Pamiętam, jak dawno temu w małym miasteczku w okolicach Sandomierza moja siostrzenka Zuzanna Nowakowa marzyła o wózku dziecięcym. Gdy odmówiła przyjąć go jako prezent, spowodowała, że cała rodzina zwróciła się przeciwko mnie.
Dzieci rosną w mig, a ja nie zauważyłam, kiedy mój syn Piotrek już sam wytrącał się na podwórku, by spotkać się z tatą. Staraliśmy się kupić to, co najlepsze dla naszego pierworodnego, czasem poświęcając własne zachcianki.
Zdecydowaliśmy się na drogi, kompaktowy wózek, który mieścił się w bagażniku Fiata 126p. Służył nam wiernie, był używany oszczędnie, bo planowaliśmy go kiedyś odsprzedać.
Gdy Piotrek wyrośnięty wystrzelił z wózka, wystawiłem go na sprzedaż na portalu Allegro. Mój mąż radził, by obniżyć cenę o trzydzieści procent, ale zdałem sobie sprawę, że ludzie mają dziś mało pieniędzy. Postanowiłem więc sprzedawać za połowę pierwotnej wartości szybciej znajdzie się nabywca i zrobię dobrą rzecz.
Kilka godzin po zamieszczeniu ogłoszenia zadzwoniła mi miła dziewczyna, proponując spotkanie i obejrzenie wózka. Umówiłam się, a pół godziny później zadzwonił dzwonek do drzwi.
Gdy otworzyłam, zamarłam ze zdumienia: na progu stała Zuzanna, z którą nie mieliśmy kontaktu od dwóch lat, bo kiedyś pokłóciliśmy się o chłopaków. Cieszyłam się na jej widok szukałam wymówki, by odbudować naszą relację.
Przy filiżance herbaty dowiedziałam się, że ona i jej partner mają już synka i ledwo wiążą koniec z końcem.
Po szczerym rozmowie obejrzeliśmy wózek, spodobał się Zuzannie, więc zaoferowałam mu cenę niższą niż w ogłoszeniu.
Następnego dnia z radością przygotowałam przyjęcie, ugotowałam tradycyjne kopytka i postawiłam stół, przy którym cała rodzina wspominała stare dni i rozkoszowała się spotkaniem.
Gdy nadszedł moment finalizacji transakcji, Zuzanna, wyczuwając moją elastyczność, poprosiła, by podarować jej wózek na urodziny. Nie byłam gotowa wydać taką sumę i powiedziałam to otwarcie.
Zuzanna poczuła się dotknięta, nazwała mnie skąpą i wyjechała krzycząc. Potem zwróciła się do swojej rodziny, że żałuje sytuacji, a jej krewni stanęli po jej stronie, co doprowadziło do zerwania kontaktu z ich rodziną.
Z tego doświadczenia wynika dla mnie wniosek, że nie da się wszystkim zrobić przyjemności, i postanowiłam już nigdy nie prowadzić interesów z krewnymi.



