Mój teść myślał, że nadal będziemy go wspierać.

Mój mąż dorastał w szczęśliwej, pełnej miłości polskiej rodzinie z Krakowa. Jednak kiedy jego tata, pan Zbigniew, miał 57 lat, żona niestety odeszła. Nietrudno sobie wyobrazić, że dla teścia była to sytuacja nie do zazdroszczenia. Wpadliśmy więc na pomysł: sprzedamy jego mieszkanie, podzielimy się złotówkami, a Zbyszek zamieszka z nami, póki nie oswoi się ze stratą. Plan wydawał się rozsądny.

Myślałam, że u nas posiedzi pół roku machniemy, kupi sobie nowy lokal, a my wrócimy do naszych spraw. Nic z tego! Zbyszek tak się rozgoscił, że zamienił nasz dom w swoją prywatną sanatorium. Za rachunki czy zakupy ani grosza nie płacił. A ja? Prasowałam mu koszule, podawałam pierogi, sprzątałam pokój jak u ministra. Pan Zbyszek tylko zasuwał do pracy, reszta była jak wieczne wakacje.

Tak minęło jedenaście lat! A potem nasz teść zaczął nas pouczać, ustawiając domowe zasady i to z większą pasją niż nasz premier przemawia w Sejmie. W końcu doszliśmy do wniosku, że czas na zmiany. Kupiliśmy mu domek na obrzeżach miasta zdrowy chłop, do emerytury daleko, może mieszkać sam!

Zrobiliśmy wszystko, żeby miał gdzie i jak żyć. Ale pan Zbyszek zaczął nagle opowiadać bajki o bólach serca, nadciśnieniu i innych cudach. Wymyśla coraz to nowe powody, żeby zostać u nas. Ale ja już nie mam siły. Chciałabym w końcu odpocząć tylko w gronie najbliższej rodziny. Jestem zmęczona. Co robić, na miłość boską?

Rate article
Fajna Tajna
Mój teść myślał, że nadal będziemy go wspierać.