Mój kolega z podwórka, 42-letni Adam, ożenił się, bo jego żona świetnie gotuje i sprząta, a reszta zupełnie go nie obchodzi – czy taki związek ma sens?

Dziennik, 24 maja

Czasem naprawdę zastanawiam się nad tym, jakie znaczenie ma miłość i partnerstwo. Dzisiaj znowu wróciły do mnie te myśli po rozmowie z Adamem moim przyjacielem z dzieciństwa. Mam wrażenie, że mimo upływu lat, wciąż szukamy w życiu czegoś podobnego, choć patrzymy na to z zupełnie innych perspektyw.

Adam i ja dorastaliśmy razem na podwórku w Krakowie. Po szkole graliśmy w piłkę, potem zbieraliśmy się z paczką i szliśmy wałęsać się po Plantach. Z dziewczynami nikt nie wiązał wielkich planów bardziej liczyło się, jak ocenimy się nawzajem, czy potrafimy błysnąć w oczach kumpli.

Później powołali mnie do wojska, a Adam się wywinął sprytem. Po służbie szybko złapałem robotę, ożeniłem się z Kasią. Dziesięć lat byliśmy razem, mieliśmy dwójkę dzieci Agatę i Pawła. A potem zobaczyliśmy, że właściwie nic już nas nie łączy. Sypały się ciągłe kłótnie, aż w końcu rozwiedliśmy się. Życie potoczyło się zwyczajnie dzieci, praca, samotność.

Minęły dwa lata i przez przypadek spotkałem Adama na przystanku tramwajowym przy Rynku. Zmienił się nie do poznania: brzuch mu urósł, włosy przyprószyła siwizna. Poszliśmy do małej kawiarni przy Floriańskiej, gdzie przy kuflu piwa zaczęliśmy nadrabiać te wszystkie lata. Okazało się, że on też już był po rozwodzie rozstał się z Martą, której jeszcze pamiętam z czasów studenckich.

Rok później związałem się z Iwoną. Prosta dziewczyna z Nowej Huty, pełna energii i pogody ducha. Wzięliśmy ślub bez wielkich przygotowań. Znowu, zupełnie przypadkiem, wpadłem na Adama. Radośnie oznajmił, że również odnalazł bratnią duszę. Aż do czasu, gdy ją poznałem Elżbieta okazała się kobietą o dość pokaźnych kształtach, z mocnym głosem i śmiechem, który rozbrzmiewał po całym mieszkaniu.

Zapytałem go szczerze co go w niej ujęło. Adam popatrzył na mnie i, śmiejąc się, odpowiedział: Elżbieta jest świetną gospodynią jej dom zawsze lśni, a rosół gotuje tak, jak moja mama. Poza tym mam wreszcie święty spokój. Delektuję się piwem, oglądam mecze, a jak zechcę skoczyć z chłopakami do baru, nikt mi nie nadaje. Dla mnie jest idealna.

Nie kryłem zdziwienia, bo dla mnie związek to coś więcej niż wygoda i obiad na stole. Doceniam oczywiście porządek i zapach świeżego chleba w domu, ale najważniejsze jest dla mnie, żeby z żoną czuć to samo żeby nasze serca biły w jednym rytmie. Pragnę mieć obok kogoś, z kim mogę szczerze pogadać, razem się śmiać i rozumieć bez słów.

Dla Adama liczy się przede wszystkim komfort i możliwość robienia tego, co lubi, dla mnie bliskość i bycie zespołem. Z Iwoną często gotujemy razem, razem też sprzątamy mieszkanie. Lubię, kiedy mamy wspólne zainteresowania w weekendy wsiadamy na rowery, jeździmy po Bulwarach Wiślanych, ścigamy się i rozmawiamy o wszystkim.

Myślę, że udany związek to jak jazda na tandemie musi się pedałować równo i w tę samą stronę. Wtedy łatwiej razem przejechać życie bez upadku.

Ciekawe, czy ktoś myśli podobnie jak ja?

Rate article
Fajna Tajna
Mój kolega z podwórka, 42-letni Adam, ożenił się, bo jego żona świetnie gotuje i sprząta, a reszta zupełnie go nie obchodzi – czy taki związek ma sens?