Byłam młoda, kiedy poznałam tego łajdaka. Zachowywał się wobec mnie cudownie, zasypywał mnie komplementami, wydawał się być mężczyzną idealnym. Jednak gdy tylko osiągnął swoje cele, zniknął z mojego życia bez śladu. Nasze rozstanie złamało mi serce, lecz nie przewidziałam skutków tej znajomości. Osłupiałam, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Na początku nawet nie ufałam własnej mamie. Jednak zrozumiałam, że nie zdołam ukrywać swojego stanu zbyt długo, szczególnie że minęły już cztery miesiące. Podjęłam bolesną decyzję, żeby jej o wszystkim opowiedzieć. Ona natychmiast powiadomiła ojca.
Jedyne, co usłyszałam, to oskarżenia i żale ze strony mamy: Żałuję, że cię urodziłam.
Ze strachu przed wstydem w całej wsi, moi rodzice wymusili na mnie, bym przerwała ciążę, mimo że wiązało się to z ogromnym ryzykiem dla mojego zdrowia. Zgodziłam się niechętnie, jednak przez kolejne dni płakałam żałośnie, zżerana poczuciem winy, że zdradziłam własne dziecko. Wciąż modlę się do Boga o przebaczenie tamtego czynu. Wtedy moje życie się zatrzymało. Pogodziłabym się nawet ze śmiercią, i to zarówno w sensie moralnym, jak i fizycznym. Ale rodzice nie przejęli się interesowało ich tylko, co ludzie powiedzą.
Po jakimś czasie, nie mogąc dłużej znieść ciężkiej atmosfery panującej w domu w małej mazurskiej wsi, postanowiłam uciec. Wyjechałam do Warszawy udało mi się to dopiero po dwóch latach. Skończyłam studia, zdobyłam dobrą pracę i zbudowałam sobie silną pozycję.
Spełniłam marzenia, o których wcześniej nawet nie śmiałam marzyć. Jednak była jedna rzecz, której nie potrafiłam zdobyć, choć miałam teraz pieniądze i uznanie rodziny. To była ta jedyna, najgłębsza tęsknota. Przez decyzję podjętą niegdyś nie mogłam już zostać matką. Poznałam kilku mężczyzn, nawet oświadczali mi się, ale zawsze kiedy słyszeli o mojej niepłodności, odchodzili bez słowa. Winię za to moich rodziców. To oni odebrali mi szansę, by przeżyć radość macierzyństwa. Nie pragnęłam nawet utrzymywać z nimi kontaktów, nie czułam potrzeby ich oglądać. Gdy ojciec dostał zawału, a matka błagała, żebym się nim zajęła, odmówiłam. Zostawili mnie samą, więc i ja ich zostawiam – winę ponoszą tylko oni. Dla świętego spokoju przysyłam im co miesiąc kilka tysięcy złotych. Przysięgam sobie jednak, że nigdy nie skrzywdzę w ten sposób własnej córki. Rodzice są po to, żeby stać przy dziecku, a nie go odrzucać, gdy najbardziej tego potrzebuje. Moi rodzice nigdy nie zrozumieli, jak bardzo ukradli mi szczęście.



