Pochodzę z licznej rodziny był ojciec, mama, starszy brat, dwie siostry oraz ja. Dawno temu mieszkaliśmy w przestronnym, trzypokojowym mieszkaniu w Gdańsku. Ojciec wybudował też na wsi sporą drewnianą willę. Mimo tych wszystkich wspólnych spraw, nigdy nie byliśmy szczególnie zżytą rodziną. Dzieci, zwłaszcza my dziewczyny często się ze sobą kłóciłyśmy. Kiedy dorośliśmy, niewiele się w relacjach zmieniło: stosunki między nami pozostały chłodne i napięte.
Brat, Tomasz, jako pierwszy opuścił rodzinny dom. Po służbie wojskowej ożenił się i stał się szanowanym człowiekiem, choć pod wyraźnym wpływem żony, która, o dziwo, nie lubiła naszej rodziny. Doczekali się córki naszej jedynej siostrzenicy a rodzice starali się ją odwiedzać, kiedy tylko mogli. Niestety, chłód synowej sprawił, że bywało to nieprzyjemne. Ten stan trwał przez jakiś czas, aż mniej więcej siedem lat temu ich wizyty po prostu ustały.
Najstarsza siostra, Dobrosława, zakochała się po uszy w aktorze już podczas pierwszego roku studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Wkrótce rzuciła naukę i przez trzy lata włóczyła się z jego trupą po różnych miastach. Skończyło się kłótnią, po której zostawił ją w obcym mieście. Rodzice chcieli jej pomóc, lecz upór i duma kazały jej odmówić. Najpierw pomieszkiwała po różnych akademikach, później ponoć wyszła za mąż, choć szczegółów nie znamy, bo odkąd po raz ostatni odwiedziła nas dekadę temu, kontakt się urwał.
Druga siostra, Wiesława, była oczkiem w głowie rodziców. Najładniejsza z nas wszystkich, dostawała, na co tylko miała ochotę. Nauka nigdy nie była jej mocną stroną, lecz powtarzała często: Wartość człowieka mierzy się grubością jego portfela. Zaraz po maturze związała się z synem znanego biznesmena z Poznania, lecz gdy rodzinne firmy upadły, przerzuciła się na jego zamożniejszego kolegę. Są razem już pięć lat i mają syna.
Moje życie również nie było usłane różami. Po studiach wyszłam za mąż i urodziłam córkę Marcelinę. Niestety, mąż popadł w alkoholizm i musiałam go opuścić. Jednocześnie moi rodzice zaczęli podupadać na zdrowiu. Przez lata rozdzielałam czas między opiekę nad nimi a wychowanie własnej córki. Rodzeństwo nigdy nie zaoferowało pomocy, choć wszyscy roszczą sobie prawa do majątku po rodzicach. Ojciec już dawno przekazał mi domek na wsi, lecz ja uważam, że należy mi się również część rodzinnego mieszkania w Gdańsku.



