Moja matka jest bardzo chora, a ja nie czuję z tego powodu żadnych emocji. Zasłużyła na to.
W naszym klatce mieszka starsza pani o imieniu Stanisława. Zawsze była dla wszystkich życzliwą sąsiadką, gotową pomóc zarówno słowem, jak i czynem. Gdy moja matka zachorowała, Stanisława nieraz przychodziła do nas, by się nią zaopiekować, gdy ja byłam w pracy lub zajmowałam się dziećmi. Pielęgnowała moją matkę, pomagała w gospodarstwie, i dzięki jej trosce mama prędzej wróciła do zdrowia.
Jednak po jakimś czasie sama Stanisława ciężko zachorowała. Jej stan okazał się znacznie poważniejszy i musiała trafić do szpitala. Do tej pory byłam przekonana, że Stanisława jest samotna, że nie ma ani dzieci, ani krewnych. Okazało się jednak, że ma dużą rodzinę: syna na wysokim stanowisku w dużej firmie, córkę — świetnie prosperującą przedsiębiorczynię, kilkoro wnucząt. Wszyscy żyją w dostatku, ale przez cały czas, gdy byliśmy sąsiadami, nigdy nie widziałam, by ktoś z nich ją odwiedził.
Gdy Stanisława trafiła do szpitala, jej córka pojawiła się tylko po to, by zebrać potrzebne rzeczy. Spotkałam ją w klatce schodowej i próbowałam zaoferować pomoc, podzielić się swoim doświadczeniem w opiece nad chorym. Jej odpowiedź jednak mnie zszokowała:
— To mnie nie dotyczy. Przyniosłam to, co kazali lekarze, więcej nic nie trzebać. Niech podziękuje, że w ogóle przyjechałam.
Byłam oszołomiona takim chłodem. Jak można tak traktować własną matkę? Przynieść rzeczy z listy i odejść, nie okazując odrobiny współczucia.
Codziennie po pracy odwiedzałam Stanisławę w szpitalu, starałam się ją wesprzeć, opowiadałam nowiny, próbowałam dodać otuchy. A potem wracałam do domu i nie mogłam przestać myśleć o jej córce, o tej obojętności.
Moja matka, gdy się o tym dowiedziała, powiedziała:
— Nie znasz ich rodzinnych relacji. Może nie bez powodu dzieci się od niej odwróciły.
— Ale to przecież jej matka, cokolwiek by nie było.
— Gdyby wszyscy myśleli tak jak ty, świat byłby znacznie lepszy.
Te słowa dały mi do myślenia. Rzeczywiście, nie zawsze znamy całą prawdę o cudzych rodzinach, o tym, jakie tam panowały stosunki, jakie urazy i rany kryją się przed obcymi oczami. Mimo wszystko jednak trudno mi zrozumieć i zaakceptować taką obojętność wobec osoby, która dała ci życie.



