Dziennik osobisty, 9 czerwca
Moja była teściowa śledzi naszą rodzinę.
Moja była teściowa, Pani Grażyna Wiśniewska, ma 52 lata. To mama mojej zmarłej żony, Weroniki. Ożeniłem się, mając zaledwie 23 lata. Weronika zaszła w ciążę jeszcze przed ślubem i wtedy urodziła się nasza córka, Zosia.
Niestety, po dwóch latach wspólnego życia, nasza rodzinna bajka się skończyła Weronika ciężko zachorowała i w krótkim czasie zmarła.
Zostałem sam z Zosią. Podjąłem decyzję o przeprowadzce z Warszawy do Krakowa, do moich rodziców. To było wygodne rozwiązanie: pracowałem po 10 godzin dziennie, a oni mogli zająć się Zosią, kiedy mnie nie było w domu. Taki był nasz układ.
Wkrótce awansowałem i kupiłem dom w Wieliczce, zaledwie pół godziny drogi od rodziców. Od tego czasu Zosią opiekowali się raz moi rodzice, raz niania, którą zatrudniłem (nalegałem, żeby moi byli czasem wolni, bo nie chciałem ich obciążać). Teraz Zosia ma już osiem lat.
I wtedy pojawiła się moja była teściowa. Grażyna postanowiła przeprowadzić się z Gdańska do Krakowa sama żeby być bliżej jedynej wnuczki. Zupełnie mnie zaskoczyła tą decyzją I wcale nie chodzi mi o jej motywację (jest zrozumiała), lecz ilość kilometrów, która nas do tej pory dzieliła!
No trudno, pomyślałem. Weronika była jej jedynym dzieckiem, a Zosia to jej jedyna wnuczka. Nie chce być sama.
Ale od czasu gdy Grażyna jest w Krakowie, zaczęły się schody
Całe dnie spędza w moim domu. Naprawdę każdego dnia, do późna, często nawet czeka na mnie, aż wrócę z pracy. W weekendy? To już nie są odwiedziny, bo jest u nas właściwie od rana do wieczora.
Bywa, że Grażyna zostaje ze mną nawet wtedy, gdy Zosia idzie do szkoły! Jej argumenty brzmią tak:
Jak nikogo nie ma w domu, to ktoś musi tu posprzątać. Kurz osiada codziennie, bez kobiety w domu nie dasz sobie rady.
Kwiaty już zaczęły więdnąć, jeszcze trochę i trzeba będzie je wyrzucić.
Ostatnio po sąsiedzku kręcili się złodzieje, ale nie weszli do nas, bo byłam w domu.
Nie bój się, nie wezmę pieniędzy z domu.
Czasem łapię się na tym, że chyba sądzi, iż duch jej córki został w moim domu. Wielokrotnie słyszałem, jak rozmawia z kimś w pustym pokoju
Naprawdę zaczęło mnie to przytłaczać. Przeprowadziłem z nią poważną rozmowę, próbowałem wytłumaczyć, że narusza moją prywatność. Udawała, że rozumie. Ale
Tydzień temu miarka się przebrała. Od półtora roku spotykam się z pewną dziewczyną Martą. Zosia była u moich rodziców, więc uznaliśmy z Martą, że to dobry moment, by spędzić razem wieczór.
Kolacja, film, relaks na kanapie. Aż tu nagle słyszę stłumiony hałas i szeleszczenie na korytarzu. Odwracam się, a w drzwiach dostrzegam postać Grażyny! Bez pukania, dzwonienia, bez żadnej zapowiedzi wkroczyła do środka.
Może znowu kwiatki zwiędły?
Ale to ona, nie ja, zaczęła podnosić głos była oburzona, oskarżyła mnie o zdradę i brak szacunku dla pamięci córki.
Byłem w szoku. Zebrałem się w sobie, wyjaśniłem jej wszystko, odebrałem klucz i powiedziałem, że nie jest już mile widziana w moim domu.
Grażyna nie ma nikogo poza nami. Moi rodzice i znajomi namawiają mnie, żebym przemyślał tę decyzję. Uczciwość? Może zdecyduję się na kompromis i pozwolę, by Zosia czasem spędzała u niej czas, bo to jej babcia. Ale nasz dom pozostanie twierdzą bez Grażyny. I tyle.



