Mój brat przez długie lata mieszkał ze swoją pierwszą żoną. Była ona bardzo pazerną i kłótliwą osobą, a do jego rodziców odnosiła się z wyjątkową niechęcią. On znosił jej zachowanie przez całe lata, ale w końcu czara goryczy się przelała i doszło do rozwodu. Wkrótce potem ponownie się ożenił. Jego druga żona miała już córkę z poprzedniego związku. Sam brat w żadnym z małżeństw nie doczekał się dzieci. Niestety, po kilku latach żona zmarła. Przybrana córka wyszła za mąż i wyjechała z domu. W tym pustym mieszkanie brat postanowił przeprowadzić remont. Kiedy przesuwał stare regały, pod stosami książek i papierów natknął się na całą stertę listów.
Pisma pisane dziecięcą ręką, w których jakaś dziewczynka zwracała się do taty pisała, jak bardzo go kocha, jak bardzo na niego czeka, jak bardzo jest jej smutno bez odpowiedzi. Opowiadała o swoim życiu, szkole, dziecięcych troskach i radościach. Gdy brat zauważył adres nadawcy, coś w nim pękło. Przypomniał sobie, że wiele lat temu odbywał służbę wojskową w małym miasteczku tam przeżył krótką, burzliwą miłość. Okazało się, że w tamtym czasie kobieta zaszła z nim w ciążę, o czym nigdy się nie dowiedział. Pierwsza żona przechwytywała wszystkie listy, nic mu nie mówiąc, listy ukrywała przez lata. Ogarnęła go wściekłość i rozżalenie. Zadzwonił do byłej żony, by dowiedzieć się prawdy. W końcu potwierdziła faktycznie, to była jego córka.
Chwała Bogu za czasy internetu przybrana córka pomogła mu odnaleźć ślady tej dziewczynki, przez Facebooka i portale społecznościowe. Zaledwie kilka dni później do brata zadzwoniła córka, z własnej krwi. Stracił mowę, nie wiedział, co powiedzieć, jak się tłumaczyć, dlaczego milczał przez wszystkie te lata. Dowiedział się wtedy, że jej mama już od dawna nie żyje. Córka, roztrzęsiona i płacząca, powiedziała, że jest już mężatką, a on ma wnuczkę. Umówili się na spotkanie. Brat płakał z radości za chwilę miał zobaczyć własną córkę. W sercu miał wielką nadzieję, że wybaczy i zrozumie, bo nie było w nim winy po prostu nie wiedział i nigdy by jej nie zostawił, gdyby znał całą prawdę.
W tym śnie kolory były przytłumione, a ulice Warszawy wydłużały się nieskończenie, drzewa rosły wprost do nieba. Gdzieś na przystanku tramwajowym w deszczu czekała dziewczyna o imieniu Jagoda, z listami w ręku, a wszystkie zegary na Dworcu Centralnym chodziły w przeciwną stronę. Zamiast pieniędzy w portfelu brata było kilka sztuk złotówek z wyciętymi dziurami, jakby każda chowała jakąś tajemnicę. I kiedy wreszcie uściskali się na schodach kamienicy, poczuli, że przez tyle lat ich serca tęskniły do siebie, choć dzielił ich cały dziwaczny świat snu i zawiłej, polskiej codzienności.



