Dziennik, 14 maja
Od trzech miesięcy nieustannie kłócę się z moim bratem, Michałem, o naszą mamę. Po udarze nie jest już w pełni sprawna zapomina o podstawowych rzeczach, nie można jej zostawić samej nawet na chwilę. Wymaga stałej opieki. Wszystko spadło na mnie, jakbym znów opiekował się dzieckiem. Mam pracę, dom, żonę Magdę, dwójkę dzieci Weronikę i Franka. Jak miałbym się rozdwoić? Zaproponowałem, że oddam mamę do domu opieki, ale Michał natychmiast się wściekł, zarzucił mi brak serca i wytyka, że jestem okrutny. A sam nawet nie chce zabrać jej do siebie. Przecież mieszka z żoną Karoliną w jej dwupokojowym mieszkaniu w Katowicach i twierdzi, że nie ma miejsca.
Dawniej byliśmy bliską, czteroosobową rodziną. Ja i Michał niewielka różnica wieku, tylko rok. Rodzice mieli nas późno, tata pracował w kopalni, mama była nauczycielką w szkole podstawowej. Mam 36 lat, Michał 35. Mama niedawno skończyła 72 lata. Odkąd tata zmarł dwa lata temu, mama bardzo się zmieniła. Najpierw była smutna i przygaszona, potem pojawiły się choroby. Pół roku temu przydarzył jej się udar lekarze dawali niewielkie szanse na powrót do pełnej sprawności. Przez pierwsze tygodnie ledwo mówiła, nie mogła chodzić, potem się poprawiło, ale psychicznie już nie wróciła do dawnego stanu.
Od czasu choroby, wszystko zostało na mojej głowie. Z Magdą zdecydowaliśmy się przeprowadzić do mamy, by jej pomagać i być na miejscu. Pracuję teraz zdalnie, sam sobie układam godziny, żeby jakoś pogodzić wszystko. Sama opieka nad mamą to ciężka sprawa często bełkocze, gubi się nawet w mieszkaniu, czasami wychodzi z domu, twierdząc, że mąż na nią czeka. Często płacze, a ja i Magda musimy jej szukać po okolicach, czasem nawet po nocach. Z pracy niewiele wychodzi, nie mogę się skupić, nie śpię dobrze, bo boję się, że znowu gdzieś wyjdzie i zrobi sobie krzywdę.
Magda zaczęła nalegać, żebyśmy oddali mamę do profesjonalnego domu spokojnej starości. Poszedłem tam, zobaczyłem wszystko ładne warunki, opieka medyczna przez całą dobę, prywatny pokój, możliwość odwiedzin. Koszt jest ogromny 5000 zł miesięcznie ale stwierdziłem, że nie mam wyjścia. Michał mógłby się dorzucić, przecież to nasza wspólna sprawa.
Długo się wahałem, ale coraz mocniej czułem, że nie dam rady dłużej ciągnąć tego wszystkiego sam. Zadzwoniłem do Michała, opowiedziałem mu o sytuacji, myślałem, że zrozumie. Niestety, zamiast tego dostałem porcję moralizowania: Błażej, czyś ty rozum postradał? Jak możesz oddać naszą własną mamę do domu opieki? Tam są dla niej wszyscy obcy! Czy ty nie masz serca? Po prostu chcesz ją wygnać z domu?. Próbowałem tłumaczyć, ale nawet nie chciał słuchać.
Opiekowałem się więc mamą dalej. Aż w końcu zupełnie straciłem siły. Porozmawiałem z Michałem jeszcze raz, żeby zrozumiał, jak to wygląda na co dzień ale on ciągle twierdzi, że nie wyobraża sobie oddać mamy w ręce obcych. Przypomina mi, że mama wychowała nas, nigdy nie oddała nas do domu dziecka, tylko wszystko robiła dla nas więc my też powinniśmy dla niej coś zrobić. Tylko nie rozumiem, dlaczego cały ciężar musi być tylko na mnie? Jeśli Michał nie zgadza się na mój plan, może sam zabierze ją do siebie, do Katowic.
Odpowiedź Michała zawsze taka sama: Przecież mieszkam z Karoliną w jej mieszkaniu, ona nie zgodzi się na opiekę nad teściową! Na co ja odpowiadam: A Magda może zajmować się teściową, a Karolina nie? Przecież obie mamy swoje życie, a mama to nasza wspólna odpowiedzialność. Michał tylko kręci głową, mówi, że nie ma warunków, że nie może się rozpraszać, bo dużo pracuje.
Od dłuższego czasu moje życie przypomina koszmar. Z jednej strony wiem, że dom opieki pozwoli mamie na profesjonalną pomoc, a mi i Magdzie wróci spokój i normalność. Z drugiej boję się, że będę postrzegany jako zły, niewdzięczny syn. Magda mocno mnie wspiera, powtarza, że to najlepsze rozwiązanie i musimy w końcu zadbać także o nasze dzieci i siebie.
Dałem sobie tydzień. Jeśli Michał przez ten czas nie zaoferuje żadnej pomocy, podejmę decyzję sam. Wiem jedno każdy ma dobre rady, ale tylko ten, kto żyje na co dzień z opieką nad chorym, wie, co to naprawdę znaczy. Michał niech dalej tłumaczy się przed znajomymi, bo ja już mam dość jego wymówek.
Dziś, po tej burzy myśli i kłótni, rozumiem coś ważnego trzeba umieć postawić granicę i pomyśleć także o sobie i najbliższych. Opieka nad rodzicem to olbrzymia odpowiedzialność, ale nie można zapominać o własnym życiu. Czasem, by pomóc bliskim, trzeba podjąć trudne decyzje nawet jeśli boli.



