Nasza rodzina składała się z moich rodziców, mojego młodszego brata, Pawła, i mnie. Kiedy Paweł wyjechał do Warszawy, postanowiłem zostać z rodzicami. Z czasem założyłem własną rodzinę, Paweł też się ożenił i został dumnym ojcem dwóch córek. Mimo że mieszkał daleko, od czasu do czasu przyjeżdżał do domu rodzinnego w odwiedziny, a gdy jego starsza córka, Jagoda, dorosła, zaczęła wpadać do nas sama. Zawsze niecierpliwie wyczekiwałem tych spotkań i starałem się, by Jagoda czuła się u nas jak najlepiej.
Podczas jednej z jej wizyt długo rozmawialiśmy i podzieliłem się z nią swoimi obawami dotyczącymi ciężaru finansowego spoczywającego na naszych rodzicach. Uznałem, że skoro Jagoda jest moją siostrzenicą, mogę szczerze z nią porozmawiać. Rozmawialiśmy do późna w nocy, a następnego ranka Jagoda zaskoczyła mnie zamiast jakiegoś drobiazgu, wręczyła mi pewną sumę pieniędzy, nalegając, by przyjąć jej pomoc. Na początku odmówiłem, ale Jagoda była uparta i w końcu z wdzięcznością przyjąłem jej serdeczny gest.
Po jej wyjeździe zadzwonił do mnie Paweł, pytając zirytowany, co sobie myślałem, kiedy przyjąłem pieniądze od jego córki. Tłumaczyłem, że niczego od niej nie żądałem, a to była tylko jej inicjatywa, ale moje argumenty do niego nie trafiały. Zarzucił mi, że wykorzystałem dobroć Jagody i był rozczarowany, że nie zgłosiłem się po pieniądze bezpośrednio do niego.
Chcąc pokazać, że nie miałem złych intencji, przelałem mu na konto dwa razy tyle, ile otrzymałem od Jagody jako wyraz dobrej woli. To jednak była nasza ostatnia rozmowa. Próbowałem postawić się w jego sytuacji, zastanawiałem się, jak postąpiłbym na jego miejscu, ale wygląda na to, że Paweł zupełnie się odsunął. Od tej pory czuję tylko mieszankę żalu i dystansu do własnego brata.



