Od zawsze czułem, że rodzice nie traktowali mnie sprawiedliwie. Zacznę od dzieciństwa, kiedy praktycznie wychowywała mnie babcia, bo rodzice musieli ciężko pracować, by nas utrzymać. Pamiętam, jak zostawiali mnie u babci, gdy szli do pracy czy załatwiać swoje sprawy. Szczerze mówiąc, to właśnie babcia mnie wychowała i jestem jej za to niesamowicie wdzięczny.
Teraz mam już własne dzieci dwie córki, Zuzanna i Jagoda. Razem z żoną mamy dwie prace, by odłożyć na własne mieszkanie. Na początku było nam bardzo ciężko ze wszystkim, ale rodzice zaoferowali pomoc. Zawoziłi dziewczynki do przedszkola, odbierali je, zabierali na różne zajęcia i po prostu spędzali z nimi czas.
Tak naprawdę to oni zajmowali się dziećmi, kiedy my z żoną harowaliśmy. Rozumieli naszą sytuację i chcieli pomagać. Jednak pewnego dnia mama przyszła i powiedziała, że planują wynająć swoje mieszkanie i przeprowadzić się na wieś. To dosyć daleko od naszego miejsca zamieszkania i bardzo mnie to zabolało. Mamo, proszę, możesz poczekać kilka miesięcy z przeprowadzką? Jesteśmy już blisko uzbierania pieniędzy na nasze mieszkanie. Jeśli odejdziesz teraz, będę musiał zrezygnować z pracy i nie uda nam się kupić mieszkania w tym roku, błagałem.
Odpowiedź matki zaskoczyła mnie. Nie zostajemy tu z twojego powodu. Chcemy wyjechać i to zrobimy. Musisz radzić sobie sam ze swoimi dziećmi. Zawsze liczysz na innych. My nie musimy ci pomagać, odpowiedziała. Byłem zszokowany jej reakcją i poczułem się dotknięty, ale starałem się zachować spokój. Nie sądziłem, że te kilka miesięcy zrobiłoby tak ogromną różnicę dla rodziców, więc nie próbowałem ich przekonywać. Zrozumiałem, że nie chcą już więcej czasu spędzać z moimi córkami i nie mogę ich do tego zmusić. Razem z żoną przywykliśmy już stawiać czoła trudnościom i radzić sobie sami.



