Mój brat nie zgadza się na umieszczenie mamy w domu spokojnej starości, ale sam nie chce jej zabrać …

8 czerwca 2024, Warszawa

Od trzech miesięcy kłócę się z Damianem o naszą mamę. Każdego dnia noszę w sobie złość, żal, bezsilność. Po udarze mama nie wróciła już do pełnego zdrowia. Często się zapomina, potrafi wyjść z mieszkania i nie wiedzieć, gdzie jest. Musi być pod stałą opieką. Wszystko spadło na mnie. Czuję się tak, jakbym znów miała małe dziecko pod opieką, ale teraz chodzi o własną mamę.

Mam przecież własną rodzinę, dom, dwójkę dzieci. Pracuję jako korepetytorka z języka angielskiego elastycznie, ale to też wymaga czasu i energii. Czuję się wypalona. Zaproponowałam Damianowi, żebyśmy oddali mamę do domu spokojnej starości, bo tam zapewnią jej opiekę, ale Damian od razu wybuchł. Usłyszałam, że jestem bezduszna, że nie można nikogo z rodziny oddawać w obce ręce. Sam jednak nie chce zabrać mamy do siebie do mieszkania na Ursynowie, bo nie ma warunków.

Kiedyś byliśmy naprawdę zgodną rodziną mama, tata, Damian i ja. Mama urodziła nas późno, ja mam teraz 36 lat, mój brat 35, a mama 72. Do śmierci taty wszystko jakoś się układało. Potem Damian wyjechał do Wrocławia na studia, zakochał się w Kindze i został tam na stałe. Ja zostałam w Warszawie, tu się pobrałam, wynajęliśmy mieszkanie na Żoliborzu. Było dobrze, mieliśmy plany na przyszłość nowe mieszkanie, dzieci, spokojne życie.

Dwa lata temu umarł tata. Mama zamknęła się w sobie, popadła w smutek. Potem był ten straszny wylew pół roku temu. Przez pierwsze tygodnie czułam się kompletnie bezradna; nie mówiła wyraźnie, zapominała, nie panowała nad ruchami. Pediatra i neurolog mówili, że konsekwencje udaru są nieodwracalne. Przeprowadziliśmy się z mężem do mamy na Pradze żeby być bliżej i jej pilnować. Zrezygnowałam z pracy w szkole i przeszłam na zlecenia, żeby móc być z mamą.

Ale to nie jest proste. Niby mama zaczęła lepiej się poruszać, ale psychicznie coraz gorzej. Błąka się po osiedlu, raz przez godzinę szukałam jej ze strażnikami miejskimi. Często powtarza, że tata czeka na nią pod domem, płacze i wybiega na klatkę schodową. Praktycznie nie śpię. Żyję w ciągłym stresie. Praca mi nie idzie, nie mogę się skoncentrować. To wszystko jest ponad moje siły.

Mąż mówi, że dom opieki to najlepsze rozwiązanie. Stary znajomy polecił nam miejsce w Konstancinie koszt to ponad 5500 zł miesięcznie. Mąż tłumaczy: Damian też powinien się dołożyć, przecież to sprawiedliwe. Próbowałam rozmawiać z bratem. Sam w sumie dobrze zarabia, Kinga prowadzi własny biznes. Ale Damian tylko krzyczał: Jak możesz pozbyć się własnej matki? Przecież ona nas wychowała z poświęceniem! Jeśli ci ciężko, sama zamieszkaj z nia!

Odpowiedziałam: Jeśli nie odpowiada ci dom opieki, zabierz mamę do siebie, pokaż jak się troszczysz. Przecież Kinga się nie zgodzi! bronił się. Ja mam się zgadzać, a jego żona nie? W końcu on mieszka z żoną, ale nie może się poświęcić. Ja i mój mąż mamy dzieci, własne sprawy a teraz jeszcze całodobowa opieka nad mamą.

Powoli czuję się jak cień samej siebie. Mam dość wyrzutów sumienia, wmawiania sobie, że jestem złą córką. Damian tylko wykręca się, przerzuca winę. Tymczasem ja czuję, że niedługo nie wytrzymam psychicznie, fizycznie. Mój mąż przekonuje mnie, że dom opieki to nie tragedia, że będzie jej tam dobrze.

Postanowiłam ostatni raz dać Damianowi czas tydzień. Jeśli nie podejmie żadnej decyzji i nie przyjedzie, nie będę czekać. Zrobię to po swojemu. Umieszczę mamę w domu opieki. Może Damian dalej będzie się tłumaczył przed znajomymi, ale ja już nie mam siły słuchać jego wymówek. Może ktoś powie, że jestem niewdzięczna, ale tylko ja wiem, czym jest całodobowa opieka nad chorą osobą. Tyle dziś myśli w głowie. Nie wiem nawet, czy będę umiała dziś zasnąć.

Rate article
Fajna Tajna
Mój brat nie zgadza się na umieszczenie mamy w domu spokojnej starości, ale sam nie chce jej zabrać …