Mój brat wyjechał na urlop i poprosił mnie, żebym zajęła się naszą mamą. Nie spodziewałam się, że przyjdzie mi za to zapłacić tak wysoką cenę

Było późne popołudnie, gdy odebrałam telefon od mojego brata, Marka. Jego głos brzmiał nieco zniecierpliwiony, ale i pełen troski. Oznajmił mi, że wraz z żoną i córką wyjeżdżają na tydzień do Zakopanego i nie chcą zostawiać naszej mamy samej w Warszawie. Poprosił, bym zabrała mamę do siebie. Bez wahania się zgodziłam Marek wraz z rodziną opiekowali się mamą od lat, to była moja kolej. Wiedziałam, że z mamą, Zofią, nie zawsze bywa łatwo. Potrafiła robić burzę z błahostki.
W mojej kawalerce na Pradze było tylko jedno, nieduże łóżko. Jednak bez słowa sprzeciwu postanowiłam ustąpić mamie i położyć się na podłodze, tak by było jej wygodniej. Przez chwilę wszystko wydawało się być na właściwym miejscu. Ale gdy zbliżała się pora snu, mama zaczęła narzekać:
Aniu, coś mnie uwiera w plecy. Nie mogę tak spać powiedziała z wyraźnym rozdrażnieniem.
Byłam zaskoczona, bo łóżko kupiłam ledwie miesiąc temu; nie powinno być żadnych problemów. Przyniosłam jej więc dodatkową pierzynę, polską, ciężką i ciepłą. Sądziłam, że w końcu mama zaśnie spokojnie. Niestety. Zofia wierciła się, marudziła, a noc dłużyła się niemiłosiernie.
O świcie, zmęczona i niewyspana, przygotowałam kawę w szklance ze spodkiem, jak zawsze. Gdy pakowałam rzeczy do pracy, mama zatrzymała mnie w drzwiach pytaniem:
A dokąd ty idziesz? Kto mi zrobi zastrzyk?
Osłupiałam. O żadnych zastrzykach nie było wcześniej mowy. Szybko zadzwoniłam do Marka, a on roześmiał się i powiedział, że mama od lat sama sobie radzi w takich sprawach. Uspokoiłam się i wyszłam do pracy, i tak już byłam spóźniona o dobre półtorej godziny.
Wieczorem wróciłam wykończona. W przedpokoju czuć było zapach smażonych pierogów. Mama leżała na łóżku, blada, ledwo oddychała. Z trudem pomogłam jej usiąść. Okazało się, że zjadła w ciągu dnia to, czego lekarz jej kategorycznie zabronił: ogórki kiszone, ser smażony, nawet kawałek makowca.
Nie interesujesz się mną, dlatego czuję się źle, Aniu. Chcesz mnie zajechać, żebym umarła, tak? rzuciła oskarżycielskim tonem.
Z trudem powstrzymałam łzy i odpowiedziałam:
Mamo, nie mogę rzucić pracy, żeby cały dzień przy tobie siedzieć.
Wiem, że Zofia nadal jest w stanie zadbać o siebie. Kilka lat temu Marek sprzedał jej mieszkanie na Ochocie, dokupił przestronne trzy pokoje dla swojej rodziny i zabrał ją do siebie. A mimo to te kilka dni z mamą dały mi popalić. Jej kaprysy i zachowanie dorównują dziecku, ale nie przynoszą tej radości, co dziecięce ekscesy. Po prostu jest nieznośna.

Rate article
Fajna Tajna
Mój brat wyjechał na urlop i poprosił mnie, żebym zajęła się naszą mamą. Nie spodziewałam się, że przyjdzie mi za to zapłacić tak wysoką cenę