Mój mąż myśli wyłącznie o sobie. Potrafi zjeść wszystko, nawet nie zostawiając nic dla naszego dziecka.
Paweł, gdzie są banany? pytam męża.
Zjadłem, bo miałem na nie ochotę.
Nie mogłeś zostawić chociaż jednego na podwieczorek dla Kacperka?
Przesadzasz. W sklepie nie brakuje bananów.
To pójdź i kup kilka.
Teraz nie mogę, mam zaraz mecz w telewizji. Jak mogę iść do sklepu?
Tak wygląda sytuacja u nas ciągle: twarożek, ciastka, jabłka Muszę chować jedzenie, bo przy takim ojcu nasz syn może chodzić głodny.
Małżeństwem jesteśmy już pięć lat. Nasz synek zaraz skończy dwa lata. Spłacamy kredyt hipoteczny w złotówkach; wiadomo, że trzeba liczyć każdy grosz. Paweł potrafi powiedzieć, że jest żywicielem rodziny, bo mamy mieszkanie dzięki niemu. W rzeczywistości sprzedał kawalerkę, żeby dać na wkład własny, ale przecież moi rodzice też nam bardzo pomogli. Moja mama uważa nawet, że Paweł to największy egoista pod słońcem. Muszę przyznać, że jest w tym trochę racji.
Szykowaliśmy ostatnio przyjęcie urodzinowe. Ja krzątam się w kuchni, gotuję dla gości, a on ciągle kręci się i podjada z talerzy. Najgorsze było, że dobrał się nawet do tortu. Zostawiłem go na balkonie, bo w lodówce zabrakło miejsca. Wnoszę tort, chcę pokroić, patrzę został tylko mały kawałek udekorowany czekoladą. Wstyd nie do opisania
To standard w naszym domu. Jasne, zarabia, ale można by to wszystko lepiej zorganizować, myśląc o innych, a nie tylko o sobie. Paweł zawsze mówi: Dokupimy, nie przejmuj się!. Tylko jak tak nie dba o mnie, to można jeszcze przełknąć, ale jak można nie liczyć się z własnym dzieckiem? Tym bardziej, że ciężko nam się dopiąć finansowo i ja potrzebuję mieć pewność, że starczy jedzenia na dłużej. Nam jedzenie z tygodnia potrafi zniknąć w dwa dni.
Czemu się tak go czepiasz? To facet, musi dobrze zjeść. Zarabia pieniądze. Ty nie narzekaj, tylko gotuj więcej broni go teściowa.
Najciekawsze, że żebym niewiadomo ile nie gotował, Paweł i tak wszystko pochłonie. Nie ma mowy, by kupować więcej, skoro musimy spłacać kredyt, kupować ubrania i rzeczy do domu.
Powiedziałem więc żonie, że jeśli jeszcze raz zobaczę coś podobnego rozwodzimy się. Podzielimy się mieszkaniem i każdy będzie żył po swojemu. Oczywiście Paweł się obraził, poskarżył się swojej mamy. Teraz teściowa nie chce ze mną rozmawiać. A ja uważam, że mam rację. Co o tym myślisz?



