Dziennik, 7 czerwca
Jestem naprawdę wdzięczna losowi, że mam przy sobie męża, którego większość Polek mogłaby mi pozazdrościć. Michał to prawie ideał opiekuńczy, pracowity, zabawny, lojalny. Imperfectio in homine, jak mawiała moja babcia, bo przecież nikt nie jest doskonały. Michał, jak się okazało po czasie, ma swoją małą wadę: jest nad wyraz otwarty i niezwykle towarzyski. Niby to dobrze, ale
Michał od zawsze potrafił się zaprzyjaźniać z kobietami. Nikomu się nie narzuca, wszystko odbywa się bardzo naturalnie. Od lat pisze z byłą koleżanką z pracy, Kingą. Kinga już dawno wyszła za mąż i przeprowadziła się z mężem do Anglii, ale jej imię nigdy całkiem nie zniknęło z naszego życia. Co jakiś czas przewija się w rozmowach, a na święta niemal zawsze dostajemy od niej śmieszne kartki.
Najbardziej denerwuje mnie to, że kiedy Michałowi przydarzy się coś nietypowego w pracy, czy przeżyje coś godnego opowiedzenia, natychmiast dzieli się tym zarówno ze mną, jak i z Kingą. Podobnie jest, gdy zastanawia się nad czymś ważnym zamiast radzić się tylko mnie, zaraz pisze też do niej. Wymieniają się przemyśleniami także na tematy, które, moim zdaniem, powinny zostać tylko między nami dwojgiem. Często czuję, jak narasta we mnie rozdrażnienie.
Nie chcę być niesprawiedliwa. Michał naprawdę jest kochającym mężem. Dzieli ze mną obowiązki domowe nie pamiętam, kiedy ostatnio kłóciliśmy się o sprzątanie czy zakupy. Zarabia też dobrze, nie muszę go prosić o drobiazgi: ostatnio na przykład bez okazji kupił mi nową chustę za 100 złotych. Spędzamy razem popołudnia chodzimy do Multikina na nowe polskie filmy, raz w miesiącu do Teatru Polskiego, jemy kolacje w ulubionej restauracji na Starym Mieście. Często rozmawiamy, śmiejemy się, planujemy wyjazdy nad Bałtyk lub w Tatry.
Mimo to nie mogę zrozumieć, dlaczego Michał potrzebuje jeszcze kontaktu z inną kobietą. W pracy otacza się koleżankami, ale to mnie nie drażni nie przeszkadzają mi nawet wspólne wyjazdy służbowe. Tylko ta Kinga Coraz częściej łapię się na tym, że zaczynam być zwyczajnie zazdrosna. Sama sobie się dziwię, bo nigdy nie uważałam się za zaborczą osobę.
Nie wiem, czy to ja przesadzam, czy Michał przekracza jakąś niewidzialną granicę. Czego mu brakuje, czego nie dostaje ode mnie? Po co wciąż odświeża tę jedną znajomość? Może po prostu martwię się na zapas? Czasem myślę, żeby powiedzieć mu wprost o swoich uczuciach, ale boję się, że wyjdę na przewrażliwioną żonę.
Tak czy siak, coś muszę z tym zrobić. Zamiast tłumić w sobie tę niepewność, może powinnam po prostu spokojnie pogadać z Michałem przy naszej ulubionej herbacie z malinami.



