Jedyna rzecz, którą kojarzę z moim tatą, to awantury, wrzaski, dramaty rodem z polskiej telenoweli. Dorastałam w biedzie. Mama ciężko pracowała do późna, żeby starczyło na chleb i masło, a tata tylko szukał powodów do kłótni. Kiedyś poszłyśmy na targ po warzywa. Sprzedawca rzucił jakiś żart do mojej mamy, a my się śmiałyśmy. Tata patrzył na mamę z miną jak z marmuru i milczał.
A w domu? No cóż, prawdziwy teatr. Tata drze się tak, że cała kamienica na ulicy Kościelnej słyszy. Potem nawet uderzył mamę. Życie bywało jak z kiepskiej komedii, tylko że było nam do śmiechu daleko. W innym incydencie, kolega taty rzucił, niby w żartach, że wcale nie jestem do taty podobna. Że to cała mama, a od taty nie dostałam nic nawet nosa. Miałam wtedy dwanaście lat. Tata odszedł, twierdząc, że mama mnie rozpuściła.
Od tego czasu zostałyśmy prawie bez pieniędzy nawet na pierogi ledwo starczało. Tata nie płacił alimentów. Mama nie zamierzała walczyć z nim w sądzie jak w amerykańskim filmie, więc musiała radzić sobie sama. Znalazła nową pracę, a ja, ucząc się w szkole, robiłam wszystko, aby dostać się na uniwersytet. W końcu też złapałam robotę.
Później udało mi się szczęśliwie wyjść za mąż i mogłam wreszcie pomóc mamie finansowo. Ostatnio dostałam wiadomość SMS od taty. Napisał, że chce odnowić kontakt. Co teraz? Nie mam pojęcia. Niektórzy doradzają, żeby się z nim spotkać i pogadać. Ale prawda jest taka, że nie mam na to żadnej ochoty. Wciąż pamiętam ten moment, gdy tata nas zostawił. Dla mnie to ktoś obcy; nie wiążą mnie z nim przyjemne wspomnienia. Postanowiłam, że nie powiem mamie o tym SMS-ie przynajmniej jeszcze nie teraz. Naprawdę nie wiem, co robić…



