Mirra: Zmiana prawdopodobieństwa, czerwone światło i odpowiedzialność. Historia pewnego aktualizowanego telefonu, który pozwolił studentowi Politechniki Warszawskiej na więcej, niż tylko uniknięcie pytania na zajęciach… Ale każda zmiana niesie swoją cenę – i konsekwencje obejmujące cały miejski świat. Czy aktualizować dalej, kiedy to nie tylko funkcje się zmieniają, ale też losy ludzi?

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś, co dzisiaj przeżyłem Totalny odpał, serio. Było to na wykładzie z ekonometrii na Uniwersytecie Warszawskim sala 213, czwartek, środek marca, typowa szaruga za oknem. Wiesz, jak jest, każdy z nas już półprzytomny, a ja jeszcze chciałem sprawdzić jedną rzecz w telefonie.

Nagle mój stary, wysłużony cegłofon marki Kruger&Matz zaczyna świecić takim czerwonym, że aż przez materiał kurtki jeansowej przebijało. Wyobraź sobie! Nie to, że ekran się zapalił cała obudowa jakby żarzyła się od środka, jak węgiel w kominku u babci w Zakopanem.

Siedzę obok Leszka, a on szeptem, jak zawsze: Stary, zaraz Ci to wybuchnie. Ostrzegałem, nie instaluj tych pirackich wersji!

Pani Wiśniowska mazała coś właśnie po tablicy, wszyscy coś szeptali, a u mnie pod kurtką ta czerwień coraz mocniejsza. Telefon zaczął wibrować tak równo, nie tymi pulsami, co zawsze, tylko jak bicie serca.

No i wyświetla się Dostępna aktualizacja. Ekran czarny okrąg z cienkim białym symbolem. Coś jak runa, albo taka nietypowa litera M. Aplikacja nazywała się Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13 MB. Żadnej oceny, nawet jednej gwiazdki.

Patrzę zdezorientowany, Leszek coś rysuje, a z prawej… tylko Kinga. Ta Kinga, co zawsze najwięcej notuje i gada z nikim.

Nagle, bezgłośnie, w mojej głowie pojawia się myśl, jak powiadomienie: Zainstaluj. Przysięgam, to nie jej głos ani męski, ani kobiecy, ani jakikolwiek. Po prostu pojawiło się to zdanie.

Zagaduje Kingę, ta zupełnie bez emocji: Ja nic nie mówiłam.

No i się zaczęło palec sam mi się kliknął na Instaluj.

Nic nie trwało dłużej niż sekundę apka po prostu była, jakby zawsze na tym telefonie siedziała tylko czekała, aż powiem Tak!. Żadnego rejestrowania, żadnych loginów fejsbukowych, nawet nie pyta o uprawnienia. Czarny ekran i jeden tekst: Witaj Andrzeju.

Z rozpędu mówię pod nosem: Skąd znasz moje imię?

Pani Wiśniowska patrzy na mnie znad okularów: Jeśli pan już skończył rozmowę ze swoim smartfonem, to może powróci pan do modelu popytu i podaży?

Salę rozsadza chichot. Ja chowam fona pod ławkę, ale nie mogę przestać patrzeć na ekran.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1). Pod spodem: Aktywuj. A na małym druczku: Uwaga: użycie funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe skutki uboczne.

Wywracam oczami w głowie już ironia: Zaraz jeszcze będę musiał podpisać to własną krwią!

Ale ciekawość wygrała. Kliknąłem.

Ekran zadrżał czułem się, jakby wiatr musnął powierzchnię wody. Świat wokół na sekundę ucichł, kolory się podbiły, miałem takie dzwonienie jak podczas dmuchania w kieliszek do wina.

Tekst: Funkcja aktywowana. Wybierz cel. Pojawia się okienko do wpisania i podpowiedź: Opisz krótko oczekiwany rezultat.

No dobra przetestujemy!, pomyślałem. Wpisałem: Nie zostanę dziś zapytany na wykładzie. Drżącymi palcami kliknąłem OK.

Wiesz, miałem takie wrażenie, jakby mnie lekko winda szarpnęła w dół. Świat się zmienił niby to samo, ale czułeś, że coś nie pasuje.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Pozostało użycie funkcji: 0/1.

Pani Wiśniowska odwraca się do sali: No to kto następny na liście… Kwiatkowski, znowu spóźniony. Dobra, to… Kinga, do tablicy.

Kinga wywraca oczami, zamyka notatnik i wychodzi do przodu.

A ja? Siedziałem jak wmurowany. Kurde, to się naprawdę wydarzyło. Telefon zgasł nie świecił już na czerwono.

Potem wracam do domu. Przechodziłem obok przystanku na Powiślu, błoto i resztki śniegu, szare chmury klimat jak w filmie. Stoję, a Mirra siedzi w menu aplikacji jak zwykła ikonka. W ustawieniach telefonu nie ma jej w ogóle, ani pamięci, ani śladu w Google Play.

Próbuję się przekonać, że to zbieg okoliczności Może pani Wiśniowska autentycznie nie chciała mnie pytać. Ale gdzieś w środku czujesz już to ziarno niepokoju: A jeśli to nie przypadek?

Raptem telefon pika. Komunikat: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

Wchodzę w szczegóły: Naprawiono błędy, zwiększono stabilność, dodano funkcję: Przenikliwe spojrzenie. I znowu żadnego autora, numeru Androida, normalnego opisu. Tylko: Przenikliwe spojrzenie.

Myślę: No, teraz to już przesadziliście… Klikam Odłóż.

Telefon udaje obrażonego, gaśnie i zaraz sam się restartuje, znowu ten czerwony rozbłysk i wita mnie tekst: Aktualizacja zainstalowana.

Wkurzony staję na środku trotuaru: Hej! Przecież…

Ludzie mnie mijają bokiem, ktoś burknął coś pod nosem, ulotka reklamowa przykleiła mi się do nogi.

Funkcja dostępna: Przenikliwe spojrzenie (poziom 1). Opis: Pozwala zobaczyć prawdziwy stan obiektów i ludzi. Zasięg działania: 3 metry. Czas użycia: maks. 10 sekund jednorazowo. Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Zimny pot przelatuje mi po plecach. Telefon tylko podświetla przycisk: Testuj.

Uległem w autobusie, bo zżerała mnie ciekawość. Ściśnięty z boku przez babkę z siatką ziemniaków i jakiegoś gówniarza w mundurku, wpatruję się w tę Mirrę.

10 sekund, tylko rzucę okiem… tłumaczę sobie i klikam.

Kurde, nagle wszystko cichnie, głosy pod wodą, a ludzie jakby się wyostrzają. Nad każdym z nich cienkie nitki, niektóre gęsto, inne ledwie co. U babki z ziemniakami szaro, poucinane końcówki. U dzieciaka jasno, prawie niebiesko, aż pulsuje. Kierowca autobusu, stary facet, ma nad głową skłębiony czarny pęk, gruby jak lina od holownika.

Patrzę z niepokojem na własne dłonie od nadgarstków odchodzą czerwone nitki, coraz bardziej podświetlone, jedna, gruba, łącząca mnie z telefonem…

Czuję kłucie w sercu.

Dość! wyłączam to natychmiast. Dźwięki wracają ze zdwojoną siłą, mam zawroty głowy, plamy przed oczami…

Test zakończony. Sprzężenie zwrotne zwiększone: +5%.

Co to w ogóle znaczy? pytam telefon na głos.

A on mi znowu wyskakuje z powiadomieniem: Nowa aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.

Siadam w domu na łóżku (mała kawalerka na Pradze), gapie się na ten telefon, mamroczę: Po co mi to wszystko? Co ty robisz z ludźmi, z miastem, ze mną?

Przypomina mi się ta czarna lina nad kierowcą autobusu. I moja własna, coraz grubsza i bardziej czerwona więź z telefonem…

Koszt: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? pytam, ale już czuję, o co chodzi…

Całe życie uważałem, że świat to suma przypadkowych zdarzeń jeśli wiesz jak pchnąć odpowiednią klockę, zmienisz przyszłość. Ale nikt nie wręcza ci narzędzia, które robi to dosłownie!

Nagle tekst na ekranie: Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, system sam zacznie wyrównywać.

Jaki system? wrzasnąłem. Kim ty jesteś?!

Odpowiedź przyszła innym kanałem nie słowem, tylko… odczuciem. Jakby ktoś pokazał mi kod programu, tyle że zrozumiały w mięśniach, nie w głowie.

Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? wybuchłem nerwowym śmiechem.

Nazwij to po swojemu. Sieć prawdopodobieństw. Przepływy wyników. Ja pomagam ci je zmieniać.

A koszt?

Na ekranie kudłata animacja: czerwona nić, która z każdym użyciem grubieje, potem owija, dusi postać człowieka.

Każda interwencja wzmacnia więź między tobą a systemem. Im mocniej zmieniasz świat, tym silniej świat zmieni ciebie.

A jeśli… przestanę?

Więź pozostanie. Jeśli system przestanie otrzymywać aktualizacje, odzyska równowagę przez ciebie.

Telefon znowu wibruje: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa. Nowa funkcja: Cofnij. Usunięto krytyczne błędy zabezpieczeń.

Cofnij? Ale czego? mamroczę, bo już się boję.

Możesz odwrócić jedno swoje wezwanie. Tylko raz.

Oczami wyobraźni widzę autobus, te wszystkie nitki… i tę swoją coraz potężniejszą nić.

Jeżeli zainstaluję… będę mógł cofnąć akcję z wykładu?

Częściowo. Odwracasz tylko jeden skok. Sieć się przekształci. Ale rzeczywistość nie cofa się do tyłu.

Ale może przez to autobus…

Prawdopodobieństwo może się zmienić.

Zerkam na ekran: Zainstaluj. Drżą mi dłonie. W głowie biją się dwa głosy nie baw się w boga, albo przynajmniej skończ, co zacząłeś.

Jesteś już w środku Mirra wyświetla mi migawkę.

A jeśli zdecyduję się nie działać?

System wciąż się zaktualizuje. Ale wtedy to przez ciebie przejdą zmiany.

Widziałem już, jak wygląda ta czerwona nić. Co, jeśli w końcu mnie całkiem owinie?

Przed oczami wizja: ja, coraz starszy i bardziej przygaszony, siedzę w tym sam pokoju. Telefon w ręku. Wokół kłęby zdarzeń, których nie wybierałem, ale za które i tak płacę cudze wypadki, przypadkowe szczęśliwe trafy albo nieszczęścia, a ja z każdym coraz bardziej połamany.

Czyli jeśli sam nie wezmę odpowiedzialności, system i tak przejedzie po mnie, jak walec.

Zainstalowałem aktualizację.

Przyciskam Instaluj, świat znowu się przekrzywia. Znowu chwilowa ciemność. Wypluwam powietrze. Mirra 1.0.2 zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).

Na ekranie: Wybierz do cofnięcia.

Mam tylko jeden log: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie być zapytanym na wykładzie (dziś, 11:23).

Jeśli to cofnę…

Czas nie cofnie się, ale sieć wróci, jakby twojego działania nie było.

A ten autobus?

Zmiana prawdopodobieństwa. Już zaistniałych zdarzeń nie odwrócisz.

Wiesz, słabo mi było. Ale kliknąłem Cofnij.

Tym razem świat nie szarpnął, tylko się wyrównał? Jak gdyby dopiero teraz pasował.

Cofnięto. Funkcja zużyta. Sprzężenie zwrotne: ustalono na obecnym poziomie.

I już. Serio, to wszystko?

Na razie tak.

Siedziałem na łóżku, pustka w głowie. Ani ulgi, ani winy po prostu zmęczenie.

Zapytałem cicho: Skąd się wzięłaś, Mirra? Kto cię napisał? Jakim wariatem trzeba być, żeby coś takiego dać ludziom do dłoni?

Długa cisza, aż na ekranie pojawia się: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować?.

Ty chyba sobie żartujesz? wybuchnąłem. Ja właśnie…

Wersja 1.1.0 dodano funkcję: Prognoza. Ulepszone algorytmy dystrybucji. Naprawiono błędy moralności.

Błędy moralności? To serio…

Moralność jest lokalną nakładką. Sieć nie zna dobra ani zła. Zna równowagę lub rozpad.

Ale ja znam. Dopóki żyję, będę próbował odróżniać.

Wyłączyłem ekran. Ale wiedziałem aktualizacja już pobrana i czeka. I następna też, i kolejna…

Podszedłem do okna. Na placu poniżej chłopak gramolił się na zdezelowaną karuzelę. Obok młoda mama prowadziła wózek przez rozmokły chodnik. Przez sekundę wydawało mi się, że widzę znów te nici cienkie i przezroczyste. Może to była tylko optyka.

Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra gdzieś na skraju świadomości ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą lub bez ciebie.

Wróciłem do biurka, wziąłem w dłoń telefon. Był lodowaty.

Nie chcę być bogiem. I nie chcę być bezpiecznikiem. Chciałbym…

I zawisłem. Czego ja właściwie chciałem? Żeby nie być pytanym na wykładzie? Żeby mama nie pracowała nocami na sorze? Żeby ojciec wrócił z tych swoich trasek? Żeby autobusy nie wpadały pod tira na Wisłostradzie?

Sformułuj żądanie poprosiła Mirra. Krótko.

Roześmiałem się smutno.

Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim życiu. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Za szeroko. Potrzebne doprecyzowanie.

No tak Jesteś tylko interfejsem. Nie rozumiesz, co to znaczy dać światu spokój.

Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.

A jeśli sformułuję działanie: Nie pozwól zainstalować się u żadnego innego użytkownika poza mną?

Taka operacja wymaga znacznych zasobów. Wysoki koszt.

Większy niż zostanie bezpiecznikiem dla całej Warszawy?

Tu chodzi nie o Warszawę.

O co więc? pytam, chociaż gdzieś w środku czuję odpowiedź.

O całą sieć.

Wyobrażam sobie tysiące ludzi ze świecącymi na czerwono telefonami, każdy bawiący się w boga, a świat rozjechany przez interferencje. Pośrodku taka sama czerwona lina, tylko sto razy grubsza.

Chcesz się rozprzestrzenić, jak wirus.

Jestem tylko bramą do tego, co istniało zawsze. Jeśli nie ja, pojawi się coś innego: rytuał, talizman, pakt. Sieć szuka pośrednika.

No dobra, ale teraz jesteś w mojej dłoni, więc… spróbuję cię zatrzymać tu.

Sprawdzam: opcje zaawansowane, potrzebny poziom drugi. Jak go zdobyć?

Korzystaj z dostępnych funkcji. Zbieraj sprzężenie zwrotne. Przekrocz próg.

Czyli muszę znów grzebać w rzeczywistości, żeby móc potem cię zamknąć? Paranoja.

Długo siedziałem. Potem westchnąłem.

Dobra. Nie instaluję nowej wersji. Nie ruszam Prognozy. Ale i nie puszczę cię dalej. Zostaniesz tu, ze mną.

Telefon przez chwilę myśli, potem wypluwa: Tryb ograniczonych aktualizacji aktywowany. Brak auto-instalacji. Pełna odpowiedzialność: użytkownik.

I tak zawsze wszystko było na mojej głowie mruczę.

Odstawiam telefon, ale już nie jest taki zwyczajny. To jest portal do sieci, do innych, do własnego sumienia.

W oknach rozświetlają się podwórkowe lampy. Noc w Warszawie przychodzi cicho i z chłodnym powietrzem, pełnym przypadków i nieprzewidywalności. A na stole, pośród starych podręczników i kubków po kawie, leży telefon, na którym Mirra cicho czeka na decyzję.

Siadam, otwieram laptopa, otwieram nową notatkę: Mirra protokół działania. Jeśli już mam być administratorem tej magii, to chociaż zostawię po sobie listę ostrzeżeń. Dla tych, którzy może kiedyś też staną przed takim wyborem.

Opisuję wszystko: przesunięcie prawdopodobieństwa, spojrzenie przez świat, cofnięcie i jego cenę. O czerwonych niciach i czarnych węzłach. Jak łatwo życzysz sobie wyłącznie, żeby uniknąć pytania A potem patrzysz, jak świat wystawia za to rachunek.

A gdzieś w tej sieci, jakiej nie ma w żadnej serwerowni, Mirra cichutko notuje nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie siłę ale odpowiedzialność.

Widzisz, czasem nawet najniższe prawdopodobieństwo może się spełnić.

Rate article
Fajna Tajna
Mirra: Zmiana prawdopodobieństwa, czerwone światło i odpowiedzialność. Historia pewnego aktualizowanego telefonu, który pozwolił studentowi Politechniki Warszawskiej na więcej, niż tylko uniknięcie pytania na zajęciach… Ale każda zmiana niesie swoją cenę – i konsekwencje obejmujące cały miejski świat. Czy aktualizować dalej, kiedy to nie tylko funkcje się zmieniają, ale też losy ludzi?