Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię, która do dziś wywołuje u mnie uśmiech i lekkie ciarki zażenowania. Wiesz, mój syn Bartek zawsze miał świetną pamięć. Już w przedszkolu znał wszystkie teksty na przedstawienia na pamięć, więc do ostatniej chwili nie było wiadomo, którą rolę ostatecznie zagra, bo jak któreś dziecko zachoruje, to on w lot przejmuje rolę, zna przecież wszystko.
Na przedszkolne jasełka, gdy Bartek miał pięć lat, przypadła mu rola… ogórka. Dowiedziałam się o tym dzień przed moją dyżurką w szpitalu. Poleciałam więc do Pepco, kupiłam zieloną koszulkę, trochę kolorowego brystolu i całą noc szyłam zielone szorty pasujące do tej koszulki. Klejąc specjalną czapeczkę z kartonu (ta w kolorze sałaty, z ogonkiem z drucika obciągniętego tkaniną) czułam się niemal jak artystka.
Na samo przedstawienie oddelegowany był tata mój mąż Tomek. Szczerze? Jakoś nie budziło to mojego wielkiego zaufania, więc jeszcze zanim wyszłam do pracy, tłumaczyłam mu, jak ubrać Bartka i jak zamocować mu tę czapeczkę.
Około południa, w środku mojej rundki po oddziale, dzwoni do mnie przedszkolanka, cała przejęta i mówi, że główny bohater imprezy zachorował i Bartek następnego dnia będzie… bolkiem! (No, tym żółtym z bajki, co to się kula po świecie.) Nerwowo pytam: “A czy bolek może być ubrany… za ogórka?” I zapadła taka cisza, że odpowiedź była jasna.
Dzwonię Tomkowi do pracy i mówię o tej awarii. On, cały uradowany (już wtedy powinnam była coś przeczuć), że nie ma żadnego problemu! Weźmie dwóch swoich kolegów chirurgów, a trzech chirurgów to przecież dream team. I oni, czyli Tomek, Wojtek i Włodek, pojadą do nas i wszystko ogarną (moją intuicję chyba wtedy wyłączyło na amen).
Biegając po szpitalu do późna, koło dziewiątej wieczorem dzwonię do domu. Słuchawkę odbiera Bartek: “Kupiliśmy białą koszulkę, tata klei żółty brystol, wujek Wojtek robi kolację, a wujek Włodek się śmieje.”
Godzinę później Bartek znowu: “Idę spać, wujek Włodek wyciął z żółtego brystolu kółko, rysuje oczy, wujek Wojtek już otworzył słoik kiszonych ogórków, tata się dusi ze śmiechu.”
Koło północy jeszcze raz dzwonię. Tomek mówi: “Wojtek i Włodek padli ze zmęczenia, już śpią. Ale jest mały szczegół. Bolek przez przypadek został przyklejony przez Wojtka na białą koszulkę bardzo krzywo. Jak Włodek odrywał dzieło życia, koszulka się porwała. Więc przyszyli bolka chirurgicznym jedwabiem do zielonej koszulki ogórka.”
Podobno wyszło cudownie, chociaż trudno mi to sobie wyobrazić. A, i jeszcze bolkowi dorobili trzydzieści zębów i teraz śmieje się na całą buzię, tylko na dwa już brakło białego brystolu.
(Mówię Tomkowi: luz, wśród trzydziestu brak dwóch nie będzie rzucał się w oczy.)
Tak więc nie miałam się czym stresować Bartek będzie miał najwspanialszy strój. Tylko kto tam chrapie? A, to wujek Włodek, co tak sumiennie wycinał kartonowe zęby, że zasnął w fotelu.
Do rana nie mogłam zmrużyć oka, miałam dziwne przeczucia. Po dyżurze urządziłam mini awanturę ordynatorowi, żeby mnie na chwilę puścił na przedstawienie.
Trochę się spóźniłam… Już z korytarza słyszę wybuchy śmiechu, ktoś chichocze i nawet popłakuje.
Otwieram delikatnie drzwi…
Przy wielkiej choince usiłuje podskakiwać bolek. WIELKA okrągła, żółta twarz na piersi mojego syna rozciąga się od brody aż po kolana. Oczy tego tworu patrzą każde w inną stronę, trzy chirurgiczne fastrygi nad nimi wyglądają jak pomarszczone czoło bolka, doświadczonego przez życie.
Szczególnie rzuca się w oczy brak dwóch zębów w rozdziawionej buzi, bo to były… górne dwójki! Przysięgam, to wyglądał nie jak młody bolek, tylko taki, co wrócił z przepustki z zakładu karnego, z bogatym życiorysem i ewidentnym problemem z alkoholem… A całość zdobiła zielona kartonowa czapka ogórka z fantazyjnym ogonkiem z drucika.
I wtedy Bartek zaczyna recytować wierszyk: “Gdzie jeszcze spotkacie kogoś takiego jak ja?…”
(Dalej miał być tekst o tym, że tylko w bajce i na przedszkolnych jasełkach, ale cała sala już płakała ze śmiechu) a pani przedszkolanka jęknęła i osunęła się na pięty.
No i powiedz, czy to nie klasyczna, nasza polska rzeczywistość?!



