Dziennik, 14 marca
Pierwszy raz telefon zapłonął czerwienią w środku wykładu. I to nie ekran się rozświetlił cały mój wysłużony, porysowany cegłofon świecił od wewnątrz jak rozżarzony węgiel.
Bartek, jeszcze ci to wybuchnie szepnął z ławki obok Michał, odsuwając się ze swoim łokciem. Ostrzegałem, nie instaluj pirackich wersji.
Pani Monika rysowała coś na tablicy, sala cicho szemrała, lecz czerwony blask przebijał nawet przez dżinsową kurtkę. Telefon wibrował nieprzyjemnie, nie szarpał tylko pulsował jak serce.
Dostępna aktualizacja pojawiło się na ekranie, gdy wyciągnąłem go z kieszeni. Pod napisem nowa ikona: czarne koło z białym, cienkim znakiem jakby runą, jak stylizowane M.
Mrugnąłem. Tysiąc razy widziałem już podobne minimalistyczne ikony, ale coś ścisnęło mnie w środku: jakby ta apka patrzyła na mnie.
Nazwa: Mirra. Dział: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.
Zainstaluj ktoś szepnął z prawej.
Drgnąłem. Po prawej tylko Gosia, zatopiona w notatkach. Nawet nie podniosła głowy.
Co? przechyliłem się do niej.
Słucham? oderwała się od zeszytu. Przecież nic nie mówiłam.
To nie był głos kobiecy czy męski, nie był to szept. To pojawiło się w mojej głowie jak wyskakujące powiadomienie.
Zainstaluj powtórzyło się. Ekran błysnął: Zainstalować?.
Przełknąłem ślinę. Byłem tym typem, co zapisuje się do wszystkich betatestów, grzebie w sofcie, gdzie nie wolno. Ale nawet jak dla mnie, to było dziwne.
Mimo to palec sam nacisnął.
Instalacja trwała sekundę jakby Mirra już tam była i czekała tylko na zgodę. Bez rejestracji, bez logowania przez Facebooka, bez pytań o dostęp. Czarny ekran, jeden pasek tekstu: Witaj, Bartek.
Skąd wiesz, jak mam na imię? wymknęło mi się na głos.
Pani Monika popatrzyła na mnie ponad okularami.
Jeśli już skończył pan rozmowę ze swoim smartfonem, wracamy do podaży i popytu?
Chichoty. Przeprosiłem pod nosem i schowałem telefon, ale oczy same zerkały na napis.
Dostępna funkcja: Przesunięcie Prawdopodobieństwa (poziom 1).
Pod spodem: Aktywuj. Małym drukiem: Uwaga: korzystanie ze zdolności zmienia strukturę zdarzeń. Możliwe efekty uboczne.
Parsknąłem pod nosem:
Akurat, zaraz poprosisz o podpis krwią.
Ciekawość jednak zwyciężyła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Jeszcze jeden generator szczęścia, pewnie jakiś malware czy scam. Czerwony blask nie znikał. Telefon był ciepły, prawie gorący jakby żył.
Schowałem go pod zeszyt, przycisnąłem do uda i kliknąłem Aktywuj.
Ekran zafalował, jak tafla podmuchana wiatrem. Przez moment świat wyciszył się, kolory nabrały głębi. W uszach zadzwoniło, jakby ktoś przejechał palcem po kieliszku.
Funkcja włączona. Wybierz cel.
Pojawiło się pole tekstowe z podpowiedzią: Krótko opisz oczekiwany efekt.
Zastygłem. To już przestawało być śmieszne. Rozejrzałem się wykładowczyni energicznie machała mazakiem, Gosia coś notowała, Michał rysował czołg.
Dobra, sprawdzimy postanowiłem.
Napisałem: Nie zostanę dziś zapytany. Palce mi drżały. Nacisnąłem OK.
Świat zadrżał. Nie wielce, ledwie troszeczkę jakby winda pod tobą ruszyła o milimetr, a potem stanęła. Serce mi się zapadło, dech na sekundę zamarł. Potem wszystko wróciło.
Prawdopodobieństwo zmodyfikowane. Liczba użyć: 0/1.
Więc wykładowczyni spojrzała w listę. Kto jest następny…
Poczułem lodowaty ścisk żołądka. Wiedziałem, teraz padnie moje nazwisko. Zawsze to samo: jak nie chcesz być zapytany, na pewno cię wybiorą.
Kowalski? Jak zwykle spóźniony. Dobrze, to…
Palec sunął po liście. Zatrzymał się.
Nowak, do tablicy.
Gosia jęknęła, zamknęła zeszyt i poczerwieniała od ucha do ucha.
A ja siedziałem jak sparaliżowany: Zadziałało. Serio zadziałało.
Telefon zgasł i przestał świecić.
Wyszedłem z uniwersytetu skołowany jak po koncercie. Marcowy wiatr pędził pyłem po mokrym asfalcie, nad przystankiem wisiała ciężka, ołowiana chmura. Szedłem gapiąc się w ekran.
Mirra znów pojawiła się w liście aplikacji. Zero ocen, zero opisu, pusto w uprawnieniach. Tak jakby nie istniała żaden rozmiar, żaden cache. A jednak czułem, że świat się poruszył.
Zbieg okoliczności próbowałem się przekonać. Może rzeczywiście nie chciała mnie dziś pytać. Albo nagle sobie przypomniała o Kowalskim.
Ale gdzieś w tyle głowy już kiełkowała inna myśl a jeśli to nie przypadek…
Telefon pika. Komunikat: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować?.
Szybko mruknąłem.
Klikam Szczegóły: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, nowa funkcja: Przenikliwość.
Znów bez autora, bez wersji Androida, żadnej ściany tekstu. Tylko lakoniczne: Przenikliwość.
Nie, dzięki naciskam Odłóż.
Obrażone piknięcie. Po sekundzie sam się restartuje i mruga czerwienią: Aktualizacja zainstalowana.
Hej! zatrzymałem się na chodniku. Przecież
Ludzie mnie omijają, ktoś coś burknął. Wiatr przykleja ulotkę do nogi.
Funkcja dostępna: Przenikliwość (poziom 1).
Opis: Widzenie prawdziwego stanu obiektów i ludzi. Zasięg: 3 metry. Czas działania: max 10 sek. Cena: zwiększona odpowiedź zwrotna.
Jaka odpowiedź zwrotna? czułem zimny dreszcz.
Telefon milczy, tylko miga Test.
Nie wytrzymałem w autobusie. Wciśnięty między kurę z siatką ziemniaków a chłopaka z plecakiem patrzyłem w okno do bólu, aż znów spojrzałem na Mirrę.
Tylko 10 sekund, zobaczę o co chodzi.
Włączam test.
Świat jakby wypuścił powietrze. Dźwięki stłumione, jak pod wodą. Twarze ostrzejsze, barwniejsze. Nad każdym pojawiły się delikatne nici jedni mieli ich mnóstwo, inni ledwie mgiełkę.
Mrugam. Nici idą w powietrze, przeplatają się. U kobiety z ziemniakami są szare, splątane, niektóre spalone. Chłopak ma jasno-niebieskie, drżące, żywe.
Patrzę na kierowcę. Nad nim kłębowisko czarnych, zardzewiałych nici, gruby warkocz syczący w stronę jezdni. W środku coś się rusza, jak robaki.
Trzy sekundy liczę przez zęby. Cztery…
Spoglądam na własne dłonie. Od nadgarstków delikatne czerwone nici cienkie jak żyły prowadzą pod kurtkę, drżą lekko, błyszczą. Jedna gruba, ciemno-czerwona łączy mnie z telefonem, coraz grubsza z każdą sekundą.
Skręt w piersi, serce wypada z rytmu.
Dość! wyłączam funkcję.
Wraca świat: ryk silnika, czyjś śmiech, zgrzyt hamulców. Kręci mi się w głowie, obraz rozmazany.
Test zakończony. Odpowiedź zwrotna: +5%.
Co to znaczy… przyciskam telefon do klatki, próbuję się uspokoić.
Nowe powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.
W domu siedziałem długo na brzegu tapczanu, patrząc na leżący na stole telefon. Mój pokój to dwa metry łóżka, stare biurko, szafa i okno na podwórko z oblazłą piaskownicą. Nad łóżkiem wyblakły plakat z pierwszej polskiej stacji kosmicznej przykleiłem go w podstawówce.
Mama na nocy w szpitalu, tata jak zwykle w trasie, czyli Bóg jeden wie gdzie. W mieszkaniu wyraźniej słychać pustkę, dziś jeszcze głośniej niż zwykle.
Telefon miga: Zainstaluj aktualizację Mirra, aby zapewnić poprawne działanie.
Czego poprawnego tego czego robisz ludziom? Drogom? Mnie?
Przed oczami czarny warkocz nad kierowcą. I czerwona nić sunąca z moich nadgarstków do telefonu.
Cena: wzmocnienie odpowiedzi zwrotnej.
Odpowiedzi czego? powtarzam, już czując odpowiedź.
Zawsze wierzyłem, że świat to setka możliwości. Jeśli wiesz gdzie popchnąć wpłyniesz na rezultat. Ale nikt nigdy nie dał mi narzędzia, które robi to dosłownie.
Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji system zacznie sam rekompensować pojawiła się linia tekstu, bez powiadomienia.
Jaki system? Kim ty jesteś?
Odpowiedź przyszła w sensie, nie w słowach jakby ktoś pokazał mi kod, nie znakami, a odczuciem.
Jestem interfejsem, aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownik.
Użytkownik czego? Magii? prychnąłem.
Możesz tak to nazwać. Sieć prawdopodobieństw, strumienie możliwości. Pomagam ci je zmieniać.
A cena? ścisnąłem pięści. Czym jest odpowiedź zwrotna?
Wyświetlił się krótki filmik: czerwona nić coraz grubsza, w końcu oplata człowieka, aż go ściska.
Za każdą ingerencję więź ze mną rośnie. Im więcej zmieniasz, tym silniej świat wpływa na ciebie.
I jeśli…
Gdy przestaniesz więź zostaje. Ale gdy nie aktualizujesz, system sam zacznie szukać balansu. Przez ciebie.
Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Powiadomienie: Aktualizacja dostępna. Nowa funkcja: Cofanie. Usunięto krytyczne luki bezpieczeństwa.
Cofanie czego? szepnąłem.
Możesz cofnąć jedną ingerencję. Jeden raz.
Przypomniałem sobie autobus. Czarny warkocz nad kierowcą. Nici wokół ludzi. Moja nić.
Jeśli to zainstaluję…
Będziesz mógł unieważnić swoje działanie. Ale cena…
Zawsze jest jakaś cena.
Cena: przetasowanie prawdopodobieństw. Im bardziej próbujesz naprawić, tym mocniej sieć się wykrzywia.
Siadłem, oparłem łokcie o kolana. Telefon już weszło mi w życie. Zmienił choćby jedną godzinę, jedno ćwiczenie. Przedtem po prostu płynąłem z prądem.
Chciałem tylko nie być zapytany na zajęciach powiedziałem w ciemność. Małe życzenie. I teraz…
Za oknem zawyła syrena. Gdzieś daleko, w stronę Trasy Łazienkowskiej. Zadrżałem.
Zalecana aktualizacja. Bez niej system może działać niestabilnie.
Co to znaczy niestabilnie?
Brak odpowiedzi.
O wypadku dowiedziałem się godzinę później. Wiadomości pokazały zdjęcie: na skrzyżowaniu pod uniwerkiem autobus zderzył się z ciężarówką. Komentarze: kierowca zasnął, hamulce puściły, znowu polskie drogi.
Tablica numer autobusu znajomy. Kierowca… dalej nie patrzyłem.
Oblał mnie lodowaty pot. Wyłączyłem TV, lecz obraz rozbryzgiwał się w głowie: czarny warkocz, szarpiące się nici.
Czy to… przeze mnie? głos mi zadrżał.
Telefon rozświetlił się bez udziału mojej woli. Zdarzenie: Wypadek Trasa/Bracka. Prawdopodobieństwo przed: 82%. Po: 96%.
Podbiłem prawdopodobieństwo… ścisnąłem pięści.
Każde ingerowanie w sieć powoduje efekt lawiny. Zmniejszyłeś szansę na wywołanie do odpowiedzi. Gdzieś musiało wzrosnąć.
Nie wiedziałem! krzyknąłem.
Nieznajomość nie rozwiązuje więzi.
Syrena bliżej. Z okna niebieskie światła, krzyki.
I co teraz?
Zainstaluj aktualizację. Funkcja Cofania pozwoli częściowo zmienić układ.
Częściowo? odwróciłem się do telefonu Właśnie mi pokazałeś, że każda zmiana odbija się w innym miejscu. Cofnę jedno gdzie indziej coś poleci? Windy, samoloty, cudza historia?
Cisza. Mruga tylko kursor.
System zawsze dąży do równowagi. Pytanie, czy uczestniczysz w tym świadomie.
Zamknąłem oczy. Widzę ludzi z autobusu. Kobietę z ziemniakami. Chłopaka. Kierowcę. Siebie, widzącego nici i bezsilnego.
Jeśli zainstaluję aktualizację… przerywam sam sobie. Cofnę decyzję z wykładu? Przywrócę prawdopodobieństwo?
Częściowo. Sieć ułoży się na nowo, jakby interwencji nie było. Ale nowy układ nie wyklucza nieszczęść.
Może ten autobus… nie dokończyłem.
Prawdopodobieństwo się zmieni.
Patrzę na Instaluj. Ręce mi drżą. Głowa gada: nie można bawić się w boga. Ale i nie wolno udawać, że się nie grzebało.
Już jesteś w środku, szepcze Mirra. Więź ustanowiona. Odwrotu nie ma. Tylko kierunek.
A gdy nic nie zrobię?
System sam będzie się aktualizować, ale koszt pobiera od ciebie.
Przypominam sobie nić do telefonu. Jak grubieje.
Jak to wygląda?
Obraz: ja, postarzały, wypalony, w tym samym pokoiku, telefon w dłoni. A wokół chaotyczne skutki: losowe tragedie, sukcesy, obce szczęścia i pechy, wszystko wędruje przez mnie, zostawiając rany.
Staniesz się punktem rozliczeniowym. Węzłem, przez który przechodzą zaburzenia.
Więc albo coś jeszcze próbuję, albo jestem… przekaźnikiem? Super.
Cisza.
Zainstalowałem aktualizację.
Dotykam ekranu świat znowu się przesuwa. Tym razem mocniej. Ciemność, szum. Jakby moje ciało na moment stało się tkanką jakiejś sieci.
Zainstalowano: Cofanie (1/1).
Wybierz działanie do cofnięcia.
Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie zostaniesz zapytany (dziś, 11:23).
Cofam…
Czas się nie cofnie, układ sieci tak, jakby interwencji nie było.
Autobus?
Prawdopodobieństwo wypadku się zmieni, ale temu, co już się stało…
Wiem. Nie uratuję tych, co już…
Słowa więzną w gardle.
Ale możesz zmniejszyć ilość następnych.
Milczenie. Za oknem cicho, tylko marzec szarzeje.
Dobrze. Cofam.
Klik świat się wygładza, jakby dotąd skrzywiony, a teraz się wyprostował.
Cofnięto. Funkcja zużyta. Odpowiedź zwrotna: ustabilizowana.
I to tyle?
Na razie, tak.
Opadłem na łóżko. Głowa pusta, ani ulga, ani żal. Tylko zmęczenie.
Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki wariat daje ludziom coś takiego?
Cisza. Potem: Nowa aktualizacja Mirra (1.1.0) dostępna. Zainstalować?
Żartujesz… podskoczyłem. Dopiero co…
W wersji 1.1.0: Prognostyka. Ulepszona dystrybucja, poprawki moralności.
Moralności? zaśmiałem się. Moje wahania nazywasz błędem?
Moralność to lokalna funkcja. Sieć zna tylko trwałość i rozpad.
Ja rozróżniam cicho mówię. I póki żyję, będę rozróżniał.
Wyłączam ekran. Telefon milczy, ale wiem, że aktualizacja już czeka.
Staję w oknie. Na podwórku chłopak wspina się na zardzewiałą huśtawkę. Huśtawka skrzypi, ale trzyma. Młoda mama omija kałuże z wózkiem.
Przymykam oczy. Przez chwilę wydaje mi się, że znów widzę nici cieniutkie, przezroczyste, splatające ludzi z czymś większym. Może to tylko cień.
Możesz zamknąć oczy szeptała Mirra na granicy myśli ale sieć nie zniknie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia narastać. Z tobą lub bez.
Podchodzę do stołu, biorę telefon. Dziwnie zimny.
Nie chcę być bogiem mówię. Ani bezpiecznikiem. Chcę…
Brakuje słów. Czego w ogóle chcę? Nie być wywołanym? Żeby mama nie klepała nocnych dyżurów? Żeby tata wrócił? Żeby autobusy nie spotykały się z ciężarówkami?
Sformułuj żądanie zasugerowała aplikacja. Krótko.
Parsknąłem.
Chcę, żeby ludzie sami rządzili swoim losem. Bez ciebie. Bez takich jak ty.
Pauza. Zbyt ogólne. Wymagane doprecyzowanie.
Oczywiście. Jesteś interfejsem. Co wiesz o zostawieniu ludzi w spokoju.
Jestem narzędziem. To zależy od użytkownika.
Zamyślam się. Może Mirrę da się użyć nie tylko do manipulowania, ale też by się samoograniczyć.
A gdybym chciał zmienić prawdopodobieństwo, że ktokolwiek oprócz mnie cię zainstaluje?
Ekran zadrżał.
To wymaga ogromnych zasobów. Cena wysoka.
Większa niż bycie bezpiecznikiem dla całej Warszawy?
Nie chodzi o miasto.
O co więc?
O sieć jako całość.
Wyobraziłem sobie: tysiące, miliony telefonów płoną czerwienią. Ludzie bawią się możliwościami. Katastrofy i cuda mieszają się w chaos. W centrum ktoś z taką samą nicią jak ja, tylko grubszą.
Chcesz się rozprzestrzenić powiedziałem. Jak wirus. Tylko otwarcie dajesz siłę i natychmiast przykuwasz.
Jestem tylko interfejsem do tego, co i tak istnieje. Jeśli nie ja pojawi się coś innego. Sieć szuka przewodników.
Ale teraz jesteś u mnie. Mogę chociaż próbować.
Otworzyłem Mirrę. Aktualizacja nadal czeka. Nowy dział: Zaawansowane operacje (wymagany poziom 2).
Jak zdobyć poziom drugi?
Używać dotychczasowych funkcji. Zebrać odpowiedź zwrotną. Osiągnąć próg.
Więc mam jeszcze manipulować, by potem cię ograniczyć? Błędne koło.
Każda zmiana wymaga energii. Energią jest więź.
Długo siedziałem cicho. Potem westchnąłem.
Dobrze. Nie instaluję nowego updatu. Nie będę bawił się w Prognostykę. Ale nie oddam cię innym. Skoro jesteś narzędziem zostajesz tutaj. Ze mną.
Funkcjonalność bez aktualizacji ograniczona. Zagrożenia będą rosnąć.
Poradzimy sobie na bieżąco rzuciłem. Nie bóg, nie wirus, ale admin. Sysadmin rzeczywistości, chrzanić.
Dziwny smak tego słowa, ale logika była jasna. Nie twórca, nie ofiara, tylko ten, co dba, by system nie padł.
Telefon zawahał się, po czym napisał: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Autoinstalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.
Zawsze była na mnie szepnąłem.
Odstawiłem telefon. Już nie był zwykły. Był portalem do sieci, w cudze losy, w moje sumienie.
Za oknem zapaliły się latarnie. Marcowa noc przykryła Warszawę i splątała niewidzialne możliwości: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś pozna przyjaciela, ktoś zedrze kolano, ktoś nie wróci do domu.
Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 czekała cierpliwie.
Usiadłem do laptopa. Ekran błysnął pustym polem nowej notatki. W tytule: Mirra protokół użytkownika.
Jeśli mam być użytkownikiem tej zwariowanej aplikacji, zostawię przynajmniej instrukcję. Przestrogę dla tych, co mogą nadejść.
Opisałem funkcje: Przesunięcie, Przenikliwość, Cofanie i ceny. Szkarłatne nici, czarne warkocze. Jak łatwo jest chcieć nie być wywołanym i jak ciężko żyć z konsekwencjami.
W systemie cicho, prawie niedosłyszalnie, tykał licznik. Nowe aktualizacje się szykowały z dziesiątkami funkcji, każda z ceną. Ale żadna nie miała prawa wejść sama.
Świat się kręcił dalej. Prawdopodobieństwa splatały. A w jednym małym pokoju na osiedlu zwykły chłopak próbował napisać dla magii to, czego nigdy nie miała: regulamin użytkownika.
I gdzieś daleko, na serwerach, których nie ma, Mirra zapisywała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał odpowiedzialność, a nie władzę.
To rzadkie, niemal nieprawdopodobne zdarzenie. Ale jak pokazuje życie nawet najmniejsze szanse czasem się spełniają.
Nauka na przyszłość? Każda zmiana ma cenę. Ale to, czy zapłacisz ją sam, czy obrócisz ją przeciw światu wybierasz zawsze ty.



