panią Marię Lewandowską?

Krzysiek spoważniał, zmarszczył brwi.

Jasne, mamo. Kto by nie pamiętał! przytaknął po chwili. Zapachniało piernikami z miodem, ciastem i lukrem, nie wytrzymał wstał, nalał sobie więcej herbaty i sięgnął po największego z napisem Wawel.

No to słuchaj Marysi to znaczy pani Marii Lewandowskiej dali skierowanie do waszego szpitala wojewódzkiego, na operację oczu Sama nie wiem, co dokładnie ale jest poważnie

Krzysztof jadł i słuchał. Pamięta ciocię Marysię? No jasne. Była sąsiadką z klatki, pomagała mamie, pilnowała małego Krzysia, gdy rodzice pracowali. Miała zawsze ogromne, okrągłe okulary, które powiększały jej oczy, a rzęsy wirowały za szkłami jak skrzydła motyla.

I co dalej? zapytał, bo mama nagle zamilkła, zaczęła gnieść dłonie i zbierać okruszki z obrusa wiadomo: jest zestresowana.

No tak Chodzi o to, by mogła u was z Jagodą zamieszkać na czas leczenia? Na wynajem ją nie stać, do hotelu nie pójdzie, a i zdrowia brakuje Ja wiem, że to niekomfortowa sytuacja, gość w domu, ale to tylko na chwilę Poza tym ona tyle dla nas zrobiła, wychowała cię za młodu, właściwie jak własne dziecko.

Krzysiek przestał gryźć piernik, wziął duży haust herbaty, wytarł usta serwetką, wzruszył ramionami.

Nooo No zamruczał. Opieka nad ciocią Marysią nie była w planach, trzeba będzie przypilnować własnych szortów z palmami, Jagoda zaś nocą nie wyskoczy w koszuli do kuchni na herbatę. A taka przy tym piękna! Ale skoro trzeba Jasne, wszystko się da zrobić. Kiedyś ona mnie ratowała, teraz ja jej pomogę uśmiechnął się Krzysiek. Poczuł się nagle szlachetny, troskliwy, taki porządny człowiek. Jagoda będzie z niego dumna, mama tym bardziej. Maria Lewandowska zasługuje, by w końcu ktoś się nią zajął! aż się rozpromienił.

Za oknem słońce jak aureola zaświeciło nad głową Krzyśka, roztańczyło się w oczach mamy, odbiło się refleksami po ścianie. Z pobliskiego kościółka rozbrzmiały dzwony, aż w duszy zrobiło się ciepło.

Serio? Krzysiu, jak się cieszę! To właśnie jest ZACHOWANIE z klasą! Jestem taka szczęśliwa, że jesteś taki delikatny i dobry chłopak.

Podeszła, pogładziła go po głowie jak w dzieciństwie.

Gdyby tu była Jagoda, pewnie skrzywiłaby się, ironizując pod nosem. Zawsze lekką kpiną reagowała na zachwyty teściowej.

Ale jej nie było, można więc znów poczuć się kochanym synkiem, którego chwali najważniejsza kobieta.

Krzysiek się rozluźnił, ręce opadły mu na stół.

Ale Chyba trzeba spytać Jagódki szepnęła nagle mama, przestraszona. Krzysiek odmruknął, że nie będzie miała nic przeciwko, zaraz prawie przysnął, przytulając się policzkiem do ręki mamy, taki czuł się szczęśliwy Dobrze, to zadzwonię do Marysi, zdecydujecie, jak to rozwiązać

Irena wyszła z kuchni, w pokoju szelesciła gazeta, to ojciec. Krzysiek pogmerał dłońmi, wyciągnął komórkę, zadzwonił do żony.

Jagoda słuchała, podmalowując jedno oko, mierząc się z drugim.

I na ile to będzie? zapytała w końcu.

Na jakieś dwa tygodnie chyba. Kochanie, no musimy pomóc. Operacja, a ona nie ma gdzie mieszkać

Ale przecież może być na szpitalu… zaczęła Jagoda, ale mąż przerwał.

Tak, ale później kontrole, nie będzie jeździć godzinę w jedną stronę! Kochana, masz gościnę we krwi, a Maria Lewandowska to bardzo porządna, kulturalna pani. Dogadacie się

Powiem ci, Krzysiek Jakoś mi się to nie widzi. Pamiętam jej spojrzenie na naszym weselu patrzyła na mnie tak chłodno, jakby nie lubiła. Tygrysica z niej, twoja ciocia Maryśka.

Nie Maryśka Maria. Lubi cię przecież! Pomagała z Maćkiem…

Krzysiek, twój syn ma szesnaście lat. Z czym mu pomoże Maria Lewandowska? zaśmiała się Jagoda, zrobiła dzióbek do lusterka, ale zaraz przestała siebie podmalowywać, bo jej się humor nagle popsuł.

Ze wszystkim, skarbie! To doświadczony człowiek, wiele w życiu przeżyła! Zgódź się, no

Jagoda była cała na nie, ale nie odważyła się tego powiedzieć nie chciała urazić męża.

No dobrze. Kiedy przyjeżdża? spytała chłodno.

W słuchawce szmery, Krzysiek rzucił, że w niedzielę.

W tę? Czyli jutro? spojrzała w panice na swój domowy chaos. Zwykły domowy bałagan, jak w każdej rodzinie, ale przed gościem no nie wypada! A nikt poza nią, mężem, synem i Garbusem (psem) go nie widział. Uczniowie przyjmowani byli tylko w dużej, jasnej kuchni. Dalej nikt się nie zapuszczał. Jak goście było generalne sprzątanie od dołu do góry. W przeciwieństwie do koleżanek, Jagoda zawsze bała się swojego normalnego bałaganu, rozwieszonego w pośpiechu swetra, krzywo powieszonego ręcznika w łazience. Wszystko musiało być schowane.

A tu ciocia Marysia przewędruje wszędzie! I jeszcze oceni, że Jagoda to kiepska gospodyni!..

Czysta podłoga, porządek to porządek w głowie! powtarzała matka Jagody. Pierwsze, na co ludzie patrzą, to ład. A ty, Jagodo, bałaganiara! No jak ty możesz? Przecież to wstyd!

Jagoda zamknęła oczy, pokręciła głową jakby mama wciąż stała obok niej, a ona wstydliwie gapi się w podłogę. Bałaganiara i tyle!

W następną, sprostował Krzysiek.

No to jeszcze znośnie odetchnęła. Idę powiedzieć Maćkowi

Jagoda miała czas wyczyścić dom na połysk: podłogi, pranie, prasowanie, mycie wszystkiego.

Maciek wieść o przyjeździe starszej pani, która niańczyła jego ojca, przyjął zupełnie obojętnie. Przyjedzie to przyjedzie.

Daj spokój, mamo. Żyj normalnie, przestań szaleć! powiedział filozoficznie syn, obserwując, jak mama śmiga po mieszkaniu z odkurzaczem. To nasz ekosystem, my tu rośniemy. Ona jest jak organizm z innej strefy klimatycznej. Przeżyje to przeżyje. A jak nie, to nie. Musi się zaklimatyzować.

My nie rośniemy, Maciek, my zarastamy! A ja w tygodniu nawet czasu nie mam No rusz się, weź odkurzacz i pomagaj! Nie będę się wstydzić przed znajomą twojego ojca! Obgada mnie potem babcia Irena!

Babcia i tak wszystko wie i się nie przejmuje odparł Maćko i poszedł do siebie.

Jagoda robiła się już nerwowa. Po chwili przyszedł jej pierwszy uczeń Andrzej, pulchny, lekko sepleniący chłopiec. Andrzej dzielnie pracował językiem, czerwieniał jak burak z wysiłku, gdy Jagoda go pochwaliła, a ona zerkała po pokoju co można jeszcze poprawić?

Okna! uderzyła ją nagle myśl. Nie wymyłam okien!

Okna muszą być tak przejrzyste, żeby wyglądało, jakby nie było szyb! wołała mama w głowie. Czyste okna to dobra gospodyni, a ty same smugi zostawiasz!..

Krzysiek zjawił się, odciągnął żonę od sprzątania, całą drogę do galerii opowiadał, jaka Maria Lewandowska jest cudowna, a Jagoda kiwała tylko głową.

Tato, dobra, już wiemy, przyjeżdża twoja druga mama. Odłóżmy temat! nie wytrzymał Maćko.

Jagoda była mu wdzięczna.

Do następnej niedzieli czas zleciał nie wiadomo kiedy, jakby ktoś docisnął gaz.

W sobotę Krzysiek pojechał po Marię Lewandowską, Jagoda odwołała wszystkie lekcje, szykowała się na gości.

Maćko wysłany do fryzjera, pies Garbus wykąpany i wyściskany do pisku, a okna błyszczały jak należy.

No, Jaga, będziemy koło trzeciej, nie wcześniej poinformował Krzyś. Tylko nie wariujcie, róbcie swoje. Ciocia Maria bardzo się boi, że popsuje wasz spokój.

Dobra, zrozumiałam. Oczekujemy na obiad.

Jagoda zaplanowała piec kurczaka, ugotować kartofelki, zrobić sałatkę przyjąć gościa jak należy.

Wstała o siódmej, wysłała Maćka z Gartusem na spacer, sama weszła pod gorący, kojący prysznic, aż zanuciła Sen o Warszawie. Potem narzuciła szlafrok, zabrała się za zęby, aż tu nagle huk zamka w korytarzu. Głos Krzyśka, cieńszy, nieznany, kobiecy głos, Garbus szczekał radośnie, Maćko jęczał w tle.

W zaparowanym lustrze zobaczyła, jak wygląda, gdy przyszło jej witać gościa.

A oto i my rzucił Krzysiek, kiwając głową na żonę ze szczoteczką i w szlafroku, a obok Maria Lewandowska z wielkim, czerwonym kufrem, dumna, z rumianą twarzą. Zachweycała się domem, wnętrzem, wszystkim! Ale Jagoda wie jest w szlafroku, fryzura w rozsypce, kurczak jeszcze nie gotowy, Garbus znowu ubłocił podłogę Już wie: kiepska gospodyni! A Maria już wykrzywia usta, omija kałuże po Garbusie, patrzy na uciekającą Jagodę, która leci poprawić wygląd.

Tutaj, pani Mario, ten pokój dla pani otworzył drzwi Krzysiek. Czuje się pani jak u siebie. Zaraz przygotuję coś do jedzenia, tylko się przebiorę.

Maria podziękowała, zamknęła się za wychowankiem.

… Czemu tak wcześnie?! szepnęła Jagoda zza parawanu. Nie byłam gotowa! Tak nie można, Krzysiek, to obciach!

Krzyś, siedząc na łóżku, patrzył zauroczony na odbicie żony w lakierowanych drzwiach szafy, na jej zgrabne biodra i ramiona

Słucham? zamrugał.

Mówię: co tak wcześnie? Jagoda zakładała sukienkę i rozczesywała włosy. Zapnij mi zamek.

A, bo ciocia Maria miała wizytę jeszcze dziś, to pojechaliśmy wcześniej wzruszył ramionami, podszedł, spróbował pocałować, ale odtrąciła go.

Czemu ma tyle rzeczy? dodała.

Ot, kobiety, niepraktyczne tylko się uśmiechnął, zadowolony z żartu.

Zjedli śniadanie. Jagoda usmażyła jajka, Maćko ukroił kanapek, widząc, że mama ledwo zipie.

Maria weszła ostatnia, rozejrzała się, usiadła przy Maćku.

Smacznego wszystkim. Macie tu bardzo przytulnie. Jagoda, pamiętam, że dałam wam na ślub serwis z makami Nie? To nie wam?

Jagoda wzruszyła ramionami. Serwis rozbił się dzień po ślubie. Krzysiek upuścił całe pudło na klatce schodowej. Szkoda gadać

Krzysztof nawet nie pamiętał.

Chyba komuś innemu Jagoda nalała wszystkim kawy.

Jagódko, bo mi tu wieje, narzekała nagle Maria. Mogę się przesunąć na twoje miejsce?

Maćko spojrzał na mamę pytająco.

Krzysiek rozwinął skrzydła: obrońca, zarządca, zaraz wszystko naprawi!

Jagoda, przesiądź się, nie może cioci przewiać przed operacją! poprosił, podniósł żonę jak lekki stołeczek, przestawił bliżej siebie, a gościa posadził w cieplejszym miejscu.

Krzysia wychowywałam od dziecka, wspomniała Maria. Za pieluchami biegałam, marudny był, jadł opornie, z czasem się poprawiło. Trudny był chłopak.

Jagoda zakrztusiła się, Maćko się uśmiechnął złośliwie.

A ty, młody człowieku, zabierz się za lekcje. Krzysiek zawsze rano odrabiał, żeby lepiej zapamiętać dodała Maria, sprzątnęła talerz Maćka, spojrzała na gospodynię. Jagoda znów nie wiedziała, jak zareagować.

Maćko dokończył herbatę na stojąco i poszedł do siebie.

Dziękując za śniadanie, Maria Lewandowska wycofała się do swojego pokoju, stukając czymś, poprosiła Krzysia, by przestawił telewizor.

Mało tu u was książek rzuciła wychodząc. Maćkowi przydałaby się klasyka, np. Sienkiewicz. Przywiozłam mój własny zbiorek, wieczorem posprawdzamy, co czytał, a czego nie, Krzysiu.

Jasne, ciociu. A to tylko sport, sport, jeszcze z niego matoł wyrośnie przytaknął Krzysiek, puszczając oczko do syna.

Wiedział, że Maria zawsze wozi klasykę z sobą, nosi książki do kawiarni, do teatru, śpi z nimi na stoliku nocnym. Pewnie nie czyta, ale wygląda poważniej. Do szpitala też je weźmie, żeby personel wiedział, jak wysoko wyedukowana leży pacjentka.

Odprowadzili Maćka na trening, Krzysiek wyszedł.

A pani kiedy wychodzi? zapytała Jagoda.

Ja? Oj tak, o pierwszej mam być. Jagoda, czy Maćko ma dziewczynę? Krzysiowi koleżanki biegały za dzieciaka! A lepiej, żeby Maćkowi usunąć psa z pokoju! I przesunąć szafkę na buty, bo nieporęczna. Zaraz się potknę. No i widzisz, przewróciłam, wszystko pospadalo. Takie buty to szkodzą No, idę już. Dzięki za gościnę!

Maria pogładziła Jagodę po ramieniu i zniknęła w windzie.

Jagoda jeszcze chwilę postała, potem zatrzasnęła drzwi.

Mamo, czemu ona tak rządzi? Nawet Garbusa przegoniła z kanapy! narzekał Maćko, wracając i głaszcząc psa po głowie. Ten tylko smętnie wzdychał.

No taka już jest, przywykła pouczać. Ale to tylko na chwilę. Wytrzymasz

Jagodzie było wstyd, że znów nie czuła się gospodynią we własnym domu. Ale jak nagadać kobiecie, która przewijała dziecko jej męża?

Wieczorem Maria zrobiła im hurtownię gołąbków, wszyscy mieli co robić, a Krzysiek biegał wokół niej, rozpływając się w podziękowaniach.

Z czasem było tylko gorzej. W poniedziałek Maria nastawiła budzik o świcie, wszystkich poderwała na gimnastykę.

Kiedy ta twoja operacja? spytała w końcu Jagoda, ledwo łapiąc oddech po bieganiu w miejscu. Maria znała się na fitnessie, puściła timer na telefonie, każdy ćwiczył 40 sekund, potem 10 sekund wytchnienia. Ale nie wszyscy ćwiczyli

Maćko odpuścił zdrowy styl życia, poszedł do szkoły. Krzysiek trenował.

Dawaj, Jagoda! Jeszcze trochę!

To kiedy? powtórzyła.

Jutro. Jutro mnie kładą. Będziesz mnie odwiedzać, Krzysiu? zapytała Maria smutno.

To tylko dwa dni! Operacja drobna! zdziwił się Krzysiek, ale kiwnął głową.

Poniedziałek był ciężki. Jagodzie co chwilę ktoś przekładał zajęcia, dzieci chorowały, ktoś jechał na działkę, ktoś nie chciał przychodzić do niej.

Dzwonił telefon, wrony skrzeczały za oknem, Maria słuchała w pokoju Czesława Niemena. Ten pięknie śpiewał: Dziwny jest ten świat, potem Płonie stodoła. Maria śpiewała, tupała, z korytarza przez matowe drzwi widać było jej tańce.

Jagoda przystanęła, westchnęła

Stresuje się wyjaśnił Krzysiek. Zawsze słucha muzyki, jak się boi.

Wieczorem Maria zaprosiła Maćka do czytania Lalki, ale syn się nie zgodził. Maria spojrzała na niego szeroko, wysłuchała co sądzi o Lalce, której i tak już nie lubi, i o jej wizytach, drgnęła, gdy Maćko trzasnął drzwiami, potem zawołała Jagodę. Ta z telefonem przy uchu mamrotała, że zaraz pojedzie na lekcję do Bielan, bo jej karczysty Andrzejek nie może już dojeżdżać.

Nie! przerwała Maria, wyciągnęła jej telefon i rykła do słuchawki: Nie! Jeżeli chcecie, żeby dziecko korzystało z lekcji u najlepszej logopedy w Warszawie, przyjedziecie tutaj TERAZ, natychmiast! Jak nie, to przepada, was wykreślam! Kim jestem? Sekretarka Jagody Lewandowskiej. Do widzenia!

Oddała telefon, stanęła przy oknie. Jagoda marszczyła brwi, tupała, już nawet oddychała ciężko, aż nagle eksplodowała. Maćko przyszedł posłuchać.

Wie pani co? Pani Mario, proszę się nie wtrącać w nasze życie! Ani w moją pracę! Gołąbki niech sobie pani robi w swoim domu. Nie obchodzi mnie, ile panience pieluch przewinęła! Koniec. Dość rządzenia. Czytaj Sienkiewicza, ćwiczyć możesz, co chcesz, ale nie tu! Garbus będzie leżeć, gdzie JA mu pozwolę, nie pani! I ja będę kupować konserwy, choć rano mówiła pani, że niezdrowe. To moje życie, dom i decyzje. Mam nadzieję, że operacja pójdzie dobrze i szybko wróci pani do siebie. Bardzo na to liczę!

Maćko zaczął klaskać, Garbus zawył i wtulił się w nogi Jagody, Maria, odwracając się od okna, uśmiechnęła się.

Jagoda nawet osłupiała. Myślała, że jej się dostanie. Ale

I bardzo dobrze, Jagoda. Nigdy, słyszysz, nigdy się nie podlizuj, nie schylaj. Mów twarde nie, jeśli to nie sprawa życia i śmierci. Bardzo mi się podobasz, choć bałam się, że jesteś miękka, że chcesz wszystkim się podobać A tak nie można. Niech każdy myśli, co chce, ty masz swoje. Nie chcesz, żebym tu mieszkała, powiedz wprost. Tak jest lepiej i spokojniej w środku. Odważniej, Jagoda, żyj po swojemu. Wybacz starej babie. Zawsze byłam prowokatorką Krzysiek wie Nie patrzcie tak. Boję się przed operacją okrutnie! No i dlatego mnie ponosi. Garbus, fajny z ciebie pies! przykucnęła, pogłaskała zwierzaka. Kto chce galaretkę? Przywiozłam domową z jabłek. Maćko, chcesz?

Chłopak przewrócił oczami. Kobiety wiecznie inne, ale żeby aż tak!

Ktoś zadzwonił do drzwi. Przywieźli karczystego Andrzeja na zajęcia. Po lekcji dostał kawałek marmolady. Mama chłopca odciągnęła Jagodę na bok, przepraszając, prosiła by ich nie skreślać.

A może mam dzwonić do pani sekretarki? zapytała niepewnie.

Nie, spokojnie, wasz syn jest świetny.

Jagoda mrugnęła porozumiewawczo do Marii.

Wieczorem, gdy Krzysiek z Maćkiem poszli grać na konsoli, Maria rozsiadła się wygodnie i opowiadała jaki był Krzysiek, jak go złapała na drapaniu tapet, jak uciekł jej po cienkim lodzie i zarwał się do przerębla, a ona rzuciła się ratować na brzuchu i poiła potem herbatą z miodem

A ta dziewczyna, Rita, nie przypadła mi do gustu, dodała Maria. Charakteru brak A o serwisie już nie wspomnę. Rozbiliście na szczęście, to teraz się kochacie. Krzysiek mi wybacza I ty też mnie wybacz, Jagodo. Dziękuję za dach nad głową. Jesteś świetna

Na talerzyku powoli znikała marmolada, za oknem zapadał zmierzch, na wschodzie rozbłysła pomarańczowa linia.

Czas szepnęła Maria. O ósmej muszę być już w szpitalu

Krzysiek odwiózł ją samochodem przez wyludnione ulice. Jagoda pojechała z nimi, siedziała z tyłu obok Marii, czuła, jak ta się trzęsie.

Wieczorem zadzwonię, poprawiając jej płaszczyk, pożegnała się Jagoda. I nie dyskutuj! Potem wraca pani do nas.

Maria skinęła głową. Fajnie pomieszkać z młodymi, wesoło. Ciągle Maćko ją fascynuje. Zupełnie niepodobny do ojca, zadziorny. Ale jak mówi, to jego środowisko wewnętrzne zmienić nie można, ale badać chętnie…

Rate article
Fajna Tajna
Moje zasady