Dawno temu, pewnego letniego popołudnia w Lublinie, byłem świadkiem zdarzenia, które na zawsze pozostało w mojej pamięci. Pamiętam, jak dziś autobus PKS prowadzony przez młodego, około 25-letniego kierowcę, pana Łukasza Nowaka, zatrzymał się na przystanku niedaleko rynku.
Na pokład wsiadła starsza pani, może osiemdziesięcioletnia, w szarym płaszczu i z tobołkiem. Przyglądałem się, jak z wielką ostrożnością wyjęła haftowaną chusteczkę, w której trzymała kilka monet i banknotów złotowych. Odliczyła dokładnie tyle, ile trzeba za bilet, i zwróciła się do kierowcy:
Synku, wysadź mnie proszę na następnym przystanku przy spożywczym.
Pan Łukasz kiwnął głową i zatrzymał autobus pod sklepem. Pani wręczyła mu pieniądze, uśmiechając się ciepło:
Dziękuję ci bardzo, dziecko.
Kierowca jednak nie przyjął pieniędzy. Schował portfel, a do babci powiedział, że zaraz wraca. Nim się ktokolwiek spostrzegł, pobiegł do sklepu. Po chwili wrócił z dwoma siatkami pełnymi zakupów: był tam bochenek chleba, cztery litry mleka, śmietana, makaron, a nawet kawałek mięsa. Wszystko to podał starszej pani, która ze łzami w oczach odmówiła:
Oj nie trzeba, kochany, mam emeryturę, na chleb mi wystarczy
Pan Łukasz z uśmiechem odpowiedział:
Babciu, jak nie weźmiesz, to wszystko wyrzucę do kosza!
Staruszka zaczęła płakać, dziękując mu serdecznie, życząc zdrowia, szczęścia i pomyślności.
Gdy wróciliśmy do autobusu, jedna z pasażerek kobieta w średnim wieku, imieniem Jolanta zirytowana powiedziała:
Po co tak się poświęcać, tracić pieniądze i czas dla samych podziękowań?
Na to pan Łukasz spojrzał na nią spokojnie, po czym zatrzymał autobus, otworzył drzwi i poprosił, by wysiadła. Powiedział przy tym:
Przez takich ludzi jak pani, starsi myślą, że młodzi są źle wychowani. Bo dzieci uczą się tylko chciwości i fałszu, zamiast szacunku do drugiego człowieka!
Pani Jolanta wysiadła zawstydzona i czerwona na twarzy jak mak.
Do dziś wierzę, że świat stoi dzięki takim ludziom jak pan Łukasz. Takich postaw potrzeba nam jak najwięcej!


