Moja córka zażyczyła sobie bajkowego wesela, pierścionka z brylantem i wypożyczonego Jeepa – razem z rodzicami pana młodego zadłużyliśmy się po uszy, a po zaledwie pół roku małżeństwa wzięli rozwód.

Z żoną byliśmy zupełnie zaskoczeni, kiedy nasza córka Zuzanna oznajmiła, że chce wyjść za mąż. Przecież miała dopiero osiemnaście lat! Nie było sposobu, by przekonać Zuzannę, by się jeszcze wstrzymała z tą decyzją.

Moja teściowa wzięła Zuzannę na rozmowę:

Zuziu, czy przypadkiem nie jesteś w ciąży?

Nie, babciu, nic z tych rzeczy.

Narzeczony Zuzanny był starszy tylko o dwa lata. Usiedliśmy przy stole z jego rodzicami i ustaliliśmy, że przyjęcie zrobimy w naszym domu. Zuzanna była niezadowolona.

Przecież to wiocha! Zróbmy coś nowoczesnego i eleganckiego.

Sprzeczaliśmy się długo, aż w końcu zgodziliśmy się na wesele w restauracji. Zuzanna wybrała najdroższą ofertę spośród wszystkich możliwych. My i rodzice przyszłego zięcia byliśmy wyraźnie niepocieszeni.

Zuzanna zaczęła płakać:

Ślub wymarzyłam sobie tylko raz w życiu!

Zaciągnęliśmy kredyt w złotówkach. Rodzice zięcia też nie mieli wyjścia i postąpili podobnie. Kupiliśmy złoty pierścionek z brylantem, tak jak Zuzanna sobie wymarzyła. Razem wybrałem z córką wymarzoną suknię ślubną.

Chcieliśmy pojechać do urzędu stanu cywilnego naszym leciwym fiatem, ale Zuzanna oczywiście protestowała.

Musicie wynająć jakiegoś porządnego suva!

Starałem się tłumaczyć, że to dużo kosztuje.

Bardzo na tym mi zależy.

Ostatecznie wypożyczyliśmy dużego jeepa dla młodej pary. W dniu ślubu byliśmy z żoną wykończeni nerwowo i fizycznie. Cała uroczystość kosztowała nas mnóstwo pieniędzy. Pół roku później Zuzanna i jej mąż rozwiedli się.

Zuzanna po prostu nie lubiła życia w małżeństwie, a do tego miała mnóstwo pretensji do swojego męża.

Pamiętam swój własny ślub miałem na sobie marynarkę i koszulę, żona letnią sukienkę. Spotkaliśmy się w urzędzie stanu cywilnego, a żona miała w rękach bukiet pachnących frezji. Żyjemy razem już dwadzieścia lat, mamy dziecko. Wielkie przyjęcie w stylu królewskim nie gwarantuje szczęścia ani udanego pożycia.

Nie jestem przeciwnikiem ślubów, ale uważam, że we wszystkim potrzebny jest rozsądek i umiar. Mam nadzieję, że gdy nestępnym razem Zuzanna będzie planowała swoje wesele, podejdzie do tego z większą rozwagą i życiową mądrością. To była dla mnie ważna lekcja: więcej rozmawiać z dziećmi o tym, czym naprawdę jest rodzina.

Rate article
Fajna Tajna
Moja córka zażyczyła sobie bajkowego wesela, pierścionka z brylantem i wypożyczonego Jeepa – razem z rodzicami pana młodego zadłużyliśmy się po uszy, a po zaledwie pół roku małżeństwa wzięli rozwód.