Mój brat nie chce oddać naszej mamy do domu opieki, ale też nie zamierza zabrać jej do siebie – bo twierdzi, że nie ma miejsca!

Od trzech miesięcy mój brat nie daje mi spokoju w sprawie mamy. Odkąd przeszła udar, nie jest już tą samą osobą. Zdarza się, że jest zupełnie nieświadoma wszystkiego dookoła, a teraz nie może już zostawać sama. Potrzebuje stałej opieki. Czuję się trochę, jakbym musiał opiekować się małym dzieckiem. Mam pracę, dom, rodzinę. Jak mam temu sprostać?

Zaprosiłem brata, żebyśmy przenieśli mamę do domu opieki, ale on tylko zarzucał mi, że jestem nieludzki. A sam nawet nie proponuje, że ją weźmie do siebie przecież mieszka z żoną w jej mieszkaniu.

Kiedyś byliśmy zżytą rodziną. Mama, tata, brat i ja. Klasyczna czwórka po polsku. Brat tylko rok młodszy ode mnie ja teraz mam 36 lat, on 35. Mama ma już 72. Rodzice mieli nas, gdy byli dojrzałymi ludźmi. Wszystko było dobrze, póki tata żył. Potem brat poszedł na studia do Poznania, tam już został i się ożenił. Ja wróciłem do rodzinnego Wrocławia i tu się ustatkowałem. Najpierw mieszkałem u rodziców, ale jak tylko ożeniłem się z Martyną, wynajęliśmy z nią własne mieszkanie. Marzyliśmy, że potem kupimy własne M i założymy rodzinę. Mieliśmy plany.

Dwa lata temu tata nagle umarł. Mama bardzo to przeżyła, stęskniła się, zamknęła w sobie, postarzała się w oczach. Zaczęła chorować, a sześć miesięcy temu przeszła udar. W pewnym momencie prawie odpuściliśmy, dawaliśmy jej małe szanse na powrót do zdrowia. To lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego trzymali ją po tej stronie. Początkowo mama nie mówiła prawie wcale, nie mogła ruszać rękami ani nogami. Potem trochę się poprawiło, choć psychika została mocno naruszona.

Lekarze od początku uprzedzali, że skutki mogą być nieodwracalne. A ja musiałem wziąć opiekę nad mamą na siebie. Razem z Martyną przeprowadziliśmy się do maminych czterech kątów. Zmieniłem pracę na zdalną, żeby być dostępny przez cały dzień. Zostawienie jej samej nie wchodziło w grę. Nawet gdy wróciła sprawność fizyczna, nie zrobiło się wcale łatwiej.

Była zagubiona, czasem majaczyła, miała ataki płaczu, a kilka razy próbowała wyjść z domu, bo wydawało jej się, że gdzieś czeka na nią tata. Mieliśmy koszmar. Spałem nerwowo, ciągle na czujce, żeby nie uciekła. Praca szła jak po grudzie nie mogłem skupiać się na niczym przez dłużej. Martyna zaproponowała dom opieki.

To kosztuje krocie, bez dwóch zdań, ale jeśli dobrze się zepnę finansowo, damy radę. Brat by się zrzucił, to byłoby sprawiedliwe.

Nie mogłem się zdecydować, ale nie było innego wyjścia. Ile można żyć na takiej granicy wytrzymałości? W domu opieki mama miałaby całą dobę fachową opiekę, lekarzy, również rehabilitację. Pojechałem do jednego i wszystko rozpytałem. Cena porażała ponad 5 tysięcy zł miesięcznie. Ale co miałem zrobić?

Zadzwoniłem do brata, z nadzieją, że podejdzie do tego rozsądnie. Opisałem mu całą sytuację. Usłyszałem awanturę.

Zwariowałeś? Wysyłas własną matkę do domu starców, między obcych? Skąd wiesz, jak ją tam potraktują? Masz serce z kamienia! krzyczał do słuchawki. Może po prostu chcesz się jej pozbyć z mieszkania?

Próbowałem tłumaczyć, ale nie chciał słuchać. Potem jeszcze wielokrotnie do tego wracał, a ja miałem coraz mniej sił. Rozmawialiśmy o tym jeszcze nie raz. Ale brat nie zmienił zdania.

Ja nie zrobię tego własnej matce. Przecież wychowała nas, dawała radę z nami, choć było ciężko. To nie dom dziecka!

Mam wrażenie, że tylko ja mam obowiązek się wszystkim zająć. Powiedziałem mu, że jeśli nie akceptuje mojego pomysłu, może sam zabrać mamę do siebie i pokazać, jakim jest opiekunem.

Przecież wiesz, że mieszkam z żoną u teściów. Jak mam ją na to namówić? odpowiedział. Czyli mój teść może opiekować się teściową, ale twoja żona nie musi? Skoro mieszkasz z mamą, to ty się nią zajmij.

Wkurzyłem się. Powiedziałem mu, że mogę wyprowadzić się nawet dziś, to niech on się przeprowadzi z żoną do mamy, skoro taki sprawiedliwy. Brat zaniemówił, zaczął się tłumaczyć, że praca nie pozwala, nie ma czasu na takie zobowiązania. A ja przecież robię to tylko dlatego, że chcę się pozbyć odpowiedzialności.

Moje życie zamieniło się w koszmar. Z jednej strony wiem, że dom opieki to jedyne wyjście wszystkim będzie łatwiej. Z drugiej czuję wyrzuty sumienia, czy nie okażę się niewdzięcznym synem. Martyna wspiera mnie, jest za domem opieki, bo mama będzie miała tam wszystko, czego potrzebuje, a my swoje życie. Nie jej.

Postanowiłem dać sobie jeszcze tydzień. Jeśli brat nie ruszy palcem, muszę działać po swojemu. Oddam mamę do domu opieki. Bo każdy umie doradzać, ale tylko ja wiem, ile kosztuje opieka nad chorą osobą. Czas najwyższy, żeby brat wmówił coś we własnym sumieniu, a ja przynajmniej przestaję się oszukiwać. Moja lekcja czasem trzeba wybrać mniejsze zło, by nie zatracić samego siebie.

Rate article
Fajna Tajna
Mój brat nie chce oddać naszej mamy do domu opieki, ale też nie zamierza zabrać jej do siebie – bo twierdzi, że nie ma miejsca!