Mój Anioł
Kinga uparcie odrzucała połączenie, a Kacper dzwonił raz za razem.
— Kinga, odbierz. Ile można? — Do pokoju zajrzała Bogna. — Albo wyłącz telefon, jeśli nie chcesz rozmawiać. — Zatrzasnęła drzwi z impetem.
Kinga wyłączyła telefon i cisnęła go na drugi koniec kanapy. Zrobiłaby to dawno temu, ale czekała na telefon od Adama. Obiecał zadzwonić, a tu mijał już drugi dzień, a on milczał. Za to z Kacprem nie miała ochoty już gadać, tym bardziej go widzieć. Dla niego wyszła ze swojej skorupy, w której schowała się po śmierci rodziców. A on tak cynicznie ją zdradził…
***
Na ulicy był silny ślizg. Rodzice wracali od babci. Nagle z bocznej uliczki wyjechał terenowy samochód. Pijany kierowca nie poradził sobie na oblodzonej drodze, auto wpadło w poślizg i uderzyło prosto w samochód rodziców. Mama zginęła na miejscu, a tata zmarł w szpitalu.
Minął dokładnie rok. Wcześniej Kinga uwielbiała Nowy Rok, czekała na niego z niecierpliwością. Teraz myślała o nim z drżeniem. Stał się symbolem śmierci rodziców, przypominał o stracie i nieustającym bólu.
Nie pamiętała, jak udało jej się skończyć pierwszy rok studiów, jak w ogóle przetrwała stratę mamy i taty. Zamieszkała z nią ciotka Bogna, siostra ojca. Rozwiodła się z mężem, bo nie mogła mieć dzieci — w liceum zrobiła nieudaną aborcję.
— Mów do mnie po imieniu. Bo czuję się jak jakaś stara ciotka — powiedziała od razu Kingi.
Ale Bogna nie zastąpiła rodziców. I nie zostały przyjaciółkami. Bogna szukała szczęścia, chciała ułożyć sobie życie, umawiała się z mężczyznami.
Kinga nie zamierzała świętować Nowego Roku. Po prostu położy się spać i tyle. Ale Kacper przekonał ją, by poszła na urodziny jego kolegi dwa dni przed sylwestrem.
— Mam dziewczynę, a nigdzie z nią nie chodzę. Co ja tam będę robił sam? Wszyscy przyjdą w parach. To nie sylwester, tylko urodziny. No chodź, proszę. Trzeba wracać do życia. Twojej mamie też by się nie podobało, że siedzisz w domu — namawiał.
Ostatni argument złamał opór Kingi i zgodziła się. Założyła tę sukienkę, którą kupiły z mamą specjalnie na zeszłoroczny Nowy Rok, ale nie zdążyła jej wtedy założyć.
— Będziesz najpiękniejsza — powiedziała wtedy mama.
Sukienka naprawdę jej pasowała.
Bogna obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.
— Dopóki mieszkamy razem, nikt się mną nie zainteresuje. Kto na mnie spojrzy, jak obok taka młoda piękność? — Westchnęła. — Ale czy to nie za bardzo odkryte? Czekaj. — Bogna wyszła i wróciła z cienkim szalem. Był odcieniem ciemniejszy niż sukienka, idealnie ją dopełniał.
„Mamie by się spodobało” — pomyślała Kinga.
— Tak lepiej — powiedziała z satysfakcją Bogna. — Możesz narzucić na ramiona, jeśli zrobi się chłodno.
Z Kacprem jechali długo taksówką. Gdy weszli do mieszkania, impreza już się rozkręcała. Solenizant gwizdnął na widok Kingi.
— Teraz rozumiem, czemu tak długo ukrywałeś przed nami swoją dziewczynę. Nie patrz, że kolega, ale ją sobie odbiję — zażartował i pogroził Kacprowi palcem.
Poza Kacprem Kinga nikogo tam nie znała. Dopóki był przy niej, czuła się spokojnie. Ale potem zaczęli tańczyć. Zaprosił ją jakiś chłopak. Gdy muzyka ucichła, Kacpra w pokoju nie było.
Kinga od razu poczuła się nieswojo wśród obcych. Poszła szukać przyjaciela. Mijając przedpokój, zauważyła, że drzwi wejściowe są uchylone. Wyszła i zobaczyła Kacpra na klatce schodowej. Stał piętro niżej i całował się z jakąś dziewczyną, jakby byli rozdzieleni na lata.
Zrobiło jej się słabo. Co teraz? Nie mogła tu zostać. Wróciła, włożyła buty i płaszcz, znów wyszła.
Bolące, nieprzyjemne uczucie — patrzeć, jak się całują. Kinga wiedziała, że nie przejdzie obok nich. Nie miała wyjścia, musiała wejść wyżej i przeczekać. W końcu skończą lub ktoś ich zawoła. Weszła na kolejne piętro. Ale i tu słychać było szepty.
Postanowiła iść jeszcze wyżej. Na górze była otwarta galeryjka. Kinga zatrzymała się, spojrzała w dół, wystawiając twarz na wiatr. Zaparkowane auta wyglądały jak zaspy.
„Czy skok w śnieg będzie bolał?” — przemknęła jej myśl. „Nawet o tym nie myśl!” — czy to ona sobie nakazała, czy ktoś jej to podpowiedział, ale odskoczyła od balustrady. Potem znów podeszła i wychyliła się.
— Nie waż się! Odejdź stamtąd! — usłyszała ostry głos.
Mocne ramiona odciągnęły ją od krawędzi.
Delikatny szal zaczepił się o coś, zsunął z szyi i powiewał nad krawędzią. Kinga krzyknęła, sięgnęła, ale szal oderwał się i poleciał w dół.
— Puść mnie! — warknęła na chłopaka. — Tam szal! Bogna mnie zabije!
— Przepraszam, myślałem, że chcesz skoczyć — powiedział zawstydzony.
— Skąd taki pomysł? Tylko spojrzałam. Nie chciałam skakać. — Kinga była coraz bardziej zirytowana.
— Chodź, znajdziemy twój szal. — Pociągnął ją za sobą. Na klatce nie było już Kacpra. Zaskoczyło ją, że nawet nie szukał.
Szal zawisł na gałęzi. Chłopak złapał za niższą gałąź, ale ta niebezpiecznie trzasnęła. W ostatniej chwili złapał róg materiału, ale kawałek został na drzewie.
— Przepraszam. To coś cennego? — podał jej resztki.
— Nie. Dostałam go od Bogny. Co teraz? — Wcisnęła go do kieszeni.
— Wychodzisz z imprezy? — spytał.
— A cię to obchodzi? — odcięła się.
— Odprowadzę cię.
— Dam radę sama.
— Jest ciemno. To odludna okolica. Chodź.
Kinga poszła za nim. Złapali taksówkę.
— Mogłam sama — mruknęła.
— Dokąd jedziemy? — spytał kierowca.
Kinga podała adres.
Jechali w milczeniu. W końcu chłopak zap— Może jesteś aniołem? — szepnęła Kinga, patrząc na Adama, a on po prostu się uśmiechnął, jakby od dawna znał odpowiedź na to pytanie.



