Moja córka zażyczyła sobie bajkowego wesela, pierścionka z brylantem i wypożyczonego jeepa – razem z rodzicami zięcia zadłużyliśmy się po uszy, a po sześciu miesiącach było już po rozwodzie.

Pamiętam to jak dziś, choć minęło już wiele lat. Z mężem byliśmy w szoku, gdy nasza córka Wiesława oznajmiła, że wychodzi za mąż. Przecież miała dopiero osiemnaście lat! Próbowaliśmy z nią rozmawiać, przekonywać wszystko na próżno, Wiesława była zdecydowana.

Moja teściowa wzięła ją na bok i spytała surowo:

Wiesiu, czy nie jesteś przypadkiem w ciąży?

Nie, babciu, skądże odparła poważnie.

Narzeczony naszej córki, Marek, był tylko o dwa lata starszy. Usiadłam z jego rodzicami i długo dyskutowaliśmy. Ustaliliśmy, że wesele wyprawimy w naszym domu, jak to było w zwyczaju. Wiesława była oburzona.

Przecież to jakieś zacofanie! Zróbmy coś bardziej z duchem czasu!

Kłótnie trwały i trwały. W końcu ulegliśmy młodym wesele miało się odbyć w eleganckiej restauracji w centrum Krakowa. Wiesława wybrała najdroższe menu. Ani nam, ani przyszłym teściom nie było w smak takie rozrzutność.

W końcu córka się popłakała:

Mamo, wychodzę za mąż tylko raz w życiu!

Nie było nas stać, ale wzięliśmy kredyt. Rodzice Marka zrobili to samo. Kupiliśmy Wiesławie pierścionek z diamentem, taki, jaki sobie wymarzyła. Razem wybrałyśmy zachwycającą suknię ślubną szytą na miarę.

Planowaliśmy pojechać do urzędu stanu cywilnego naszym poczciwym, starym polonezem, lecz dla Wiesławy to nie wchodziło w grę.

Wynajmijcie chociaż porządnego jeepa! naciskała.

Ojciec próbował tłumaczyć, że to duży wydatek, ale Wiesława była nieugięta:

Bardzo mi na tym zależy.

I tak wyłożyliśmy kolejną porcję złotych na nowoczesny samochód ślubny. Gdy nadszedł dzień ślubu, byliśmy już zupełnie wyczerpani i fizycznie, i nerwowo. Ślub i wesele pochłonęły fortunę.

Po pół roku Wiesława i Marek się rozwiedli. Okazało się, że córka nie lubiła być żoną, stale coś jej w Marku przeszkadzało.

Wspominałam wtedy własne wesele. Miałam na sobie skromną, ale piękną bluzkę i spódnicę. Mój przyszły mąż czekał na mnie przed urzędem w Warszawie z kwiatami. Jesteśmy razem już dwadzieścia lat, mamy córkę. Ani wystawna impreza, ani luksusy nie gwarantują szczęścia w rodzinie.

Nie jestem przeciwna ślubom, lecz wszystko powinno być z umiarem. Mam jedynie nadzieję, że gdy Wiesława zdecyduje się na ślub po raz drugi, przemyśli wszystko dokładniej.

Rate article
Fajna Tajna
Moja córka zażyczyła sobie bajkowego wesela, pierścionka z brylantem i wypożyczonego jeepa – razem z rodzicami zięcia zadłużyliśmy się po uszy, a po sześciu miesiącach było już po rozwodzie.