Mój brat, Paweł, po skończeniu studiów wyjechał do pracy do Wrocławia. Miał tam spędzić tylko rok, odłożyć trochę pieniędzy i wrócić do rodzinnego Krakowa, żeby kupić własne mieszkanie. Jednak życie napisało inny scenariusz. Paweł poznał tam dziewczynę Milenę i postanowili wziąć ślub. Brat postanowił zostać na Dolnym Śląsku. My nie mieliśmy okazji poznać wcześniej jego wybranki. Akurat w czasie ich wesela byłem już prawie przy narodzinach mojego drugiego dziecka, w dziewiątym miesiącu ciąży mojej żony, więc wspólnie uznaliśmy, że nie będziemy jechać na uroczystość. Tata nie mógł wziąć wolnego w pracy, więc na ślub pojechała tylko mama. Mama nie nawiązała z synową żadnych bliższych relacji, po prostu wymieniły kilka słów. Nowożeńcy pojechali w podróż poślubną, a mama po kilku dniach wróciła do domu. Powiedziała tylko, że Milena jest bardzo ładna, zawsze uśmiechnięta i sprawia miłe wrażenie. Lata mijały, a my z żoną nadal nie poznaliśmy osobiście bratowej.
Aż w tym roku brat przekazał nam dobrą wiadomość. Zaplanował dłuższą trasę wakacyjną. Miał najpierw przyjechać z Mileną do nas do Krakowa, potem razem pojechać na wesele kolegi Pawła, później wpaść na zjazd absolwentów, spotkać się z rodzicami nad Bałtykiem i dopiero wtedy wrócić do Wrocławia. U nas zapowiadali się na dwa dni. Nie widziałem w tym żadnego problemu. Nasze mieszkanie jest niewielkie, ale mieliśmy do dyspozycji letniskowy domek moich teściów w okolicach Wieliczki. Teściowa pozwoliła nam ich tam przenocować. Domek dawno nie był remontowany, ale panowały tam całkiem przyzwoite warunki do spania i odpoczynku. Akurat miałem dobry humor i z niecierpliwością czekałem na przyjazd rodziny.
Kiedy Paweł i Milena przyjechali, od razu zaczęły się pierwsze zgrzyty. Przedstawił nas sobie, a Milena niemal od razu zaczęła narzekać było jej za gorąco w pociągu, za głośno, niewygodnie, ciągle coś nie tak. Pojechaliśmy do domku letniskowego. Chciałem im pokazać wszystko po kolei. Milena spojrzała na łazienkę i prysznic z miną, jakby ktoś jej zrobił ogromną przykrość. Zabrała Pawła na bok, coś mu długo szepnęła, a potem brat poprosił mojego żonę, żeby zawiozła ich do centrum. Milena oznajmiła, że z tego prysznica nie skorzysta. Pojechali więc do nas do mieszkania, gdzie wzięła prysznic, zrobiła makijaż i wróciła do domku.
Potem pojawił się kolejny problem nic nie chciała jeść z tego, co przygotowaliśmy. Staraliśmy się jak najlepiej, były swojskie potrawy, ale Milena kręciła nosem bo gluten, bo tłuste, bo chyba coś tam jeszcze. Ostatecznie zjadła same warzywa i nawet na to patrzyła z podejrzliwością. W pokoju przeznaczonym dla nich spać nie chciała, więc znów wróciliśmy do miasta i tam przenocowali. Następnego dnia, kiedy wybraliśmy się razem na spacer po krakowskim Starym Mieście, kaprysiła bardziej niż mój trzyletni syn było jej za ciepło, potem bolała ją noga, potem mówiła, że się nudzi.
Szczerze mówiąc, z ulgą ich żegnaliśmy. Do dziś się zastanawiam, jak mój brat wytrzymał z nią tyle lat. A nam wystarczyły tylko dwa dni, żebyśmy mieli jej serdecznie dość.


