Dziennik, 6 czerwca
Moja teściowa postanowiła zamieszkać w moim mieszkaniu i oddać swoje mieszkanie swojej córce.
Mój mąż, Michał, dorastał w dużej rodzinie. Teściowa rodziła dzieci, aż w końcu urodziła wymarzoną córkę. Dziwna strategia, ale nie będę tego oceniać. Rodzinne rozgrywki…
Gdy wychodziłam za mąż, byłam przekonana, że trafiłam na szczęśliwy los. Michał wydawał się odpowiedzialny, odważny, silny. Wiedział, czym jest rodzina, ale nigdy nie do końca odciął pępowinę z mamą i młodszą siostrą. Jego mama nigdy szczególnie nie faworyzowała synów, ale dobro córki zawsze stawiała na pierwszym miejscu.
Kiedy poznałam Jagodę, miała dziesięć lat. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale po kilku latach zaczęło irytować. Jagoda nie chciała się uczyć, zadawała się z szemranymi chłopakami, a wszystkim musiał zajmować się Michał. Siostra potrafiła zadzwonić do niego nawet o drugiej w nocy z byle powodu.
Miałam nadzieję, że z wiekiem Jagoda wydorośleje, wyjdzie za mąż i sytuacja się rozwiąże. Ale nie! Gdy wreszcie zdecydowała się na ślub, teściowa wymusiła na synach wsparcie finansowe na uroczystość, bo sama nie miała złotówki oszczędności. Szczęśliwy wybranek był biedny i zarabiał marne grosze, więc młodzi zamieszkali z mamą Jagody.
Jedno dziecko, potem drugie Teściowa zorientowała się, że tak dłużej się nie da i wymyśliła rozwiązanie idealne przeprowadzi się do nas, a swoje mieszkanie zostawi córce. Tylko co w tym sprawiedliwego? Przecież mieszkanie kupiłam ze swoich pieniędzy; Michał nie dołożył ani grosza! Najzabawniejsze, że jemu taka sytuacja odpowiada powtarza, że mama ci pomoże.
Mamy dwupokojowe mieszkanie. Nie chcę oddawać swojej wygody ani dzielić przestrzeni z kimś innym. Teściowa jest przekonana, że obowiązkiem najstarszego syna jest zadbanie o rodziców i dlatego powinniśmy ją przyjąć pod swój dach.
Kocham Michała, rozwód nie wchodzi w grę. Ale jak otworzyć mu oczy? Jak mu wytłumaczyć, że życie z jego mamą pod jednym dachem to prawdziwy koszmar? Może ktoś z Was ma radę dla mnie?



