Halino Michałowno, znów zjadłaś moje serniki?! Alina stoi pośrodku kuchni z pustym opakowaniem.
Myślałam, że to wspólne… zaczynam się tłumaczyć.
Jakie wspólne? Kupowałam je specjalnie dla Marysi! Ma alergię na wszystko inne!
Dariusz wychodzi z pokoju, zaspany po nocnej zmianie.
Mamo, ile można? Umawialiśmy się lewa półka jest nasza!
Lewa półka. W mojej własnej lodówce są teraz ich półki i nasze. Półtora roku temu wprowadzili się tymczasowo. Dopóki nie znajdą mieszkania. Tymczasowe stało się stałym koszmarem.
Babciu Halu, gdzie mój plecak? Maciek biega po mieszkaniu.
Dziadku, widziałeś moją lalkę? Marysia ciągnie męża za rękaw.
Witold chowa się za gazetą na balkonie. Jedyne miejsce, gdzie można się schować we własnym domu.
Koniec! nagle krzyczy Alina. Nie wytrzymam już! Dariusz, albo się wyprowadzamy, albo ja z dziećmi jadę do mamy!
Gdzie się wyprowadzać? warknął syn. Wynajmować za trzy tysiące? Mamy kredyt na samochód!
To sprzedaj samochód!
Zwariowałaś? Na czym mam jeździć do pracy?
Dzieci zaczynają płakać. Staram się je uspokoić, ale Alina wyrywa Marysię z moich rąk.
Nie trzeba! Sami sobie poradzimy!
Idę do sypialni. Słyszę, jak zatrzaskują się drzwi wejściowe Dariusz wyszedł. Potem płacz dzieci, krzyki Aliny.
W moim mieszkaniu. W moim domu, gdzie z Witoldem przeżyliśmy trzydzieści lat.
Wieczorem wszyscy udają, że nic się nie stało. Jemy w milczeniu. Dzieci dźgają widelcami w talerze. Alina demonstracyjnie nie patrzy na Dariusza.
Tato, podaj sól prosi syn.
Witold w milczeniu podaje. Ostatnio w ogóle milczy. Zmęczył się cudzymi awanturami we własnym domu.
Po kolacji Dariusz zostaje w kuchni.
Mamo, przepraszam za poranek. Alina jest po prostu nerwowa.
Rozumiem.
Nie, nie rozumiesz! nagle wybucha. Nie rozumiesz, jak to jest mieszkać u rodziców w wieku trzydziestu pięciu lat! Czuć się przegranym!
Synku…
Nie trzeba! Wiem, że wam też jest ciężko. Ale nie mamy gdzie iść.
Milczę. Co tu powiedzieć?
W nocy nie śpię. Słyszę, jak za ścianą przewraca się Witold. W salonie, który oddaliśmy młodym, płacze Marysia. Alina ją kołysze.
Rano budzi mnie hałas. Na kuchni Maciek upuścił talerz.
Nic się nie stało mówię, zamiatając odłamki.
Mama będzie się złościć szepcze wnuk.
Nie powiemy mamie.
Przytula mnie. Mały, ciepły, najbliższy. Dla wnuków zniosę wszystko. Ale jak długo?
Po tygodniu Dariusz wraca z pracy dziwny. Zamyślony, ale nie ponury.
Mamo, tato, musimy porozmawiać.
Siadamy we trójkę w kuchni. Alina usypia dzieci.
Zdecydowałem. Biorę kredyt, kupujemy dom.
Co? serce mi się ściska. Jaki kredyt? Synku, to są ogromne pieniądze!
Mamo, inaczej się nie da. Wszyscy zwariujemy.
Ale dwadzieścia lat spłacać! Witold pierwszy raz od dawna zabiera głos.
Spłacę. Znalazłem opcję na sąsiedniej ulicy. Mały, ale nasz.
Na sąsiedniej? dopytuję.
Tak. Żebyście mogli widywać się z wnukami. I my gdyby potrzebna była pomoc.
Patrzę na syna. Kiedy on zdążył urosnąć? Z chłopca, który nie mógł znaleźć skarpetek, stał się mężczyzną.
Alina wie?
Jeszcze nie. Najpierw chciałem z wami porozmawiać.
Witold wstaje, klepie syna po ramieniu.
Dobrze zdecydowałeś. Mężczyzna musi mieć swój dom.
Dariusz wypuszcza powietrze. Pewnie bał się naszej reakcji.
Wieczorem rozmawia z Aliną. Słyszę, jak płacze czy z radości, czy ze strachu.
Formalności kredytowe, poszukiwania, nerwy wszystko jak we mgle. Alina miota się między ekscytacją a paniką.
Halino Michałowno, a co jeśli nie damy rady? Nagle Dariusza zwolnią?
Dacie radę. Jesteście młodzi, silni.
Ale dwadzieścia lat!
Ale swoje.
Dzień przeprowadzki. Pracownicy wynoszą meble. Dzieci biegają między domami nasz jest na sąsiedniej ulicy, pięć minut spacerem.
Babciu Halu, mam teraz własny pokój! Marysia ciągnie mnie, żebym zobaczyła.
Mały pokoik pod dachem. Ale własny.
Piękne! Jak urządzicie będzie pałac!
Wieczorem siedzimy u nich na nowym miejscu. Ciasno dom jest mały. Ale atmosfera inna. Alina się śmieje, Dariusz żartuje. Dzieci pokazują swoje królestwo.
Mamo, wybacz nam nagle mówi syn. Za te półtora roku.
Co ty! Jesteśmy rodziną!
Właśnie. Ale rodzina powinna żyć osobno.
Witold wznosi toast.
Za nowy dom! I za to, żebyśmy odwiedzali się w gościnie!
Czekamy zawsze. Alina przytula mnie.
Dziękuję, że nas znosiłaś.
Daj spokój!
Ale ma rację. Znosiliśmy. I dotrwaliśmy.
Pierwsza noc w pustym mieszkaniu. Cicho. Nienaturalnie cicho.
Witek, słyszysz, Witek!
Co?
Tak cicho!
Śmieje się.
Wreszcie!
Rano budzę się nikt nie hałasuje w kuchni. Mogę spokojnie napić się kawy, przejrzeć wiadomości.
Dzwonek do drzwi.
Babciu Halu, możemy do was? Maciek z plecakiem.
Oczywiście! A mama wie?
Powiedziała idź do babci odrabiać lekcje, tam spokojniej!
Oto i to. Teraz wnuki przychodzą w gościnę, a nie mieszkają nam na głowach.
Siadamy do stołu. Pomagam z matematyką. Po godzinie wpada Marysia.
Babciu Halu, mama robi naleśniki! Woła was z dziadkiem!
Idziemy do nich. Alina przy kuchni się uśmiecha.
Postanowiłam was poczęstować! Pierwsze naleśniki w nowym domu!
Siedzimy razem przy ich małym stole. Ciasno, ale przytulnie. I najważniejsze wiemy, że potem rozejdziemy się do swoich domów.
Halino Michałowno, czy moglibyście wziąć dzieci na weekend? pyta Alina. Chcemy z Dariuszem pojechać do



